Nibylandia

Posted in ■ różne by Maciejewski Kazimierz on 3 grudnia 2009

W tym kraju wszystko było na niby. Był niby-premier, który wcale nie zajmował się rządzeniem, lecz walką o prezydenturę. Były niby-wolne media, których większość zajmowała się polowaniem na „politycznie niepoprawnych”.

Była niby-minister zdrowia, która systematycznie rujnowała służbę zdrowia, i niby-minister edukacji, która wyrzucała z programu nauczania lekcje historii i klasyków rodzimej literatury. Był niby-minister obrony, dzięki którego decyzjom padały zakłady zbrojeniowe.

Nie było co prawda Ministra Prawdy, jak w powieście George’a Orwella Rok 1984, ale i tak rzecznik rządu kłamał jak najęty, a wraz z nim tabuny doradców medialnych Szefa Partii i Rządu.

Niby-rząd nie rządził, tylko trwał. Powstawały autostrady niczym grzyby po deszczu, ale tylko na papierze, a ministerstwo od autostrad nazywało się resortem infrastruktury w kraju… bez infrastruktury. Była niby-wolność słowa, ale ci, którzy z niej nieopatrznie skorzystali, byli włóczeni po sądach (następnym etapem miało być włóczenie końmi…).

Władza chwaliła się niby-wzrostem gospodarczym wtedy, gdy rosło – całkiem nie na niby – bezrobocie. Niby-rząd obwieszczał kolejne niby-sukcesy na każdym możliwym polu: od gospodarki po wymiar sprawiedliwości, choć wszyscy wiedzieli, że za żadne (prawdziwe) skarby budżet państwa nie chce się domknąć, a sądy sądzą latami.

Ci, którzy wykrywali afery, tracili stanowiska, ci, którzy za nie odpowiadali, kwieciście mówili społeczeństwu, że to były tylko… tzw. afery.

Z ludzi prawych czyniono publicznie przestępców, a ujadające na nich psy dostawały pochwały i ochłapy, lepszą budę i dłuższą smycz. Odtrąbioano niby-osiągnięcia w polityce zagranicznej, choć władza ustępowała, w czym mogła, łasa na pochwalne artykuły w zagranicznych mediach. Chwalono się niby-świetnymi stosunkami z sąsiadami, choć jeden z tych sąsiadów urządzał wielkie manewry przy granicy tego państwa lub ćwiczył wojskowe uderzenia na ową Nibylandię, drugi zaś we wszystkich ważnych sprawach grał Nibylandii na nosie lub wspierał inne kraje jej kosztem.

W Nibylandii kaci otrzymywali znacznie wyższe emerytury niż ofiary – to była bowiem niby-sprawiedliwość.

W tymże kraju oficjalną ideologią ogłoszono „politykę miłości”. W jej ramach „dorzynano watahy wrogów”, tępiono „moralnych karłów”, urządzano polityczne polowania z medialną nagonką na oponentów, robiono spektakle nienawiści, znowu rodem z Orwella.

Tak walczono o niby-pokój, że kamień na kamieniu miał nie zostać.

W Nibylandii było niby-wspaniale. A w zasadzie wspaniale, ale tylko dla niektórych.

Nibylandia – duży kraj w środku kontynentu, zachowujący się jak mały kraik na peryferiach.

Nibylandia – wiemy, że istnieje nie na niby, tylko do bólu rzeczywiście…

.

Ryszard Czarnecki • Gazeta Polska

Reklama

Możliwość komentowania Nibylandia została wyłączona

%d blogerów lubi to: