Premier uzależnił Polaków od Rosji

Posted in ■ wywiady by Maciejewski Kazimierz on 23 listopada 2009

„To, co podpisał ostatnio Waldemar Pawlak i na co się zgodził Donald Tusk, spowoduje, że Polacy będą płacić o wiele więcej za gaz przez następnych prawie 30 lat. Rosja nas osacza.”

Z Pawłem Poncyljuszem, posłem PiS, rozmawia Tomasz Zdunek.

Czy istnieje groźba wybuchu kolejnej europejskiej wojny gazowej na przełomie roku ?
Nie dowierzam żadnym deklaracjom rosyjskiej administracji. Trzeba być gotowym na każdą ewentualność. Rosjanie nawet nie ukrywają, że dostawy gazu i ropy są instrumentem polityki międzynarodowej.

Rosja traktuje kwestię gazu jako element nacisku na wewnętrzne sprawy Ukrainy?
Rosjanie nie spoczną, dopóki nie dopną swego, a więc nie zapanują w całości nad drogami przesyłu gazu z Rosji do Europy Zachodniej. Jestem przekonany, że prędzej czy później osiągną swój cel. Początkiem będzie otwarcie Gazociągu Północnego (North Stream), za którego budowę płacą w części firmy z Europy Zachodniej. Wtedy też może się okazać, że zostaną wyłączone z użytku obecne gazociągi – po to, by Rosjanie nie ponosili dodatkowych kosztów z tytułu opłat za przesył przez Białoruś, Ukrainę i Polskę.

A więc do momentu uruchomienia Gazociągu Północnego nie będzie żadnego prawdziwego kryzysu?
Rosja może jedynie wyrażać swoje niezadowolenie, ale nie może sobie pozwolić na otwartą wojnę, bo straci wiarygodność w relacjach z Europą Zachodnią. To będzie raczej kąsanie i próba osłabienia roli Ukrainy i Białorusi

W takim razie jaka jest nasza rola? Czy polska dyplomacja powinna zabrać głos w konflikcie Ukrainy z Rosją?
Polska dyplomacja powinna zrobić wszystko, aby problem sporów gazowych między Rosją,a takimi krajami jak Białoruś i Ukraina był przedmiotem szczytów UE-Rosja. Wielkim sukcesem byłoby, gdyby każdy zamiar zakręcenia kurka na zachodniej granicy Rosji był traktowany jako zagrożenie dla bezpieczeństwa całej Unii Europejskiej. UE powinna głośno upominać się o swoje prawa w takich sporach. Bo gdy kłóci się Ukraina czy Białoruś z Rosją, to cierpi na tym i Unia, i Polska. Dlatego zadaniem dla polskiej dyplomacji jest przesunięcie zainteresowania Unii ze swoich granic na granice rosyjskie, jeśli chodzi o sprawy gazowe

A jak w tym wszystkim ocenia Pan naszą sytuację? Niedawno podpisaliśmy długoletnią umowę na dostawy rosyjskiego gazu, więc konflikty naszych sąsiadów powinny nas szczególnie interesować.
Moim zdaniem to, co podpisał ostatnio Waldemar Pawlak i na co się zgodził Donald Tusk, spowoduje, że Polacy będą płacić o wiele więcej za gaz przez następnych prawie 30 lat, bo jeśli jest jeden dostawca, to może dyktować ceny. Wraz z podpisaniem tej niekorzystnej umowy gazowej, Polska pogłębia swoje uzależnienie od rosyjskiego Gazpromu do 70% proc. naszych potrzeb, co nie zdarza się w żadnym innym kraju UE. To wszystko oznacza, że rząd Donalda Tuska burzy koncepcję dywersyfikacji dostaw gazu przygotowaną przez rząd PiS. Rocznie Polska będzie miała 11 mld m3 z Rosji, plus 1,3 mld z Niemiec, który też jest rosyjskim gazem. A gdy doliczymy docelowe wydobycie 5 miliardów z własnych zasobów, to tak naprawdę nie ma miejsca na gaz skroplony (LNG) ani na ewentualny gaz ze złóż skandynawskich. Dlatego bardzo negatywnie oceniam to, co robi rząd. Boję się, że za chwilę po podpisaniu tej umowy gazowej, ktoś wstanie i powie, że nie ma ekonomicznego uzasadnienia na budowę terminala gazowego w Świnoujściu ani budowę Baltic Pipe z Danii. Poza tym – jak donoszą media – jeżeli Gazociąg Północny nie będzie zakopany na wysokości toru wodnego dla statków płynących do polskich portów, to ograniczy to żeglugę do Świnoujścia, gdzie ma mieścić się gazoport. A to oznacza, że pojawi się druga przeszkoda tej inwestycji, nie tyle ekonomiczna, ale także organizacyjna.

A może polski rząd planuje odbierać gaz z Niemiec, który będzie pewny i nie przejmować się dłużej relacjami Ukrainy i Białorusi z Rosją?
Kłopot polega na tym, że gaz niemiecki i tak pochodzi z Rosji, więc płacimy za niego rosyjską cenę z niemiecką marżą. Kłamstwem jest twierdzenie, że gaz z Niemiec jest gazem z rurociągów zachodniej Europy, ponieważ system gazowy byłego NRD nie jest połączony z systemem dawnych Niemiec Zachodnich. Jeżeli mówimy o realnych połączeniach z siecią europejską, to jest to projekt Baltic Pipe, który jest przedłużeniem rurociągu Skanled na odcinku Dania-Polska. To byłoby realne uniezależnienie się od rosyjskiego gazu. A więc Baltic Pipe z Dani, a nie odbieranie gazu z Niemiec, bo to nie jest żadna alternatywa.

Czy rząd posiada jakąś strategię gazową czy umowa zamyka temat na lata?
Podpisanie umowy zamyka de facto dyskusję. Warunki można renegocjować pod warunkiem, że druga strona się zgodzi. Moim zdaniem, gdy Gazociąg Północny zostanie wybudowany, Rosja tym bardziej nie będzie skłonna do rozmów. Obecnie zarabiamy na przesyle gazu rurociągiem Jamał. Obawiam się, że po uruchomieniu Gazociągu Północnego Jamał przestanie być użytkowany. A więc stracimy zarobek na przesyle, a do tego będziemy odbierać gaz od Niemiec z ich opłatami. Prawda jest taka, że Rosja nas osacza. Do tego umowa nie zmienia zasady „bierz albo płać”, która oznacza, że my te 11 miliardów musimy odebrać, a nawet jeżeli ich nie odbierzemy, to i tak musimy za nie zapłacić. Taką umowę podpisał pierwszy raz Marek Pol. Poza tym Polska nie zyskała pozwolenia na odsprzedawanie gazu rosyjskiego trzecim odbiorcom, a więc te 11 miliardów musimy sami skonsumować. To wszystko nasuwa wniosek że Polska nic nie zyskała, a wręcz sprzedała duszę na kolejne 15 lat i przedłużyła w naszym kraju władzę Rosji na tym polu. A to skutecznie blokuje kolejne inwestycje przy argumencie braku zasadności ekonomicznej, bo po co wydawać miliardy na terminale i nowe gazociągi, skoro rosyjskiego gazu jest pod dostatkiem.

.

Tomasz Zdunek • niezalezna.pl

Reklama

Możliwość komentowania Premier uzależnił Polaków od Rosji została wyłączona

%d blogerów lubi to: