Komisarze ds. zmywaka

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 28 listopada 2009

„Lewandowski będzie panem miliardów UE“ – triumfuje „Polska“ a „Wyborcza“ opatruje tablicę ze zdjęciami
27 unijnych komisarzy tytułem „Oni będą rządzić Unią Europejską“.
Na szczęście obie gazety poza tytułowym picem dają czytelnikowi materiał do oceny nowego składu KE.

„To jak wpływowy będzie komisarz ds. budżetu zależy w dużej mierze od niego samego (…) rola Lewandowskiego wzrośnie, gdy rozpocznie się debata o przyszłych finansach Wspólnoty“ – mówi cytowany przez „Polskę“ ekspert. „Wokół Barrosa powstanie krąg zaufanych komisarzy o największym wpływie na bieg spraw (…) Pozycja Lewandowskiego zależeć będzie nie tylko od znaczenia jego teki, lecz także od tego, czy się w tym kręgu znajdzie“ – pisze „GW“ w komentarzu zatytułowanym „Szanujmy nową Komisję“.

Wśród zdjęć osób, które mają „rządzić“ Unią zabrakło mi dwóch podobizn – Angeli Merkel i Nicolasa Sarkozy’ego. Zresztą sama „GW“ sugeruje ten brak, relacjonując, jak się skończyła podjęta przez szefa KE próba osłabienia kompetencji komisarza ds. rynku, które to stanowisko zaklepała sobie Francja. „Prezydent Sarkozy dzwonił ostatniej nocy do Barrosa, aby wybić mu ten pomysł z głowy“. To by było na tyle, jeśli chodzi o rządzenie Komisji.

Sama lista nie-rządzących Unią zasługuje jednak na moment uwagi. Nie po to, by wkuć na pamięć ich nazwiska – z całym szacunkiem dla Janeza Potocznika, Connie Hedegaard i ich kolegów. 10 członków nowej KE zasiadało już w poprzedniej – i warto przyjrzeć się rotacji stanowisk. Ze zdrowia – do edukacji, z rybołóstwa – do zdrowia, ze społeczeństwa informatycznego – do sprawiedliwości, z konkurencji (znana w Polsce pani Kroes) – do społeczeństwa i technologii cyfrowych, z administracji – do transportu.

Przypomina to praktykę znaną wszystkim, którzy dorabiali na studiach w knajpie: każdy musiał sobie poradzić ze wszystkim a więc tydzień pracy za barem, potem tydzień na zmywaku, potem w kuchni i tak dalej. Albo sposób funkcjonowania biurokracji w monarchii absolutnej, gdzie zasada dowolnego przerzucania na inny „odcinek“ czy do innego miasta pozwalała uniknąć sytuacji, gdy urzędnik nabędzie zbyt wiele kompetencji i stworzy sieć relacji, które naruszą jego lojalność wobec państwa. W Unii, noszącej coraz więcej cech francusko-pruskiej hybrydy, ma to jakiś sens, ale o merytokracji można zapomnieć. Zwłaszcza gdy niektórzy długo nie dostaną szansy, by wyjść poza zmywak.

Na polskim podwórku dalszy ciąg mętnej akcji konstytucyjnej. „Uwaga, Lech jeszcze dłużej“, alarmuje „GW“. Otóż kombinacja miałaby być taka: nowa konstytucja zmniejsza prerogatywy prezydenta, ale przedłuża jego kadencję. PiS, obawiając się przegranej Lecha Kaczyńskiego w następnych wyborach, ma się ponoć zgodzić na osłabienie jego urzędu, bo dzięki temu dłużej pozostałby na stanowisku. Dodatkowa korzyść dla braci: Zbigniew Ziobro będzie musiał dłużej poczekać z przewrotem w partii (na co liczy po przegranej PiS w wyborach roku 2010 i 2011). Tuskowi to się opłaca, bo „chciałby pozostać premierem także po zwycięstwie PO w wyborach do sejmu. A osłabiony prezydent nie blokowałby mu ustaw“.

Rzecz jasna „Schetyna i inni ważni politycy Platformy mogą być zainteresowani tym, by do zmian w konstytucji nie doszło i Tusk został prezydentem. Wtedy dzieliliby schedę po Tusku – w partii lub rządzie“ – ciągnie dalej „GW“. Tak więc plan (o ile istnieje) może nie wypalić z tego lub wielu innych powodów i wszystko może skończyć się jak inne partie politycznych warcab, o których zaraz zapominamy. Wyborcy PO – ostrzega jednak Piotr Stasiński w komentarzu – poczują się oszukani „Nie tylko dlatego, że wspierają PO z obawy przed PiS. Również dlatego, że w polityce Tuska cyniczna kalkulacja wzięłaby górę nad troską o demokrację i dobre rządzenie“. Nie mogę się nadziwić sile rytuału, który każe czołowym publicystom z całą powagą udawać, że gdzieś się uchowała jakaś troska. Ja ostatni raz widziałem dobre rządy na alegorycznych freskach Lorenzettich w ratuszu w Sienie.

Kilka stron dalej Witold Gadomski w tekście „Rządy bezsilnych idoli“ – o władzy Sarkozy’ego i Tuska jako wymyślaniuu „narracji“ – dochodzi do przytomnego wniosku, że w polityce „zbyt często idą w górę miernoty“ zaś „rozmawianie z takimi osobami o misji, dobru publicznym jest żartem“. Jak żarty, to koniecznie znany z dowcipu Waldemar Pawlak. Na pytanie dziennikarzy „Polski“, jak to robi, że pozostaje tak długo w grze, odpowiada: „Bardzo ważne jest odnoszenie się do uniwersalnych zasad: dobra wspólnego, solidarności, subsydiarności“. Większość rozmowy to jednak wcale enigmatyczne uniki. I w sumie o wiele śmieszniej, jak Filip z konopi, wypadł przy wicepremierze Marek Borowski, który dwie strony dalej opublikował treściwą analizę tego, co w konstytucji warto teraz zmienić i dlaczego. Wyliczył przy okazji, że z „piętnastu wet prezydenta osiem zostało odrzuconych. Koalicja rządząca mogła więc skutecznie porozumieć się z opozycją“.

„Polska“ rozmawia też z  duńskim ekologiem Bjornem Lomborgiem. Nieraz jego tezy były mocną prowokacją wobec prawd przyjętych jako kanony wiary przez front walki z globalnym ociepleniem. Tym razem Lomborg, pytany o sens grudniowego szczytu klimatycznego w Kopenhadze, mówi spokojniej: „proponuję, by przestać wydawać pieniądze na walkę z redukcją emisji CO2 – bo to właśnie ona jest najdroższa. Te pieniądze lepiej przeznaczyć na badania i rozwój zielonych technologii“ Podczas szczytu „znów usłyszymy nierealistyczne obietnice redukcji poziomu emisji. A realne byłoby szukanie tanich, zielonych źródeł energii“.

Lomborg zdecydowanie grzeszy brakiem wiary w ludzki zapał. Oto jak jego rodacy poważnie się zabierają za zmniejszenie emisji: „Dwie duńskie diecezje luterańskie skrzyknęły się i w imię oszczędności oraz ratowania klimatu zbudują wspólne krematorium“ – pisze „GW“. Zamknięte zostanie siedem lokalnych krematoriów, a do nowego, centralnego „zmarłych zawiezie karawan przystosowany do transportu czterech trumien. Do czasu aż uzbiera się odpowiednia ich liczba, będą czekać na przewiezienie w chłodniach“. Autor tekstu nie podaje, czy duńscy pastorzy dowiedzieli się, ile gramów CO2 powstaje przeciętnie przy spopieleniu ludzkiego ciała i czy ta ilość uzasadnia tę oszczędnościową komasację rytuałów pogrzebowych, ale nie wątpię, że takie studium zamówiono. Szczęśliwy to kraj, gdzie można mieć z nudów takie problemy.

.

Paweł Bravo • Rzeczpospolita

Skomentuj na blog.rp.pl/pawelbravo

Możliwość komentowania Komisarze ds. zmywaka została wyłączona

%d blogerów lubi to: