Tajny agent

Posted in ■ różne by Maciejewski Kazimierz on 28 września 2009

14 czerwca 1992 r. w serwisie PAP ukazała się informacja, z powołaniem na kancelarię prezydenta Lecha Wałęsy, że w najbliższym otoczeniu premiera Jana Olszewskiego – dziesięć dni wcześniej odwołanego ze stanowiska – znajduje się osoba, która była agentem SB pod pseudonimem “Zapalniczka”…..

Obszerniejszy – i do tej pory właściwie jedyny – opis wydarzeń autorstwa Zdzisława Najdera ukazał się dopiero 6 października 1992 r.w “Rzeczpospolitej”. W swym oświadczeniu Najder pisał, że po przechwyceniu przez SB listów wysłanych jesienią 1957 r. do Jerzego Giedroycia był przesłuchiwany oraz stawiano mu zarzut “współpracy z ośrodkami emigracyjnymi”. Uznał wówczas, że kontynuując rozmowy “będę mógł dowiedzieć się od nich, czym się interesują, będę mógł ostrzegać śledzone osoby i chronić je przed represjami” oraz “poznać sposób myślenia i metody działania funkcjonariuszy i dzięki temu skuteczniej im przeciwdziałać”. “Moją żelazną zasadą – pisał dalej – było niepodawanie jakiejkolwiek informacji, która mogłaby kogokolwiek obciążyć. Równocześnie starałem się jak najwięcej ukryć”. Potwierdził, że przyjął pieniądze (”raz jeden, dla zdobycia zaufania funkcjonariuszy”), ale – dodawał – po paru miesiącach zwrócił je. Po wyjeździe w 1959 r. na półtoraroczne stypendium “kontakty z SB były przerwane”, a po powrocie “starałem się unikać spotkań z SB”. Ostatecznie, powiedział, “dobrowolne kontakty” urwały się po następnym wyjeździe za granicę w 1961 r., a gdy po powrocie w 1963 r. odmawiał spotkań, został pozbawiony paszportu. Najder uznał, że próba “zwodzenia agentów SB” to był “błąd taktyczny, [a] nie polityczny, bo ani na chwilę nie uznałem władzy komunistycznej za swoją”, i publicznie zwrócił się do ministra spraw wewnętrznych (Andrzeja Milczanowskiego) o odtajnienie dotyczących go dokumentów. Życzenie to nie zostało spełnione.

Jak można było się spodziewać, Najder usunął się z życia politycznego sensu stricte, a zresztą po katastrofie rządu Olszewskiego formacja, do której należał, znalazła się na bocznym torze. Niemniej jeszcze przez pewien czas pojawiały się w mediach wypowiedzi ostro krytyczne wobec niego, w tym kilka głosów jego dawnych podwładnych z RWE, którzy jednoznacznie sugerowali, że w czasie dyrektorowania w Monachium Najder wypełnił zadania zlecane mu przez SB. Pojawiały się też – z różnych miejsc politycznego spectrum – głosy w jego obronie, w których nie tylko podkreślano działalność opozycyjną Najdera jako twórcy i lidera Polskiego Porozumienia Niepodległościowego z lat 1976 – 1981, ale także potwierdzano (m.in. Jan Olszewski), że na przełomie lat 50. i 60. Najder uprzedzał, iż prowadzi rozmowy z SB. Z biegiem czasu sprawa Najdera przycichła, choć zajmuje on wciąż poczesne miejsce w polskim życiu intelektualnym i jest jednym z uważniej czytanych komentatorów i analityków polskiej politykizagranicznej oraz problemów integracji europejskiej……

Wydaje się, że Najder należał do tej kategorii intelektualistów różnych pokoleń i różnych specjalności, którzy zgodą na przekazywanie informacji płacili za paszport. Z dokumentów, które badaliśmy nie wynika, aby współpraca Najdera z SB miała rzeczywiście “charakter dobrowolny” lub oparta była “na uczuciach patriotycznych” – jak to formułowano w SB – ani tym bardziej na związkach ideologicznych. Należy sądzić, że była to raczej umowa o świadczeniu wzajemnych usług: paszport za informacje. Zachowana dokumentacja nie potwierdza wersji o prowadzeniu gry z SB, którą Najder przedstawiał w 1992 r. W każdym razie esbecy go o to nie podejrzewali, ale z dokumentów wynika też, że nie byli nazbyt otwarci i nie operowali informacjami, które mógłby w takiej grze wykorzystać. Bo powiadomienie paru osób, że znajdują się w zainteresowaniu MSW, nie mogło być dla nich niespodzianką, a o tym, co SB wie na ich temat, Najder nie wiedział.

Innym elementem gry, tak jak to formułuje Najder, było zaprzeczanie – przez odpowiednie formułowanie informacji – zarzutom o działalności agenturalnej, które SB stawiało (także w rozmowach z “Zapalniczką”) działaczom emigracyjnym. Nie ma jednak śladów, aby Najder był dostatecznie przekonujący i aby choćby tylko por. Bański zmienił swoją opinię na temat np. Giedroycia czy Mieroszewskiego. Wygląda na to, że wersja o grze była racjonalizacją działań, do których sam miał stosunek negatywny. Prawdopodobnie nikomu nie zaszkodził w sensie dosłownym, ale to, co napisał w złożonych w 1958 r. oświadczeniach, oraz informacje, które przekazał ustnie i na piśmie, bez wątpienia wzbogaciły wiedzę SB o co najmniej kilku ważnych osobach z elit intelektualnych w kraju i z emigracji politycznej.

.

Paweł Machcewicz, Andrzej Paczkowski •  Rzeczpospolita • 10.05 Nr 236

Reklamy

Możliwość komentowania Tajny agent została wyłączona