Skubiszewski i łotry z emigracji

Posted in ■ historia by Maciejewski Kazimierz on 17 listopada 2009

Krzysztof Skubiszewski był zarejestrowany przez SB jako kontakt służbowo-informacyjny „K”. Później pojawia się w jej dokumentach jako TW „Kosk”. Jak czytamy, bezpieka utrzymywała z nim kontakt operacyjny w latach 1961–1969. Według akt IPN, był cennym źródłem informacji.

Minister Spraw Zagranicznych w trzech pierwszych rządach nowej Polski, od 1994 r. członek Trybunału Europejskiego w Hadze, doktor honoris causa kilku uniwersytetów, kawaler Krzyża Zasługi Republiki Federalnej Niemiec – to niektóre z zaszczytnych stanowisk i tytułów Skubiszewskiego. Gdy w 1992 r. były minister spraw zagranicznych w rządzie Mazowieckiego trafił na listę Macierewicza, podniosła się niebywała wrzawa.

W mediach zwolenników lustracji nazywano wówczas oszołomami. Oceny te formułowali najczęściej ci, którzy nie mieli pojęcia, co zawierają akta MSW. Dziś były minister urzęduje w Hadze, pracując w Trybunale Rozjemczym Iran–USA.

Sekretariat odmówił skontaktowania nas ze Skubiszewskim, a w warszawskim mieszkaniu poinformował on nas przez domofon, że nie udziela żadnych wywiadów.

Politycznie nie budzi zastrzeżeń

Od roku 1961 docent Krzysztof Skubiszewski pełnił funkcję prodziekana Wydziału Prawa Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Miał już wyrobioną pozycję w środowisku, podobnie jak jego ojciec – profesor wszechnauk lekarskich – czy brat Piotr – adiunkt Wydziału Filozoficzno-Historycznego UAM. Właśnie wtedy dochodzi do jego pierwszych kontaktów z SB. Status Skubiszewskiego i częste wyjazdy za granicę stały się powodem zainteresowania tajnych służb.

Początkowo kontakt ze Skubiszewskim utrzymywali funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa KW MO w Poznaniu. „Pod względem politycznym osoba doc. Skubiszewskiego K. nie budzi żadnych zastrzeżeń. W ostatnim okresie wymieniony ubiega się o przyjęcie do Partii” – zapisał por. Górny z Wydziału III SB w Poznaniu.

Dotychczasowa współpraca prodziekana z Oddziałową Organizacją Partyjną PZPR oceniana była pozytywnie. Przed wyjazdami zagranicznymi „K” uzyskiwał również poparcie sekretarza KW PZPR w Poznaniu, którym był wówczas Stefan Olszowski – późniejszy minister spraw zagranicznych PRL.

W sierpniu 1963 r. Skubiszewskiego przejął wywiad PRL – wynika z mikrofilmu o sygnaturze 9669/I. Kapitan SB Zenon Drynda, po rozpatrzeniu materiałów zebranych przez bezpiekę na temat Krzysztofa Skubiszewskiego, syna Ludwika i Ireny (de domo) Leitgeber, wniósł o założenie teczki kontaktu społeczno-informacyjnego (k.s.i.) o pseudonimie „K”.

Jak wyjaśnia historyk Antoni Dudek, kontakt społeczno-informacyjny był świadomą formą współpracy. – Jako k.s.i. rejestrowane były osoby zajmujące wysokie stanowiska. Podejmowały one współpracę najczęściej w nadziei na docenienie jej zasług, które zaowocuje awansami zawodowymi – mówi Dudek.

„Udziela chętnie i wyczerpująco informacji”

Plan wykorzystania źródła obejmował między innymi uzyskiwanie informacji o pracownikach Instytutu Zachodniego w Poznaniu i polskich stypendystach. Współpraca ta miała również wspierać bezpiekę w rozpracowaniu jego krewnego, dziennikarza Radia BBC Sekcja Polska w Londynie, a dla bezpieki – figuranta Sprawy Operacyjnego Sprawdzenia o krypt. „Witold”.

Do spotkania Dryndy ze Skubiszewskim, prodziekanem wydziału prawa, doszło jednak już wcześniej, w związku z informacjami o niezadowoleniu wśród studentów UAM, które zgłosił uczelnianemu kierownictwu partii. Drynda na spotkaniu przedstawił się jako oficer Służby Bezpieczeństwa. W późniejszej notatce zapewniał, że jego rozmówca wyraził chęć przekazywania bezpiece informacji w poruszonej sprawie. Na kolejne spotkanie prodziekan zaprosił esbeka już do własnego mieszkania.

W 1963 r. „K” wyjeżdżał do Anglii, co zaowocowało pisemnymi informacjami przekazanymi kpt. Dryndzie, a zawierającymi charakterystyki osób pochodzenia polskiego, z którymi k.s.i. zetknął się za granicą. Twierdził, że ma z nimi stały kontakt. Informator przedstawił też organizację studiów prawniczych na czołowych uniwersytetach brytyjskich. Utrzymywał, że z racji napiętego programu pobytu w Wielkiej Brytanii nie odbył spotkań z tamtejszą Polonią. „Ograniczyły się one jedynie do mojej dalszej rodziny w Londynie” – wynika informacji pisemnej k.s.i. Autor notatki podał, że osoby te na stałe przebywają w Londynie i odwiedzają Polskę. Z kolei informacjami dotyczącymi polskich stypendystów uzyskanymi również od Skubiszewskiego zainteresował się wydział IX wywiadu PRL.

Oficer prowadzący stwierdzał, że k.s.i. na stawiane mu pytania dotyczące znanych mu osób „udziela chętnie i wyczerpująco informacji, bez względu na to, czy osoby te są członkami rodziny, czy tylko znajomymi”. Na podstawie odbytych spotkań kapitan Drynda ocenił, że informator nie tylko „poważnie traktuje” kontakty z wywiadem PRL, ale że jest on „w pewnym sensie zadowolony” z możliwości udzielania pomocy bezpiece.

Późniejsze doniesienie k.s.i z roku 1963 zawiera uzupełnienie informacji dotyczących rodziny k.s.i. przebywającej za granicą. Chodziło m.in. o Bolesława Leitgebera – jego wuja, który służył w dyplomacji II RP za czasów ministra Becka oraz w wojennym rządzie gen. Sikorskiego. Notatka wspomina też o kuzynie matki, Witoldzie Leitgeberze – dziennikarzu radia BBC – i innych krewnych z emigracji. „K” wskazał, którzy z nich przyjeżdżają do Polski. SB podjęła potem działanie, by wykorzystać dane dotyczące dziennikarza.

Na kolejnym spotkaniu w maju 1963 r. „K” przekazał oficerowi prowadzącemu informacje o swoich kontaktach z działaczami partii socjalistycznych RFN. „K” prosił też, aby zwolnić go z opracowywania na piśmie informacji takich, jak o Witoldzie Leitgeberze, gdy nie ma stuprocentowej pewności co do postawy politycznej i działalności danej osoby – odnotował esbek. „Takie informacje woli przekazywać ustnie. Natomiast pełne informacje chętnie nadal przekazywał będzie SB w formie pisemnej” – zapisał oficer wywiadu. Dodał, że rozmówca „aparat nasz traktuje poważnie i nie interesuje go, w jaki sposób są wykorzystywane informacje, które przekazuje, oraz że zawsze możemy liczyć na jego osobę, gdyż to, co przekazuje nam, uważa za swój obowiązek obywatelski […] i do tego przywiązuje wielką wagę”. Wobec takiej deklaracji oficer zapowiedział, że odtąd informator będzie decydował, które doniesienia przekaże na piśmie, a które ustnie.

W roku 1963, tuż przed wyjazdem na stypendium na Uniwersytet Columbia w Nowym Jorku, „K” spotkał się z funkcjonariuszem Babińskim z wywiadu PRL. Stypendium otrzymał, jak wynika z notatki, przy poparciu prof. Brzezińskiego i Uniwersytetu Harvarda, na którym przebywał poprzednio. W trakcie spotkania k.s.i. przedstawił swoje możliwości uzyskiwania dalszych informacji dotyczących swojej rodziny przebywającej za granicą oraz innych osób zapoznanych w trakcie poprzedniego stypendium na Harvardzie – wynika z akt IPN. „K” wyjaśnił, że wówczas unikał kontaktów z Polonią, gdyż „ludzie ci nie cieszą się najlepszą opinią i kontakty z nimi mogą być nie właściwie widziane przez władze w kraju. Oświadcza jednak, że o ile to jest nam potrzebne może podjąć starania wejścia w to środowisko” – zapisał oficer Babiński. Zaznaczył, że „K” wyraził zgodę na „utrzymywanie kontaktu operacyjnego na terenie USA”. Dodał, że informator SB „jest zadowolony z kontaktów” z tajną służbą PRL i „uważa to za korzystne dla siebie”.

Esbek zwrócił uwagę na stwierdzenie „K”, iż „liczy on na pomoc SB w wykorzystaniu praktycznym jego wiadomości, co jest ambicją każdego naukowca”. Babiński na koniec ocenił „K” jako cenną jednostkę i dodał, że SB powinna dążyć, aby wyjazd do USA doszedł do skutku.
Do notatki dołączone jest pisemne zobowiązanie o zachowaniu w tajemnicy treści rozmowy, napisane przez Krzysztofa Skubiszewskiego. Poniżej znajduje się dopisek, że zobowiązuje się on do „całkowitej lojalności” w tej sprawie. Funkcjonariusz Babiński w notatce z tego spotkania zapisał, że zgodził się, by jego kontakt sam sformułował treść zobowiązania modyfikującą to, które przygotowała SB. Werbowany wyjaśnił przy tym: „Pomogę chętnie i udzielę wszelkich informacji, jakie zdobędę w USA, tak samo jak bym to zresztą zrobił przy poprzednich wyjazdach, gdybyście się do mnie o to zwrócili i zgadzam się podpisać drugą część oświadczenia dot. tajemnicy”.

Przy omawianiu zadań wyjazdowych „K” wyraził swą niechęć do kontaktów z ludźmi działającymi w organizacjach takich jak Komitet Wolnej Europy. „To są przecież łotry, dyskusje z nimi przeważnie nie należą do przyjemnych, ponadto mam pewne wątpliwości, czy kiedyś w przyszłości tu w kraju nie wzięliby mi za złe kontaktów z tymi organizacjami” – powiedział według Babińskiego „K”.

Zadania do wykonania na terenie USA przekazane przez SB dotyczyły głównie „antypolskich organizacji” na emigracji. Jak wynika z zachowanych akt, kontakt SB podpisał je, a jednocześnie dodał zastrzeżenie, że nie traktuje tego jako zobowiązania do realizacji zadań, lecz przyjmuje je do wiadomości.

Pod koniec spotkania poprosił Babińskiego o dodatkowe spotkanie jeszcze przed wyjazdem.

Podczas niego okazało się, że „K” chce zyskać pewność, że jego kontakty z wywiadem PRL będą utrzymane w maksymalnej tajemnicy. Dopytywał się Babińskiego, czy oficer wywiadu, który z nim się będzie kontaktował w USA, jest osobą pewną, skoro tyle rezydentów odmówiło powrotu do kraju.

Oficer SB zapewnił o konspiracji i wyjaśnił, że to „K” będzie mieć pełną inicjatywę w ukierunkowywaniu współpracy z rezydentem. Takie sformułowanie oficera ucieszyło „K” – „to mi całkowicie odpowiada” – miał powiedzieć. Przytaknął też oficerowi bezpieki, który ocenił kontakty z nim, jako obustronnie korzystne. „Ja chcę ten kontakt podtrzymać” – powiedział „K”, co zrelacjonował Babiński. Z aprobatą też przyjął sugestię, że może wykraczać poza zagadnienia ujęte w instrukcji w obszar przedsięwzięć USA w polityce zagranicznej. „To dobrze, to mi bardziej odpowiada, tu będę miał większe możliwości” – zapisano w dokumencie.

„Kosk” ambitniejszy niż rezydentura
W październiku 1963 r. instrukcję, jak obchodzić się z „K”, odebrał nowojorski rezydent „Edo”. Jak na nieszczęście komunistycznego wywiadu, obawy „K” potwierdziły się. Ze względu na zdradę funkcjonariusza Szymonika, nie doszło do przejęcia na kontakt „K” przez rezydenturę w USA.

Jednak jak wynika z zachowanych akt, po powrocie z USA w 1964 r. „K” dostarczył SB opracowania, w których opisał działalność ośrodków m.in. zajmujących się tematyką Europy Środkowo-Wschodniej oraz badaniami dotyczącymi komunizmu. „K” sporządził m.in. charakterystykę prof. Zbigniewa Brzezińskiego pełniącego funkcję dyrektora Instytutu Badań nad Sprawami Komunizmu. Opisał również działalność prof. Jana Karskiego, wykładającego na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie i prof. Ludwika Krzyżanowskiego, twórcy kwartalnika „The Polish Review”, wykładowcy języka polskiego na nowojorskim uniwersytecie.
Kolejny dokument, który zawierają akta IPN, datowany na 1965 r., świadczy już o traktowaniu Skubiszewskiego przez wywiad jako tajnego współpracownika o pseudonimie „Kosk”.

Jest to notatka ze spotkania źródła z oficerem Sabikiem z Wydziału IV Departamentu I. Treść jej stanowi relacja przekazana oficerowi SB z niedawnego pobytu w Genewie. Tajny współpracownik podał, że spotkał tam doktoranta Krzysztofa Swinarskiego. Poinformował, że wyjechał on do Genewy z Uniwersytetu Poznańskiego. W notatce znajduje się sugestia, że nie jest pewne, czy Swinarski powróci do kraju po ukończeniu doktoratu.

W archiwach IPN zachował się też datowane na maj 1967 r. pismo kierowane przez centralę Departamentu I do SB w Poznaniu dotyczące nawiązania kontaktu z „Koskiem”. Miało to służyć pozyskaniu informacji o Amerykanach, którzy podczas niedawnego pobytu w Polsce, gościli u „Koska” w domu. Wywiad chciał też poznać plany wyjazdowe TW w celu przekazania mu kolejnych zadań.

W roku 1969 mjr Czesław Taładaj stwierdził, że kontakt SB nie wyjeżdża zagranicę, stąd decyzja o przekazaniu sprawy o kryptonimie „Kosk” do archiwum.

.

Maciej Marosz • Gazeta Polska

Możliwość komentowania Skubiszewski i łotry z emigracji została wyłączona