Pozbawieni życia, godności i grobu

Posted in ■ historia by Maciejewski Kazimierz on 26 listopada 2009

Środowisko kombatanckie w Lublinie od maja br. czeka na decyzję prezydenta Lecha Kaczyńskiego o przyznaniu pośmiertnie najwyższych odznaczeń państwowych 42 żołnierzom Polskiego Państwa Podziemnego.

Choć haniebne wyroki komunistycznych sądów zostały już uchylone, to zamordowani oficerowie Komendy Okręgu Lubelskiego Armii Krajowej wciąż nie są godnie uhonorowani. Środowisko kombatanckie w Lublinie od maja br. czeka na decyzję prezydenta Lecha Kaczyńskiego o przyznaniu pośmiertnie najwyższych odznaczeń państwowych 42 żołnierzom Polskiego Państwa Podziemnego zamordowanym przez funkcjonariuszy sowieckiego bezprawia na Zamku Lubelskim. Przez dziesiątki lat w oficjalnej nomenklaturze PRL, której po 1989 r. nie wyzbyły się środowiska lewicowe, ci najlepsi synowie polskiej ziemi byli nazywani bandytami, faszystami, kolaborantami, wrogami ludu itp.

Choć walczyli o wolną Polskę w 1918 i 1920 roku, przelewali krew we wrześniu 1939 r. i konspirowali przez cały czas okupacji niemieckiej, to jako pierwsi padli ofiarą komunistycznego terroru po tzw. wyzwoleniu w 1944 roku. Wielu oficerom Komendy Okręgu Lubelskiego Armii Krajowej stojącym w obliczu śmierci po wyrokach „polskich” sądów wojskowych wprost nie mieścił się w głowie ogrom niegodziwości, którego doświadczyli. „Byłoby mi niepomiernie przykro ginąć od swoich” – pisał w grypsie do żony na dzień przed egzekucją, jakby zdumiony swoim losem, ppłk Edward Jasiński ps. „Nurt”, służący jeszcze w armii gen. Józefa Hallera, obrońca Modlina we wrześniu 1939 r., członek struktur Polskiego Państwa Podziemnego od początku okupacji. Tak jak w przypadku wielu innych skazanych na śmierć i mordowanych w więzieniu na Zamku Lubelskim „zbrodnią” ppłk. Jasińskiego była przynależność do „organizacji AK, mającej na celu obalenie demokratycznego ustroju Państwa Polskiego”.

Wymuszał szacunek nawet u oprawców
Podpułkownik Edward Jasiński aresztowany 16 października 1944 r. przez Smiersz – kontrwywiad Armii Czerwonej, był jedną z ważniejszych postaci Komendy Okręgu Lubelskiego AK, gdyż tworzył od podstaw lubelskie struktury Wojskowej Służby Ochrony Powstania, swoistej wojskowej policji powołanej z rozkazu gen. Władysława Sikorskiego w 1941 roku.
Gdy po trwających pięć tygodni bestialskich przesłuchaniach prowadzonych przez funkcjonariuszy Smierszu ppłk Jasiński z połowicznym porażeniem twarzy został przekazany do więzienia na Zamku, wymagał leczenia szpitalnego. Władze resortu bezpieczeństwa zignorowały pisma kierowane w tej sprawie przez naczelnego lekarza Wydziału Więzień i Obozów, uznając, że już nie warto go leczyć. Zakrawająca na farsę rozprawa przed wojskowym sądem rejonowym, w której wbrew przepisom Kodeksu Karnego WP ppłk. Jasińskiego sądzili młodsi oficerowie i podoficer, odbyła się 7 marca 1945 r. w więzieniu na Zamku. Podstawą skazania podpułkownika na śmierć i pozbawienia praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze był dekret PKWN „O ochronie państwa” wydany dwa tygodnie po aresztowaniu. Na egzekucję 15 marca 1945 r. wyniesiono go na noszach.
W grypsie do żony ppłk. Jasińskiego jego podkomendny Józef Bryksa ps. „Boruta”, też skazany na śmierć, ale ułaskawiony, podkreślał podnoszącą na duchu siłę charakteru podpułkownika. „Swoim pełnym godności i powagi zachowaniem wymuszał szacunek nawet u oprawców” – pisał. Ciało ppłk. Jasińskiego wrzucono do bezimiennej mogiły na cmentarzu przy ul. Unickiej w Lublinie.

Ze złodziejami nie rozmawiam
Rozprawę z podziemiem niepodległościowym na Lubelszczyźnie komuniści rozpoczęli zaraz po tzw. wyzwoleniu, czyli jeszcze w lipcu 1944 r., masowo internując, a następnie deportując w głąb ZSRS osoby uznane za kadrę dowódczą Armii Krajowej. 31 lipca 1944 r. NKWD zatrzymało gen. Kazimierza Tumidajskiego „Marcina”, komendanta Okręgu Lubelskiego AK, którego ostatecznie zgładzono w 1947 r. w obozie w Diagilewie pod Riazaniem, bez postawienia przed sądem.
NKWD i rodzima bezpieka potrzebowały około pół roku, aby doprowadzić do niemal całkowitego rozbicia Komendy AK Okręgu Lubelskiego. Zadanie to ułatwiło, niestety, ujawnienie się kadry AK w czasie akcji „Burza” i odtwarzanie sił zbrojnych. Wskazywani przez konfidentów mieszkający w Lublinie oficerowie komendy byli praktycznie bez szans. W pierwszym okresie utrwalania narzuconej władzy zaostrzano środki represji. Stosowane na masową skalę deportacje stopniowo zastępowano akcjami likwidacyjnymi żołnierzy AK, skrytymi morderstwami i terrorem sądowym, ferując z reguły wieloletnie wyroki więzienia i kary śmierci.
Pierwszym zamordowanym przez komunistów oficerem komendy lubelskiej AK był ppłk Aleksander Bieniecki ps. „Łodzia”, szef II (wywiad) oddziału sztabu komendy, w Wojsku Polskim od 1918 r., odznaczony Krzyżem Walecznych uczestnik walk z bolszewikami w 1920 r., w czasie okupacji twórca niezwykle sprawnej siatki wywiadowczej operującej w niemieckiej administracji, policji i wojsku. Nawet on nie do końca zdawał sobie sprawę ze zbrodniczych metod nowej władzy, skoro – jak zwierzał się działającemu w konspiracji ks. Edmundowi Idziakowskiemu – wysłanników ze sztabu PKWN potraktował słowami: „Ze złodziejami nie będę rozmawiał”.
Słowa tego dotrzymał, gdy na początku października 1944 r. został aresztowany wraz z żoną Jadwigą przez funkcjonariuszy resortu bezpieczeństwa PKWN. Tajemnica jego śmierci czekała na ujawnienie blisko pół wieku. Dopiero na podstawie dokumentów NKWD odkryto, że po kilku przesłuchaniach, na których odmawiał zeznań, został skrycie rozstrzelany wraz żoną na polecenie Stanisława Radkiewicza, kierownika resortu bezpieczeństwa publicznego. Zabicie szefa wrogiego wywiadu bez zastosowania tortur, zrywania paznokci czy rażenia prądem w celu zdobycia informacji od więźnia Iwan Sierow, zastępca szefa NKWD, uznał za wielki błąd w sztuce…
Do dziś nieznane są okoliczności śmierci por. Witolda Engelkinga z III oddziału lubelskiej komendy AK, koordynującego działalność konspiracyjnych szkół podoficerskich i oficerskich, aresztowanego na ulicy w Lublinie 7 listopada 1944 roku. Ślad po nim urywa się w areszcie NKWD przy ul. Krótkiej w Lublinie. W raporcie Sierowa Engelking traktowany był jako jedna z głównych postaci konspiracji akowskiej w Lublinie. Zapewne wobec niego nie popełniono już „błędu” pospiesznego rozstrzelania, jak w przypadku ppłk. Bienieckiego…

Testament żołnierzy wyklętych
Lista oficerów Komendy Okręgu Lubelskiego AK, których po tzw. wyzwoleniu aresztowano, poddano brutalnemu śledztwu, skazano po pseudoprocesach na śmierć i zamordowano na Zamku w Lublinie, jest bardzo długa. W zasadzie dotyczy osób na wszystkich szczeblach dowodzenia. Listę tę otwiera ppor. Stanisław Siwiec ps. „Siwy”, pełniący funkcję szefa Biura Informacji i Propagandy Obwodu AK Lublin-miasto, rozstrzelany 15 listopada 1944 r. na dziedzińcu więzienia w Zamku Lubelskim wraz dwoma radiotelegrafistami AK z Chełma: Tadeuszem Beneszem ps. „Lampa” i Franciszkiem Gadzałą ps. „Marzec”. Był to pierwszy mord sądowy dokonany na żołnierzach podziemia niepodległościowego.
Stanisława Siwca skazano na śmierć za przynależność do „tajnej organizacji AK”, prowadzenie Biura Informacji i Propagandy, posiadanie 35 egzemplarzy ulotek, wydawnictw i komunikatów radiowych „nawołujących do obalenia PKWN i do czynów skierowanych przeciwko jedności sojuszniczej ze Związkiem Radzieckim”. Dramatyczna walka o jego życie prowadzona przez będącą w zaawansowanej ciąży żonę Henrykę nie przyniosła ułaskawienia. Dla Michała Roli-Żymierskiego, który zatwierdzał wyrok, była to osobista zemsta, gdyż w jednym z materiałów znalezionych w czasie rewizji u Siwca była opisana korupcyjna afera wodza Ludowego Wojska Polskiego, po której w 1927 r. został skazany na wiezienie, zdegradowany i usunięty z polskiej armii.
Stanisław Siwiec to postać obrazująca dramat pokolenia Kolumbów, których los zmusił do stania się żołnierzami wyklętymi. Miał 31 lat, konspiracyjną przeszłość, żonę w stanie błogosławionym. Właśnie wznowił przerwane przez wojnę studia na wydziale prawa KUL. Symbolika jego śmierci skłoniła znaną lubelską historyk Zofię Leszczyńską do opatrzenia swojego dwutomowego opracowania poświęconego skazanym na karę śmierci przez sądy wojskowe na Lubelszczyźnie tytułem „Ginę za to, co najgłębiej człowiek ukochać może” zaczerpniętym z ostatniego grypsu Stanisława Siwca do rodziny. W liście przekazanym żonie przez spowiednika ks. Antoniego Thiela był zawarty ideowy testament Stanisława Siwca – swoiste epitafium pokolenia żołnierzy wyklętych. Pisał w nim m.in.: „Bóg tak chciał! Miłość żąda ofiary! Ginę za to, co najgłębiej człowiek ukochać może – za sprawiedliwość, dobro i piękno w świecie… Rozśpiewała się ma dusza i wyrywa do czynów dobrych i szlachetnych, a tu gasnąć jej trzeba. Więc przelewam jej pragnienie na syna, którego żonuś urodzisz! Niech będzie wierny Twoim i moim ideałom, niech służy temu, co szlachetne i dobre, i zwalcza to, co niesprawiedliwe! To mój testament dla niego”.

Czekają na medale już 65 lat
Wkrótce losy Siwca podzielili kolejni oficerowie Komendy Okręgu Lubelskiego AK. Taki los spotkał m.in. mjr. Konrada Szmedinga ps. „Młot” – szefa sztabu Komendy Okręgu Narodowej Organizacji Wojskowej Lublin, a następnie dowódcę zgrupowania oddziałów partyzanckich AK OP 8, straconego 1 grudnia 1944 r. – por. Tadeusza Lisickiego ps. „Kajetan” – szefa referatu służby saperskiej w sztabie komendy okręgu AK, i por. Henryka Witkowskiego ps. „Andrzejek” – zastępcę szefa Kedywu AK Lublin, rozstrzelanych 12 grudnia; por. dr. Aleksandra Kielasińskiego ps. „Apoloniusz” – referenta służby sanitarnej w Inspektoracie Rejonowym AK Lublin, rozstrzelanego 14 grudnia; por. Mariana Zawadzkiego ps. „Witkowski” – zastępcę szefa Biura Informacji i Propagandy Okręgu AK Lublin, rozstrzelanego 17 stycznia 1945 r.; mjr. Stanisława Kowalskiego ps. „Konrad” – inspektora Inspektoratu AK „Puławy”, rozstrzelanego 25 lutego; 11 żołnierzy AK, wśród których byli: mjr Jan Nawrat ps. „Lucjan” – szef Kedywu Okręgu Lubelskiego, ppor. Czesław Rossiński ps. „Jemioła” – cichociemny, ostatni dowódca zgrupowania oddziałów OP 8, kpt. Mieczysław Szczepański ps. „Dębina” – cichociemny, oficer inspekcyjny Inspektoratu Rejonowego „Lublin” i wielu, wielu innych.
Z dokumentacji sądowej wynika, że w latach 1944-1955 w więzieniu na Zamku zostało wykonanych co najmniej
180 wyroków śmierci na polskich patriotach skazanych za działalność niepodległościową.
Sowiecki okupant wzorem hitlerowskiego poprzednika oprócz prawa do życia pozbawiał żołnierzy Polski Podziemnej prawa do ludzkiego pochówku i mogiły. Aby na zawsze wymazać ich z pamięci, komuniści skrycie grzebali ciała straconych na Zamku na cmentarzu przy ul. Unickiej w anonimowych wspólnych mogiłach, w pogłębionych grobach przygotowywanych do zwykłych pochówków, a także pod cmentarnymi alejkami, śmietnikami itp.
.

Adam Kruczek • Nasz Dziennik

Reklama

Możliwość komentowania Pozbawieni życia, godności i grobu została wyłączona

%d blogerów lubi to: