Mazowiecki – premier Jaruzelskiego

Posted in ■ aktualności, Wyszkowski Krzysztof by Maciejewski Kazimierz on 2 września 2009

Wiosną bieżącego roku toczyła się gorąca dyskusja w kwestii wyboru wydarzenia, które można by uznać za oznaczające upadek komunizmu i początek III RP. Dzisiaj wiadomo przynajmniej tyle, że wszyscy zgadzają się, iż wydarzeniem tym nie był wybór Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta, co stało się dnia 19 lipca 1989 r.

W posiedzeniu Zgromadzenia Narodowego udział wzięło 544 posłów i senatorów. Na Jaruzelskiego głosowało 270, przeciwnych było 233, wstrzymało się od głosu 34, a  głosy nieważne oddało 7. Przeciw Jaruzelskiemu głosowało 6 parlamentarzystów z ZSL, 4 z SD i 1 z PZPR (4 innych nie wzięło udziału w głosowaniu). Warto dzisiaj przypomnieć, że, spośród członków „drużyny Lecha”,  za wyborem Jaruzelskiego na prezydenta głosował Stanisław Bernatowicz, a Wiktor Kulerski, Andrzej Miłkowski, Aleksander Paszyński, Andrzej Stelmachowski, Stanisław Stomma, Witold Trzeciakowski, Andrzej Wielowieyski oraz Paweł Chrupek, Adela Dankowska, Marek Jurek, Lech Kozaczko, Zdzisław Nowicki, Krzysztof Pawłowski, Jerzy Pietkiewicz, Maria Stępniak, Andrzej Szczepkowski, Mieczysław Ustasiak, Henryk Wujec oddali głosy nieważne lub nie uczestniczyli w głosowaniu, przez co zdecydowali, że zdrajcy i zbrodniarzowi dano kluczową rolę w budowaniu nowego systemu.

Ta potworność jest w aktualnych elitach władzy lekceważona i pomijana, ale np. Amerykanie nie wstydzą się przyznawać do odegrania w niej ważnej roli i zaprosili sowieckiego agenta do swojej ambasady na uroczystość ku czci Dnia Niepodległości. Ten paradoks, że Jaruzelskiego nie sposób zaprosić na uroczystość ku czci niepodległości Polski, ale jest honorowany przez Stany Zjednoczone, znaczy zapewne, że niepodległość Polski pozostaje dla Amerykanów nadal tylko kategorią operacyjną, tak jak była nią w latach 40 i w roku 1989.

Gdy agent NKWD „Wolski”  jest ukrywany za kulisami obchodów XX lecia III RP, to niektórzy komentatorzy nie wstydzą się robić reklamy objęciu premierostwa przez Tadeusza Mazowieckiego, który prezentowany jest jako „pierwszy niekomunistyczny premier w kraju komunistycznym”. Ta bzdura nie ogląda się nie tylko na sprzeczność, jaka wynika z uznania głosowania 4 czerwca 1989 za datę obalenia komunizmu – skoro komunizm został obalony, to dlaczego Polska pozostawała państwem komunistycznym? – ale pomija również postać Józefa Cyrankiewicza, która, biorąc pod uwagę różnicę epok,  jest dla Mazowieckiego godnym punktem odniesienia.

Propagandyści III RP rozpoczną za parę dni kampanię na rzecz wykazywania, że Mazowiecki „nie był premierem malowanym”. To prawda, że od pierwszego dnia swych rządów uznał Solidarność  za narzędzia, które powinny bezkrytycznie służyć  jego przywództwu.  Ale ta bezkompromisowo prezentowana buta nie dotyczyła  Jaruzelskiego, Kiszczaka i w ogóle interesów komunistycznej nomenklatury. Nie będę tu cytował  własnych kompromitujących wypowiedzi Mazowieckiego, broniącego interesów PZPR we wszystkich – jawnych i tajnych – dziedzinach życia publicznego, a tylko radzę, by zaraz po pokazywaniu  go ze znakiem V, udostępnić telewidzom nagranie ze spotkania z szefem KGB Kriuczkowem , od pokornego pokłonu poczynając na złożonych zapewnieniach kończąc i bez ukrywania postaci Kiszczaka w tym wydarzeniu.

Propaganda będzie nachalnie wmawiać istnienie osławionych sukcesów rządu Mazowieckiego, ale jeszcze bardziej troskliwie będzie milczeć nad niesłychanym faktem, że do dzisiaj nie dało się znaleźć ani w Polsce, ani za granicą żadnego historyka, a choćby tylko jakiegoś dziennikarskiego łapsa, który by udziergał cokolwiek, co mogłoby nazywać się biografią  nosiciela  „siły spokoju”. Co takiego kryje się w przeszłości publicysty, działacza społecznego i polityka, że nawet prof. Andrzej Friszke nie odważy się takiej biografii przedstawić, choćby owiniętej w stos namydlonej bawełny?  Czy niemożliwy do opisania jest sam udział w PAX, czy specjalne stosunki z sowieckimi agentami w rodzaju Mazura? Czy zaufanie stalinowców zdobył w pełni już w r. 1952, czy dopiero podczas  walki z Kościołem we  Wrocławskiego Tygodnika  Katolickiego?  Na ile tajemnicę wzmacnia udział w  zakładaniu warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej?  Jak to było z  założeniem i redagowaniem miesięcznika Więź?  A za co Kliszko nagrodził go posadą  posła na Sejm PRL?

Czy „pierwszym  niekomunistycznym premierem” można było zostać tylko pod warunkiem, że  całym życiem udowodniło się komunistom, że jest się ciałem i duszą oddanym obrońcą realnego socjalizmu na jego każdym historycznym etapie? Czy nie jest tak, że tylko taki człowiek mógł zasłużyć na zaufanie Jaruzelskiego i z szokującą determinacją ochraniać zacieranie śladów walki z narodem przez komunistyczne służby specjalne oraz dbać o uwłaszczenia się nomenklatury na majątku narodowym? Jeżeli się to wszystko powie, to być może okaże się, że prawdziwa rola Tadeusza Mazowieckiego w najnowszej historii Polski nie była tak straszna jak się wydaje.

Tak się złożyło, że Mazowieckiego razem z Jaruzelskim odsunął od władzy ich  wychowanek, którego mieli za posłuszną kukłę. To właśnie Lech Wałęsa ocenia Mazowieckiego najprawdziwiej, gdy oskarża go, że chciał utrzymania Jaruzelskiego przez pełną sześcioletnią kadencję, co uczyniłoby z Polski postkomunistyczny skansen: „Byłem i jestem dziś jeszcze bardziej pewien, że tak by właśnie było i że w ostatnim momencie , powtarzam w ostatnim momencie, tym ruchem wykonanym w osamotnieniu i przeciw wielu, otworzyłem drogę do obecnej rzeczywistości. Niewyobrażalne jest co by było gdybym postąpił inaczej.” A jednak można być pewnym, że wszystkie te posowieckie kukły, clowni i pajace będą wyświetlane w telewizorach jako bojownicy walki z komunizmem. A następnie zrobi się sondaż i okaże się, że Polacy bardziej wierzą w telewizor niż polegają na faktach i własnych rozumach.

.

Krzysztof Wyszkowski

Reklamy

Możliwość komentowania Mazowiecki – premier Jaruzelskiego została wyłączona