Pomidor…

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 28 listopada 2009

Z głupstw, jakie w ostatnich latach uporczywie powtarzano w mediach, bodaj czy nie największym jest teza licznych gwiazd kabaretu, że „z Tuska nie sposób się śmiać”.

Żeby nie było nieporozumień − wspomnianym gwiazdom nie chodziło o to, że z Tuska śmiać się jest nierozsądnie,
a zgoła niebezpiecznie – można z tego powodu jak Rysiek Makowski wylecieć z pracy, mieć kłopoty ze zdobyciem sali na występ, nie mówiąc już o zaproszeniach do mediów elektronicznych. To by akurat była prawda. Ale w cytowanej frazie chodziło o co innego − że Tusk, jakoby, po prostu nie jest śmieszny.

Tymczasem wystarczyło poobserwować pana premiera tylko przez jeden, ostatni tydzień, żeby po prostu pękać ze śmiechu. Ot, choćby ten wywiad, w którym konsekwentnie odmawia on przyznania, że miała miejsce jakaś afera,
w której umoczeni byli jego ludzie. „Tak zwana afera”, powiada, a właściwie to prowokacja CBA, które wypuściło jakieś podsłuchy. Czyż to nie paradne? Najpierw premier demonstracyjnie okazał srogość, wywalając hurtem i tych, którzy byli w aferę zamieszani, i tych, których nikt o nic w ogóle nie oskarżał, tak na wszelki wypadek − uznając, na przykład, że na Dolnym Śląsku żaden szwindel nie mógł się zdarzyć bez wiedzy i zgody jego przybocznego. A teraz rozkosznie stwierdza, że żadnej afery nie było − tylko „tak zwana” afera. A „tak zwani” dziennikarze z punktu podchwytują: tak zwana afera. To dlaczego Schetyna się znalazł w Sejmie? Awansował, wyjaśnia śmiertelnie poważnie Tusk. Z człowieka numer dwa w rządzie na następcę Chlebowskiego. A Szejnfeld o nic nie podejrzewany
w aferze, której wcale nie było, z ministerstwa awansowany został do komisji Palikota. W nagrodę.

Boki zrywać.

Albo ta rocznicowa feta − premier z kamienną twarzą Bustera Keatona oznajmia, że jego rząd nie robi nic na pokaz, załatwia za to z sukcesem sprawy, których nikt inny nie potrafił. I podaje jako przykład likwidację poboru. Ja wiem, mówi, że nasza armia jeszcze nie jest armią zawodową, ale od czegoś trzeba było zacząć. Przecież tego by Mrożek ani Witkacy nie wymyślił − rozwalono armię zupełnie, w ramach najczystszego populizmu, aby tylko zlikwidować pobór, stworzono dziwoląg na skalę światową, armię z poboru bez poborowych − i sukces. Same sukcesy. Posłaliśmy sześciolatki do szkół − sukces. Reforma zdrowia − sukces. Nasza pozycja w Unii − sukces. W dzieciństwie tak się bawiliśmy, tylko zamiast słowa „sukces” używając słowa „pomidor”. Nikt nie był w stanie długo wytrzymać bez parsknięcia śmiechem. A premier, z zegarkiem w ręku, pięćdziesiąt dwie minuty.

Pakiet antykryzysowy − koszty milionowe, po pomoc zgłosiło się sześćdziesiąt osób. Sukces. Obrączkowanie zamiast aresztu. Wydano miliony, zaobrączkowano dwóch skazanych. Sukces. Pomoc ubogim − podniesiono akcyzę, żeby stworzyć specjalny fundusz na ten cel, potem fundusz cichcem rozwiązano, pieniądze przekazując na bieżące potrzeby. Sukces. Fundusze unijne − przedsiębiorcy czekają miesiącami.

Sukces. Sukces. Same sukcesy.

.

Rafał Ziemkiewicz • Gazeta Polska

Możliwość komentowania Pomidor… została wyłączona

%d blogerów lubi to: