Kiszczak szantażuje agentów

Posted in ■ wywiady by Maciejewski Kazimierz on 25 listopada 2009

Z red. Krzysztofem Wyszkowskim, współtwórcą Wolnych Związków Zawodowych na Wybrzeżu, byłym doradcą premiera Jana Olszewskiego, rozmawia Mariusz Bober

Aż dwie gazety – „Tygodnik Powszechny” i „Dziennik Gazeta Prawna” – zaprosiły na swoje łamy w zeszłym tygodniu byłego ministra spraw wewnętrznych PRL Czesława Kiszczaka. Co oznacza ta medialna aktywność?
– To znaczące, że właśnie teraz, nagle, człowiekowi, który zawsze powoływał się na zawodową dyskrecję funkcjonariusza tajnych służb, otwiera się gęba i zaczyna opowiadać rzeczy niewygodne nawet dla swojego przyjaciela Adama Michnika. Z kolei nasuwa się pytanie, co Michnik robił w archiwach MSW na początku lat 90.? Kiszczak ujawnia, że Michnik miał nieograniczony dostęp do wszystkich akt. Bezprawie jest tu najmniej ważne, bo można się domyślać, że były szef MSW sypie, iż ma spis teczek, które Michnik oglądał. To mogłaby być ciekawa lektura, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, jak zaciekłym przeciwnikiem lustracji był redaktor naczelny „GW”.

Generał Kiszczak rzuca też twierdzenia niewygodne dla innych byłych działaczy opozycji…
– Dla Tadeusza Mazowieckiego kompromitujące jest stwierdzenie, że po zakończeniu posiedzenia Rady Ministrów [w 1990 r.] premier po cichu mówił Kiszczakowi, że archiwa SB będą na wiele lat zamknięte. Oznacza to, że Mazowiecki inaczej zachowywał się wobec ogółu ministrów swojego rządu, a inaczej wobec policjanta. Jeżeli Kiszczak mówi prawdę, to znaczy, że premier był jego „klientem”.

Kiszczak wylewnie mówi, że on sam pozwalał członkom opozycji, którzy byli tajnymi współpracownikami SB, niszczyć ich oryginalne teczki…
– Ja rozumiem to w ten sposób, że generał ma listę osób, którym takie teczki zwrócono. Zdarzało się wtedy w całej Polsce, że oficerowie prowadzący zwracali teczki pracy niektórym swoim zaufanym agentom. Pamiętajmy jednak, że one były kopiowane. Przekazując oryginał, oficer prowadzący okazywał agentowi dobrą wolę, ale nadal oczekiwał od niego posłuszeństwa. I historia III RP ten domysł potwierdza. Jeśli w dodatku Kiszczak mówi, że do dziś widzi tych ludzi w telewizji, to znaczy, iż daje sygnał, że „spisane są czyny i rozmowy” i aparat SB pamięta, kto swoją dzisiejszą pozycję polityczną zawdzięcza tajnej policji komunistycznej.

Co to oznacza? Dlaczego właśnie teraz padły te słowa?
– To ważne pytanie, dlaczego Kiszczak nagle udziela obszernych wywiadów dwóm pismom niemal w tym samym czasie. „Dziennik Gazeta Prawna” powinien wyjaśnić, z czyjej inicjatywy doszło do wywiadu, bowiem zawiera on stwierdzenia niezwykle istotne. „DGP” nie powinien godzić się na współpracę z Kiszczakiem na rzecz realizacji jego interesów. Według mnie, cały wywiad ma charakter szantażu. Dlatego opinia publiczna powinna dowiedzieć się, dlaczego Kiszczak uznał za konieczne wystąpić z nim wobec swoich „partnerów”, wobec ludzi, którzy są dziś decydentami.

A konkretnie wobec kogo?
– Może ma to związek z ostatnimi naciskami, by ujawnić tzw. zbiór zastrzeżony znajdujący się w Instytucie Pamięci Narodowej. Być może chodzi też o zarzuty, jakie pion śledczy IPN postawił byłym esbekom uczestniczącym w prowokacji na Chłodnej wobec ks. Jerzego Popiełuszki. Oni w końcu mogą zacząć mówić, tak jak niedawno płk Adam Pietruszka napisał w mailu nadesłanym do „Tygodnika Powszechnego”, że Kiszczak ukrywa prawdę o swojej roli w porwaniu i zbrodni na księdzu Jerzym. Więc być może, gdyby ci esbecy zasiedli na ławie oskarżonych, ujawniliby też inne sprawy, co mogłoby doprowadzić także gen. Kiszczaka na ławę oskarżonych. Tak niespodziewane wystąpienie byłego szefa tajnej policji PRL musi mieć poważne podstawy i służyć jakimś celom.

Jakim?
– Mogę się domyślać, czego Kiszczak się boi. Moim zdaniem, jako lider formacji, która zbudowała III RP, grozi swoim agentom, że jeśli dopuszczą do tego, że on i jego ludzie zostaną pociągnięci do odpowiedzialności, wówczas pociągnie za sobą tych, których teczki pozwalał niszczyć. W tym kontekście warto przytoczyć wypowiedź Kiszczaka, że rozmowa między Lechem Wałęsą a jego bratem była nagrywana na dwa magnetofony – w tym milicyjny, o którym dotychczas nie było mowy, ale nagranie może jeszcze gdzieś istnieć. Jest to więc rodzaj presji Kiszczaka na ludzi, którzy są jego „dłużnikami” i powinni go chronić.

Wypowiedzi Kiszczaka mają jakąś wartość dla obrazu ostatnich dwudziestu lat? Coś jeszcze Pana zaskoczyło w omawianych wywiadach?
– Niezwykłe jest stwierdzenie Kiszczaka, że już 31 sierpnia 1988 r. przedstawił Wałęsie propozycję wolnego wyboru 161 posłów do Sejmu, „wolne wybory do Senatu, wybór prezydenta, reformy polityczne i gospodarcze, w tym wolny rynek i udział ‚Solidarności’ w budowaniu koalicji”. Jest to bardzo ostry atak na byłego prezydenta. Pamiętam powrót Wałęsy z rozmowy z Kiszczakiem do stoczni, ale podczas poufnej narady w gronie kilku osób Wałęsa nie przekazał nam tej informacji. Zachowywał się wręcz tak, jakby wszystko było stracone. Jest tu więc jakaś tajemnica. Poza tym Kiszczak deprecjonuje w ten sposób obrady Okrągłego Stołu. Jeśli bowiem takie propozycje złożył już 31 sierpnia 1988 r., to po co był Okrągły Stół? Czy to był po prostu teatr dla publiczności mający pokazać, że obie strony coś negocjują ze sobą, podczas gdy wszystko już było ustalone? A więc znowu wskazanie na ludzi Okrągłego Stołu jako posłuszną agenturę.

.

Mariusz Bober • Nasz Dziennik

Możliwość komentowania Kiszczak szantażuje agentów została wyłączona

%d blogerów lubi to: