Superskrytka Kiszczaka

Posted in ■ historia by Maciejewski Kazimierz on 23 listopada 2009

Upublicznienie przez prezesa IPN Janusza Kurtykę, że esbecy z tzw. zbioru zastrzeżonego nie stracą wysokich emerytur, ukazało część ukrywanej przed społeczeństwem prawdy o tej przechowalni najcenniejszych agentów PRL. Głównie z b. WSW i WSI.

Bo to w większości „wojskówka”, która zachowała uprzywilejowane emerytury, o czym się nie mówi, znalazła schronienie w tajnym zbiorze.

A właśnie generałowie i pułkownicy Ludowego Wojska Polskiego – wojskowi komisarze wprowadzali stan wojenny, przejmowali w 1981 roku władzę w zakładach pracy, ministerstwach, kazali strzelać do robotników. Wojskowa Służba Wewnętrzna (WSW) – poprzedniczka Wojskowych Służb Informacyjnych (WSI) była wykorzystywana w latach 80. przez władzę komunistyczną do zwalczania opozycji demokratycznej.

– Zarząd III WSW prowadził w latach 1982-1989 ponad 300 spraw operacyjnych, w ramach których rozpracowywano blisko 1500 działaczy podziemnych struktur „Solidarności” . WSW przejęła od SB wiele zadań, między innymi zajmowała się poszukiwaniem ukrywających się w stanie wojennym działaczy związku jak Władysława Frasyniuka, czy Zbigniewa Bujaka. WSW była też angażowana w działania przeciwko duchownym, które prowadził odpowiedzialny za walkę z Kościołem Departament IV MSW. Gdy szefem resortu został Kiszczak, do MSW trafiło wielu oficerów wojskowych. To właśnie oni byli najbardziej zaufanymi ludźmi Kiszczaka – mówi „GP” historyk Leszek Pietrzak z Biura Bezpieczeństwa Narodowego, b. członek Komisji Weryfikacyjnej WSI.

Gdy w 1985 roku w MSW utworzono Inspektorat Ochrony Funkcjonariuszy – wewnętrzną „bezpiekę” mającą kontrolować całe ministerstwo, jego kierowanie powierzył Kiszczak swojemu koledze z wywiadu wojskowego (Zarząd II SG) – płk Sylwestrowi Gołębiewskiemu. W latach 80. gen. Kiszczak wielokrotnie używał WSW do zabezpieczania ofensywnych działań SB wobec opozycji i Kościoła. Udział oficerów kontrwywiadu w sprawie ks. Jerzego Popiełuszki, nie był działaniem odosobnionym.

Dziś ci ludzie są całkowicie bezkarni. Dzięki umieszczeniu ich w zbiorze zastrzeżonym – zostali wyłączeni spod lustracji, rządzą polskim biznesem, gospodarką, mediami i z tylnego siedzenia politykami układu III RP. Wystarczy przypomnieć, że to specsłużby miały udział w zakładaniu Kongresu Liberalno-Demokratycznego, małej, lecz bardzo wpływowej partii, w której prym wiedli Donald Tusk, Jan Krzysztof Bielecki czy Janusz Lewandowski i potem Platformy Obywatelskiej. Obecnie ich przedstawiciele jak „aniołowie stróże” nadal są w bezpośrednim otoczeniu premiera. Choć dymisje lub przesunięcia na inne stanowiska nie ominęły nawet wicepremiera rządu PO-PSL, ich omijają.

Zbiór chroni przed lustracją

Zbiór zastrzeżony stał się też superskrytką, służącą do ukrywania przestępczej działalności wywiadu wojskowego PRL, w tym zbrodni tajnego oddziału „Y” jaki został utworzony w ramach Oddziału II Sztabu Generalnego LWP.

– Dziełem tego oddziału była m.in. afera FOZZ. Oddział „Y” wyłudzał też bezprawnie, wspólnie z wydziałem spadków MSZ i placówkami dyplomatycznymi PRL, spadki zmarłych Polaków. Większość oficerów z oddziału „Y” była szkolona przez sowieckie GRU – mówi Leszek Pietrzak.

Istnienie zbioru zastrzeżonego w IPN to dowód, że 20 lat po upadku komunizmu rzeczywistą władzę w Polsce wciąż sprawują ludzie byłych komunistycznych, przede wszystkim wojskowych, spec służb i ich następcy ze służb układu III RP. Nie ma wielkiej przesady w tym, że rządzi nami przebrana w cywilne garnitury menedżerów biznesu, prezesów koncernów medialnych, agentów wpływu itp. junta rodem z wojskowych spec służb PRL.

Gra o rozliczenie przeszłości toczy się więc dziś w istocie nie o rozliczenie SB, ale przede wszystkim „wojskówki”. Zmniejszenie emerytur byłych esbeków miało pokazać społeczeństwu, że dokonuje się sprawiedliwość dziejowa. Gdy jednak PiS wniósł poprawkę, aby ustawa o ograniczeniu emerytur objęła także WSW i WSI, został przegłosowany przez posłów z układu III RP.

Gdyby prezes Kurtyka wystąpił o zlikwidowanie zbioru zastrzeżonego, układ III RP z pewnością w kilka tygodni zmiótłby go, a wraz a nim cały IPN. Instytut działa pod olbrzymią presją. Przedsmakiem tego było „gradobicie” układu III RP, groźby ograniczenia uprawnień IPN, a nawet jego likwidacji, które wywołała zgoda Kurtyki na wydanie w czerwcu 2008 roku pod szyldem IPN książki Cenckiewicza i Gontarczyka, która pokazała prawdę o Lechu Wałęsie.

W zbiorze zastrzeżonym są akta służb PRL „aktualne dla bezpieczeństwa państwa”, których z tego powodu IPN nie ujawnia na ogólnych zasadach. Owo bezpieczeństwo państwa nie zostało jednak do dziś w żaden sposób zdefiniowane. Dostęp do zbioru mają wyłącznie prezes IPN i służby specjalne. To one decydują, co ma być w tym zbiorze – choć prezes może uchylić ich decyzję (spory rozstrzyga kolegium IPN). Za prezesury Leona Kieresa w latach 2000-2005 do tego zbioru miało trafić wiele akt służb PRL, nie związanych z bezpieczeństwem RP. Kurtyka zmniejszył ten zbiór, ale nadal jego zawartość nie została zweryfikowana.

Powstanie zbioru zastrzeżonego IPN było zaplanowanym wprowadzeniem kontroli tajnych służb nad działalnością IPN. Chodziło przede wszystkim o ochronę przed lustracją danych agentury, głównie osób publicznych.

Za kadencji Leona Kieresa z uwagi na bezpieczeństwo państwa umieszczono w zbiorze zastrzeżonym dane TW Historyk, którym był profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, a także dane kilku innych wpływowych przedstawicieli świata nauki i Kościoła. W 2005 r. tygodnik „Wprost” ujawnił, że w zbiorze zastrzeżonym są dokumenty dotyczące możliwej współpracy z SB kandydata na szefa IPN – Andrzeja Przewoźnika. Ówczesny prezes IPN, Leon Kieres złożył wówczas zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa wycieku tajnych informacji. W maju 2007 roku głośno było o sędziach Trybunału Konstytucyjnego, których akta mają się znajdować w zbiorze.

Gra toczy się o realną władzę i pieniądze, bo to ukryci w zbiorze zastrzeżonym generałowie, pułkownicy i ich tajni współpracownicy mają w swoich rękach rynek bankowy, budowlano-remontowy, samochodowy, medialny, giełdę papierów wartościowych itp. Praktycznie rządzą całym życiem społeczno-gospodarczo-kulturalnym w Polsce. To dlatego gen. Kiszczak bez ogródek powiedział reporterowi „Misji specjalnej”, że o tym, kto naprawdę ma władzę w Polsce świadczy, że nowej władzy zajęło aż 20 lat by zabrać kominowe emerytury funkcjonariuszom SB. Żeby wypowiedzieć takie słowa publicznie w wolnej Polsce komunistyczny generał musi czuć za sobą siłę i mieć poczucie całkowitej bezkarności. Jak się zresztą okazuje, nie wszystkim esbekom zostaną zmniejszone emerytury, bo ci, których ukryto w zbiorze zastrzeżonym, mogą nam śmiać się w nos.

Akta gen. Kiszczaka były szef WSI gen. Marek Dukaczewski umieścił wśród teczek, na których widnieje napis „zbiór zastrzeżony szefa WSI”. Kiszczak, zanim został szefem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w 1981 r., od końca II wojny światowej służył w wojskowych służbach specjalnych. Kierował wywiadem wojskowym w 1976 r., gdy Dukaczewski zaczynał działalność szpiegowską w wojskowych służbach. Te uzależnienia działają na zasadzie naczyń połączonych. Włączenie akt Kiszczaka do zbioru zastrzeżonego uniemożliwiło wyjaśnienie jak to się stało, że szef tajnej policji został nagle architektem „okrągłego stołu” W ubiegłym tygodniu prezes Kurtyka, przedstawiając w Senacie informację o pracach Instytutu w 2008 roku, ujawnił, że esbecy, których akta są w ściśle tajnym zastrzeżonym zbiorze IPN, nie stracą przywilejów emerytalnych, co od Nowego Roku obejmie oficerów służb specjalnych bezpieki PRL i członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (lub wdów po nich). Materiały z tego zbioru są tajne i IPN nie wolno ich udzielać organom emerytalno-rentowym dla obniżki świadczeń.

– Przedstawiciele IPN na etapie prac nad tzw. ustawą dezubekizacyjną wielokrotnie zwracali uwagę na nierozstrzygnięcie w tej ustawie kwestii dostępu do akt esbeków z tajnego zbioru zastrzeżonego – powiedział prezes IPN Janusz Kurtyka. Zarzucił on rzecznikowi rządu Pawłowi Grasiowi nieprawdziwe wypowiedzi w tej sprawie, wprowadzające w błąd opinię publiczną. Graś powiedział w TVP, że prezes IPN nie zwracał uwagi na ten fakt w momencie tworzenia ustawy o odbieraniu byłym esbekom emerytur.

Zastanawia, dlaczego ABW i AW nie zwracają się do IPN o udostępnienie w celu przekazania zakładom emerytalnym informacji z akt funkcjonariuszy, których teczki umieszczone zostały w zbiorze zastrzeżonym IPN, nawet teraz, gdy stało się głośne, że zachowają oni uprzywilejowane emerytury? Czyżby Krzysztof Bondaryk, szef ABW i gen. bryg. Maciej Hunia, szef AW, świadomie chronili ich niesłusznie uprzywilejowane emerytury? Czyżby było tak, że poświęcono szeregowych esbeków, by pokazać społeczeństwu, że oprawcy tych, którzy walczyli o niepodległą Polskę będą mieli zmniejszone emerytury. A ci, którzy wydawali decyzje o inwigilacji, prześladowaniach, zabójstwach politycznych zachowają swe wysokie emerytury? To chichot historii, że przeciętni Polacy, w tym ci, którzy walczyli o wyzwolenie spod komunizmu, żyją często w nędzy, była agentura – w dobrobycie.

W Niemczech, w ustawie Gaucka jest zapis, że obowiązkiem Instytutu Gaucka jest udostępnianie wszelkich akt dla celów emerytalnych. W Polsce „dziwnym trafem” to pominięto.

W Polsce większość tajnych współpracowników służb PRL czynnych obecnie w biznesie, mediach czy polityce pozostała niezdemaskowana. W 1989 r. ze Służbą Bezpieczeństwa związanych było około 90 tys. tajnych współpracowników, podobna ilość współpracowała z wojskowymi służbami PRL. Większość archiwów wojskowych została zniszczona. Ówczesny szef WSW – gen. Edmund Buła polecił zmikrofilmować kartotekę operacyjną WSW a następnie przekazał ją do GRU w Moskwie. W ten sposób Rosjanie weszli w posiadanie niezwykle ważnych informacji dotyczących m.in. działaczy podziemnej „Solidarności”, z których część nadal jest aktywna na polskiej scenie politycznej.

Część dokumentów, których nie zniszczono, ukrywano, aby nie trafiły do IPN lub w dziennikach operacyjnych zamazywano niektóre nazwiska. Robiła to w latach 2003-2004 grupa oficerów WSI. Pomagać im miało dwoje pracowników IPN. Komisja ds. likwidacji WSI zawiadomiła wówczas Wojskową Prokuraturę Garnizonową w Warszawie. W tej sprawie wciąż toczy się śledztwo. Część akt, których nie zniszczono, znalazły się w zbiorze zastrzeżonym IPN.

Praktycznie nie było środowiska zawodowego i politycznego, którym WSI się nie interesowały. Wysoko uplasowana agentura była osobiście zadaniowana przez szefów WSI, m.in. gen. Konstantego Malejczyka i gen. Marka Dukaczewskiego. M.in. menedżerowie dużych i znanych firm. WSI miały agentów w radach pracowniczych i związkach zawodowych, kontrolowały niektóre gazety centralne i lokalne. Uczestniczyły też w wielu prywatyzacjach.

Ujawnienie najtajniejszych dokumentów wojskowych służb specjalnych, znajdujących się w zbiorze zastrzeżonym, całkowicie zmieniłoby obraz najnowszych dziejów Polski. Gen. Dukaczewski przekazując archiwalia do Instytutu Pamięci Narodowej, wiele z nich opatrzył klauzulą „zbiór zastrzeżony szefa WSI” (oficjalnie wnioskował o to szef MON, a zatwierdzał prezes IPN), zabezpieczając układ III RP przed ujawnieniem prawdy o przemianach w Polsce po 1989 roku. Formalnie właścicielem akt było IPN, faktycznym dysponentem – szef WSI.

Na mocy zawartego z IPN porozumienia, WSI kontrolowało dostęp osób do zbioru zastrzeżonego IPN, co w praktyce dotyczyło nawet prokuratorów IPN prowadzących śledztwa.

– W jednym z najważniejszych śledztw, dotyczącym istnienia w MSW spisku, w wyniku którego zamordowano księdza Jerzego Popiełuszkę, prokuratorowi nie zezwolono na przeszukanie zbioru zastrzeżonego. Nie mógł więc sprawdzić faktycznych związków z MSW osób występujących w śledztwie – mówi Leszek Pietrzak.

Historycy i dziennikarze zainteresowani wyjaśnieniem roli sił zbrojnych w historii PRL, na przykład w okresie inwazji na Czechosłowację w 1968 r. lub podczas stanu wojennego, nie mieli dostępu do najważniejszych źródeł.

Sytuacja ta nie uległa zmianie nawet po wejściu w życie w 2006 roku znowelizowanej ustawy o IPN. Choć obecnie to Instytut jest właścicielem zbioru zastrzeżonego. Służby wnioskują do prezesa IPN o włączenie do niego akt lub ich udostępnienie, ale decyzję podejmuje prezes Instytutu.

W 2007 r., gdy odbywała się likwidacja WSI i weryfikacja jej żołnierzy, w IPN powołano zespół mający zająć się zbadaniem roli służb wojskowych w okresie PRL. W czerwcu 2008 r. rozwiązano ten zespół w IPN. Miał on udokumentować działalność WSW wymierzoną w opozycję niepodległościową. Chodziło m.in. o wyjaśnienie roli WSW w głośnych zbrodniach politycznych m.in. w zabójstwie ks. Popiełuszki.

Według archiwistów IPN większość zasobu archiwalnego dotyczącego b. WSW nie została do tej pory nawet rozpakowana i nie dokonano jej przeglądu.

Nie jest to wynik złej woli obecnych władz IPN, lecz siły układu III RP. – Władze IPN nie posiadają nawet klucza do pomieszczenia, gdzie znajdują się akta zbioru zastrzeżonego – mówi jeden z historyków Instytutu.

Bez zweryfikowania zbioru zastrzeżonego nie będziemy w stanie zbadać rzetelnie historii PRL, dowiedzieć jaka była rzeczywiście rola naszego kraju w Układzie Warszawskim, ani oczyścić państwa z postkomunistycznej agentury.

IPN nie odpowiedział na pytania „GP” dotyczące zbioru zastrzeżonego. Rzecznik Instytutu, Andrzej Arseniuk, uzasadnił to tym, że informacje dotyczące zbioru są objęte tajemnicą.

.

Leszek Misiak • Gazeta Polska

Reklama

Możliwość komentowania Superskrytka Kiszczaka została wyłączona

%d blogerów lubi to: