„Cud” za niemieckie pieniądze

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 26 listopada 2009

Od 20 lat działają w Polsce niemieckie fundacje związane z partiami, które rządzą w Berlinie. W zasięgu ich wpływów znajduje się wielu polskich polityków, dziennikarzy i naukowców.

14 listopada na Zamku Królewskim w Warszawie obradowała konferencja z udziałem polskich i niemieckich intelektualistów i polityków. Jeden z gości, prezes Fundacji Batorego Aleksander Smolar, stwierdził, że w polsko-niemieckich stosunkach po 1989 r. „był element cudu”. Ów „cud” miał polegać na tym, że podczas gdy przywódcy Wielkiej Brytanii i Francji niechętnie patrzyli na zjednoczenie Niemiec, „Polacy uznali zjednoczenie za rzecz naturalną”. W podobnym tonie wielokrotnie wypowiadał się prof. Bronisław Geremek, nazywając polsko-niemieckie pojednanie „cudem naszej wspólnej historii”.

Antypolscy patroni
Warszawska konferencja stanowiła podsumowanie 20-lecia funkcjonowania w Polsce Fundacji Konrada Adenauera. Jej działalność w naszym kraju zainaugurowano dokładnie w momencie, gdy upadał mur berliński. Fundacja jest instytucją związaną z Unią Chrześcijańsko-Demokratyczną (CDU), czyli partią kanclerzy Helmuta Kohla i Angeli Merkel, zaś środki, jakimi dysponuje, pochodzą z budżetu państwa niemieckiego.

Chadecy nie są zresztą wyjątkiem, gdyż własną fundację posiada w Polsce każda z pięciu zasiadających obecnie w Bundestagu partii. Socjaldemokraci z SPD mają Fundację im. Friedricha Eberta, liberałowie z FDP (współrządzący dziś z CDU) – Fundację im. Friedricha Naumanna, Zieloni – Fundację im. Heinricha Bölla, postkomuniści z Lewicy – Fundację im. Róży Luksemburg.

Charakterystyczne, że wszyscy – oprócz niemieckiego pisarza Bölla – patroni tych instytucji zapisali się w historii Polski jak najgorzej. Adenauer jako pierwszy powojenny kanclerz był konsekwentnym przeciwnikiem uznania granicy na Odrze i Nysie, Ebert jako pierwszy niemiecki prezydent sprzeciwiał się przyłączeniu do Polski Śląska, Pomorza i Wielkopolski, a podczas ofensywy bolszewickiej na Warszawę w 1920 r. ogłosił neutralność Niemiec i zakaz tranzytu materiałów wojskowych z Francji dla walczących Polaków. Naumann podczas I wojny światowej stworzył koncepcję Mitteleuropy, czyli podporządkowania całej Europy Środkowej (w tym ziem polskich) państwu niemieckiemu, zaś żydowsko-niemiecka komunistka Róża Luksemburg do końca kwestionowała polskie dążenia niepodległościowe. Oczywiście dla niemieckich partii tacy patroni są zupełnie naturalni, ale dla Polaków już takimi być nie powinni – a mimo to żadna instytucja czy osoba publiczna w III RP nie podniosła tej kwestii. Lecz skoro sam Władysław Bartoszewski przyjął w 1996 r. z rąk szefa niemieckiej dyplomacji złoty medal Towarzystwa im. Gustawa Stresemanna – najbardziej antypolskiego polityka z czasów Republiki Weimarskiej – to czegóż się spodziewać…

„Niezależny” Reiter
Znacznie ważniejsze od patronów są jednak konkretne działania owych fundacji. Każda z nich deklaruje szczytne i pozornie apolityczne cele. Np. Fundacja Adenauera: „popieranie wysiłków na rzecz jedności Europy”, „pogłębianie zrozumienia między państwami”, „popieranie młodzieży uzdolnionej”. Nie wolno jednak zapominać, że są one jawnymi ekspozyturami niemieckich ugrupowań, które rządzą lub do niedawna rządziły w Berlinie i poszczególnych landach. To sytuacja bez precedensu: żaden inny kraj nie ma w Polsce tak upolitycznionych przedstawicielstw. Korzystanie z pieniędzy tych fundacji oznacza zatem de facto wejście w orbitę niemieckiej polityki.

Chętnych do takiego wejścia jednak nie brakuje. Warto przyjrzeć się kilku ośrodkom wspieranym przez fundacje zza Odry. Oto na przykład Centrum Studiów Międzynarodowych – „niezależny, pozarządowy ośrodek analityczny, zajmujący się polską polityką zagraniczną i najważniejszymi dla Polski problemami polityki międzynarodowej”. Niezależny, ale nie od wszystkich. Wśród jego „partnerów” – czyli sponsorów – na pierwszym miejscu znajduje się Fundacja Adenauera. Prezesem CSM jest Janusz Reiter, pierwszy ambasador III RP w Niemczech (1990-1995), a później w USA (2005-2007), z wykształcenia germanista, w latach 80. publikujący w prasie niemieckiej. Został odznaczony Krzyżem Wielkim Zasługi z Gwiazdą i Wstęgą RFN.

„Niezatapialny” Wóycicki
W Centrum pracuje też obecnie Kazimierz Wóycicki, dawny współpracownik Tadeusza Mazowieckiego z redakcji „Więzi”, na początku lat 90. redaktor naczelny „Życia Warszawy”, potem dyrektor Instytutów Polskich w Düsseldorfie i Lipsku, a wreszcie szef szczecińskiego oddziału IPN (2004-2008). Wóycicki, który w latach 80. studiował na Uniwersytecie Fryburskim jako stypendysta Fundacji Adenauera, jest autorem wielu publikacji na tematy niemiecko-polsko-żydowskie. Jego sposób myślenia dobrze ilustruje tekst przygotowany na konferencję Fundacji Adenauera w Rydze w 2007 r., a zatytułowany „Europejski konflikt pamięci”. Pisał tam m.in.: „Historia Holocaustu w niewątpliwy sposób przyczyniła się do tego, że na II wojnę światową zaczęto patrzeć coraz bardziej i przede wszystkim od strony jej ofiar, nie zaś od strony zmagań militarnych czy historii politycznej. Pamięć o Holocauście nie pozwala w żaden sposób wojny heroizować, co było powszechnym nawykiem narodowych historiografii. Tylko tak pisana historia może służyć pojednaniu, bowiem ofiary po wszystkich stronach cierpiały jednako i świadomość tego cierpienia miała przybliżać i jednać zwaśnione strony”. Wniosek z tego, że „narodowe historiografie” należy odrzucić, a uznać za równorzędne cierpienia np. Polaków i Niemców. Również Wóycicki został odznaczony Krzyżem Zasługi na wstędze Orderu Zasługi RFN.

„Eksperci” do wynajęcia
W gronie współpracowników Centrum Studiów Międzynarodowych znajdziemy co najmniej dwie równie ciekawe postacie. Jedna to Jerzy Kranz, były radca ambasady w Berlinie u boku Reitera, a następnie wiceminister spraw zagranicznych w czasach, gdy resortem kierowali Bronisław Geremek i Władysław Bartoszewski, wreszcie – w latach 2001-2002 – ambasador w Niemczech. A poza tym stypendysta Fundacji Aleksandra von Humboldta – kolejnej niemieckiej instytucji, tyle że naukowej, choć także dotowanej z niemieckiego budżetu.

Drugim współpracownikiem CSM, na którego warto zwrócić uwagę, jest Piotr Buras, ekspert ds. niemieckich często pojawiający się w mediach, m.in. pisujący w „Gazecie Wyborczej”. W jego dorobku znajdują się też książki, np. antologia „Pamięć wypędzonych”. Także i on jest niemieckim stypendystą – Fundacji Volkswagena, którą niegdyś założył rząd niemiecki wraz z landem Dolna Saksonia ze środków z prywatyzacji firmy Volkswagen.

Klich z Olechowskim
Instytucją o podobnym profilu zainteresowań, jak ta kierowana przez Reitera, jest krakowski Instytut Studiów Strategicznych. W tym przypadku lista sponsorów jest znacznie bardziej „ekumeniczna”, gdyż znajdują się na niej Fundacje Adenauera, Eberta i Naumanna, a zatem trzech największych niemieckich partii. To o tyle charakterystyczne, że twórcą ISS (jeszcze w 1993 r.) i jego wieloletnim dyrektorem był Bogdan Klich, obecny minister obrony narodowej, a wcześniej poseł i eurodeputowany PO. Po wejściu Klicha do rządu Tuska kierowanie Instytutem przejęła jego żona, Anna Szymańska-Klich. Natomiast w Międzynarodowej Radzie Honorowej ISS, której przewodniczy Andrzej Olechowski, zasiadają tacy weterani światowej dyplomacji, jak Zbigniew Brzeziński, Valéry Giscard d’Estaing, Henry Kissinger i były szef niemieckiego MSZ Hans-Dietrich Genscher.

Z czego żyją „europejczycy”
O tym, jak w III RP funkcjonują tzw. organizacje pozarządowe, najlepiej świadczy przykład Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana – czołowej instytucji propagującej integrację europejską, m.in. organizującej coroczne Parady Schumana. Otóż jej głównymi „partnerami” są Komisja Europejska, Parlament Europejski oraz… Fundacja Adenauera, która sponsoruje większość „schumanowskich” projektów. Tak więc „pozarządowy” charakter Fundacji Schumana jest po prostu fikcją, tak jak i jej apolityczność. We władzach zasiadają bowiem m.in. Tadeusz Mazowiecki (przewodniczący Rady Fundatorów), Piotr Nowina-Konopka (przewodniczący Rady Programowej) i Jan Kułakowski, a zatem ludzie z czołówki dawnej Unii Wolności, zaś członkiem Kuratorium Fundacji jest np. marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Nie należy też zapominać, że wieloletnią (1992-2005) szefową Fundacji Schumana była Róża Thun, obecnie eurodeputowana PO i przewodnicząca tej partii w Krakowie, a jej brat, Henryk Woźniakowski, do dziś figuruje w jej władzach.

Właściwie trudno w Polsce znaleźć „pozarządową” organizację zajmującą się kwestiami europejskimi, która nie miałaby niemieckich sponsorów. Oto inny, bardzo charakterystyczny przykład: Fundacja demosEUROPA – Centrum Strategii Europejskiej. Działa zaledwie trzy lata, a już może się pochwalić imponującą listą „instytucji współpracujących”, na czele z Fundacjami Adenauera, Eberta i Roberta Boscha (tę ostatnią utworzono ze środków znanego niemieckiego przemysłowca). Prezesem demosEUROPA jest Paweł Świeboda, były doradca prezydenta Kwaśniewskiego i szef Biura Integracji Europejskiej w jego Kancelarii, zaś w latach 2001-2006 dyrektor Departamentu Unii Europejskiej w MSZ, gdzie odpowiadał za sprawy związane z negocjacjami akcesyjnymi, a następnie reformą instytucjonalną UE. Obecnie publikuje w „Gazecie Wyborczej” stałe felietony nt. polityki zagranicznej.

Historia po niemiecku
Fundacje zza Odry inwestują nie tylko w polskie instytucje o charakterze politycznym. Ich wsparciem cieszą się także liczne ośrodki naukowe, zwłaszcza humanistyczne. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta, powstałe w 2002 r. na Uniwersytecie Wrocławskim. Jego inicjatorem była Niemiecka Centrala Wymiany Akademickiej (wspólna organizacja niemieckich szkół wyższych), zaś sponsorami – cała gama tamtejszych fundacji, zarówno partyjnych (Adenauera, Eberta), jak i przemysłowych (Volkswagena, Boscha).

Dyrektorem Centrum im. Brandta jest prof. Krzysztof Ruchniewicz, historyk zajmujący się dziejami stosunków polsko-niemieckich i integracji europejskiej. To naukowiec doceniany po obu stronach Odry: członek rad naukowych wielu niemieckich fundacji i instytutów, a przede wszystkim czołowy rzeczoznawca ds. podręczników do historii, zasiadający w prezydium polsko-niemieckiej komisji podręcznikowej i koordynujący projekt podręcznika polsko-niemieckiego. Jego podwładnymi w Centrum są głównie byli stypendyści rozmaitych niemieckich instytucji, zaś o tym, jak wygląda pisanie historii w takim ośrodku naukowym, najlepiej świadczy przykład prof. Marka Zybury. Ten historyk literatury niemieckiej jest autorem książki pt. „Niemcy w Polsce”, wydanej w 2001 r. przez Wydawnictwo Dolnośląskie w popularnej serii „A to Polska właśnie”. Praca wybielająca Niemców zawiera wiele przekłamań, np. podaje informację o rzekomym wymordowaniu przez Polaków we wrześniu 1939 r. ok. 5,8 tys. internowanych Niemców, co było wymysłem hitlerowskiej propagandy.

Gowin pod sztandarem Adenauera
Z niemieckich funduszy korzysta też Instytut Politologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, który od 2006 r. wspólnie z Fundacją Adenauera wydaje kwartalnik „Chrześcijaństwo-Świat-Polityka”. Na łamach tego periodyku pisują niektórzy duchowni, ale przede wszystkim uczeni zupełnie świeccy, np. prof. Edmund Wnuk-Lipiński, były prezes Trybunału Konstytucyjnego Marek Safjan czy prof. Jan Grosfeld.

Fundacja Adenauera jest także ważnym „partnerem” Wyższej Szkoły Europejskiej im. Ks. Józefa Tischnera. Funkcję rektora tej krakowskiej uczelni sprawuje obecny poseł PO Jarosław Gowin, który do Rady Patronackiej – pod przewodnictwem Władysława Bartoszewskiego – pozyskał takie nazwiska, jak Zbigniew Brzeziński, Jerzy Buzek, Norman Davies, Aleksander Hall, Jan Kułakowski, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Saryusz-Wolski, Aleksander Smolar, Andrzej Zoll, biskup Tadeusz Pieronek czy arcybiskup Józef Życiński. O bliskiej współpracy tej placówki z chadecką fundacją świadczy też nazwanie jednej z katedr – Katedry Integracji Europejskiej – imieniem Konrada Adenauera. Kieruje nią dr Arkadiusz Stempin, polski historyk zajmujący się dziejami Niemiec, lecz na stałe mieszkający i wykładający we Fryburgu. Jego poglądy dobrze oddaje artykuł, jaki zamieścił na łamach miesięcznika „Znak” (nr 6 z 2008 r.), w którym odniósł się do książki Jana T. Grossa „Strach”: „Intelektualną debatę o współczesną tożsamość Polaków z jej antysemickim historycznym kontrapunktem trzeba w roku 2008 kontynuować. Antyjudaizm religijny i antysemityzm w Polsce porozbiorowej i przedwojennej są niezaprzeczalnym historycznym faktem. Wysiłki ratowania Żydów podczas wojny nie są tu kontrargumentem. (…) Istotniejsze jednak niż samo kontynuowanie intelektualnej debaty jest dotarcie do obojętnych wobec niej mas, skrytych za zawoalowanym w Polsce antysemityzmem. Dotarcie na poziom małych, lokalnych społeczności”. Dodajmy, że niemieckiemu antysemityzmowi Stempin nie poświęcił w tym tekście ani jednego zdania.

Konsekwentna strategia
Lista polskich instytucji dotowanych przez niemieckie fundacje jest oczywiście znacznie dłuższa. Jeszcze dłuższa jest lista Polaków, którzy byli lub są beneficjantami niemieckich programów stypendialnych. I gdyby taka współpraca miała jedynie charakter naukowy, można by temu tylko przyklasnąć. Problem polega na tym, że ośrodki i osoby korzystające z niemieckich pieniędzy bardzo często przyjmują punkt widzenia sponsora i de facto realizują jego interesy. W ten sposób bogate Niemcy od 20 lat prowadzą politykę „pojednania” ze znacznie biedniejszą Polską. Wbrew zachwytom Geremka i Smolara, żadnego „cudu” w tym nie ma. Jest za to konsekwentna, długofalowa strategia pozyskiwania w naszym kraju jak największych wpływów i jak największej liczby klientów.

.

Paweł Siergiejczyk • Nasza Polska 47/2009

Reklama

Możliwość komentowania „Cud” za niemieckie pieniądze została wyłączona

%d blogerów lubi to: