Niby wszystko nowe, a tak bardzo stare

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 5 grudnia 2009

Umorzenie sprawy pobicia p. Cugier-Kotki pokazuje, że prokuratura wie co prawda, że dzwonią, ale w którym kościele – o tym już nie ma pojęcia.

W postanowieniu czytamy bowiem, że umorzenie następuje z powodu nieznalezienia sprawców.

Tymczasem sprawców należałoby znaleźć, następnie zaś uznać, że działali w interesie społecznym i nie karać.
Komunikat, że przemocy wobec sympatyków PiS można używać bezkarnie byłby o wiele czytelniejszy.
A potrzeba usankcjonowania używania przemocy jako argumentu w walce polityczno-historycznej jest paląca
w chwili, gdy Lech Wałęsa zapowiada, że planuje fizycznie rozprawić się ze swoimi oponentami.
A że należy traktować to poważnie świadczy choćby atak p. Gulczyńskiego na starszego człowieka w gmachu sądu, który zresztą nie był tak naprawdę niczym nowym.

„Wpadli do drukarni z takim impetem, że nie zauważyli stojącego z boku Andrzeja Butkiewicza. Bojówka wbiegła kierując się natychmiast w moją stronę. Dwóch pierwszych osiłków, wykręcając mi ręce, rzuciło mnie w kierunku ściany. Jeden z nich złapał mnie za gardło
i przyciskając do ściany zakazał mówienia.”

to nie opis działań UB, a przejęcia przez współpracowników Lecha Wałęsy drukarni, działającej na terenie Stoczni Gdańskiej i obsługiwanej przez osoby związane z WZZ.

Wydarzenie to wspominał działacz WZZ Leszek Zborowski w tekście 10 milionów Kowalskich, przytoczonym m.in. w pracy Pawła Zyzaka.

Wałęsa bywał już „osobą prywatną”, jednak zrobić z niego „nieznanego sprawcę” może być ciężko. Dlatego przy okazji Cugier-Kotki należało przetestować nowy, zaproponowany przeze mnie sposób przeprowadzenia sprawy.

I niewielkim pocieszeniem jest to, że przeciwko Cugier-Kotce toczy się równolegle śledztwo o znieważenie i napaść na policjantów. Swoją drogą – znany i przydatny to zarzut, dobrze, że wraca w sprawach powiązanych z polityką. Walka bowiem zdecydowanie zaostrza się i „nocna zmiana” w komisji hazardowej nie może być ostatnim krokiem Platformy. Cieszy co prawda stanowcze stanowisko wobec warchołów z „Gazety Polskiej”, ale skoro pisze o tym, i to wcale nie w odpowiednim, przychylnym tonie, „Rzeczpospolita” piórem Igora Janke, coś jest jednak nie tak. Czy im nie można by wytoczyć kilku spraw? Podsłuchy przecież są do dyspozycji. A „Wprost”? Jak długo będą jątrzyć?

A tu jeszcze ten sondaż prezydencki, w którym Donald Tusk ma raptem 34%? Kaczyński prawie 19, zaś Cimoszewicz 12. Co prawda dziennikarze omawiają to jak trzeba (silny Tusk, Cimoszewiczowi rośnie), jednak nie da się ukryć, że 33% to nie jest oszałamiający wynik. Kwaśniewskiego kochaliśmy bardziej niż Tuska, a nawet, niż Tuska i Cimoszewicza razem wziętych. Może pora na jakiś żarcik z papieża, albo spektakularne pijaństwo w Katyniu? Zostawiam to PR-owcom premiera pod rozwagę. Można też zapytać, co rośnie Cimoszewiczowi, skoro nie tak dawno bywał w sondażach nawet drugi? Chyba co najwyżej rosną mu rogi, gdy jego elektorat puszcza się z Tuskiem. A może z Rosatim, który nie wiedzieć czemu też znalazł się w ostatnim sondażu, choć chyba nigdy nie zgłaszał chęci kandydowania. Coraz ciekawszym graczek jest też Pawlak, który nigdzie nie kandyduje, za to w czasach, gdy polska polityka polega na podlizywaniu się każdemu, kto jest silniejszy, robi wszystko, by zaprzyjaźnić się z Moskwą. A czy ta może mieć przyjaciela lepszego od kukiełki, która potrafi twierdzić, że potrzebujemy rosyjskiego gazu tak bardzo, że musimy godzić się na wszystkie warunki, ale jesteśmy równocześnie energetycznie niezależni i nawet jeśli nam ten gaz wyłączą, to sobie poradzimy.

I nawet sprzeczności tu nie ma, a co najwyżej dialektyka.

Niby wszystko nowe, a tak bardzo stare…

.

Budyn78 • lista-obecnosci.blogspot.com

Reklama

Możliwość komentowania Niby wszystko nowe, a tak bardzo stare została wyłączona

%d blogerów lubi to: