O konflikcie i wolności słowa

Posted in ■ różne by Maciejewski Kazimierz on 14 grudnia 2009

Polacy mają we krwi spór, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy dla nich ważne, ale też ci sami Polacy powinni umieć znajdować drogi wyjścia z sytuacji konfliktowych, by na sporze nie zyskiwał ktoś trzeci.

Zarówno peerel, jak i neopeerel, czyli III RP, zostały skonstruowane tak, by narastały przeróżne konflikty społeczne i by nie dało się ich w żaden sposób rozwiązać. Istnienie takich konfliktów pozwala politykom odwracać uwagę obywateli od wynaturzeń władzy i kierować wściekłość tychże obywateli na dokładnie wybrane grupy społeczne, które następnie obwiniane są za wszelkie zło. Pod względem skuteczności i prostoty, jest to konstrukcja genialna, z jednej strony generuje się konflikty, z drugiej, te konflikty służą do kanalizacji nastrojów społecznych, a w ostateczności jeden konflikt zastępowany jest innym. W ten sposób wina nie spada na samych rządzących tylko rozkłada się między samych rządzonych. Staniszkis ten sposób prowadzenia polityki nazywa zarządzaniem poprzez kryzysy.

Dlaczego tak ważne dla rządzących jest wywoływanie konfliktów społecznych? Dlatego, że w bałaganie nie obowiązują normalne procedury, niemożliwe jest patrzenie władzy na ręce, przymyka się oczy na nieprawidłowości i przede wszystkim, myśli się o wiele mniej przytomnie, mniej racjonalnie, niż w czasach, gdy sytuacja jest ustabilizowana. Tak jak na wojnie zbija się kokosy (nie ma czasu na targowanie się ani na szukanie innego dostawcy niż ten, który się zgłasza), tak na bałaganie można zbić fortunę. Widzimy zatem polityków III RP, którzy opływają w nieprawdopodobne wprost zbytki, choć przeciętny Polak żyje dość skromnie, a jeśli nie ma zabezpieczenia kredytowego, to żyje nędznie. Słyszymy zresztą codziennie w jednym z ogłoszeń reklamowych, że co piąte dziecko w Polsce jest niedożywione. Mówimy o Polsce XXI wieku, przypomnę. O Polsce po 20 latach „transformacji”.

Konflikt jest niezbędnym narzędziem do uniemożliwiania swobodnej debaty. Gdy ludzie się żrą, mało kto chce się bawić w dżentelmeński spór. Gdy ludzie się żrą, mało kto chce dochodzić prawdy. Gdy ludzie się żrą, to prawda z reguły przestaje być istotna. Ludziom władzy zaś prawda jest wyjątkowo nie na rękę, zwłaszcza jeśli trzymają się u tejże władzy dzięki nieuczciwości, sitwom, cwaniactwu, obrabianiu frajerów i nepotyzmowi.

Przez ostatnie 20 lat media w Polsce gremialnie wspierały ten patologiczny stan rzeczy, widząc więcej korzyści w ekonomicznym partycypowaniu w zarządzaniu poprzez kryzysy aniżeli w staniu na straży oszukiwanych i okradanych przez establishment (okradanych nie tylko ze złudzeń) obywateli. Ten stan się zmienił w momencie pojawienia się blogerów i blogosfery, bo oto blogerzy stali się ludźmi, którzy zaczęli stawiać kłopotliwe pytania samym politykom, jak i samym dziennikarzom, przywracając przynajmniej niektórych do przytomności. Jest więc w interesie wszystkich ludzi dobrej woli, wszystkich ludzi, którzy raktują los Polski poważnie, by umożliwiać jak najszerszy rozwój blogosfery, nie zaś prowadzić do jej coraz głębszego zatomizowania i skonfliktowania.

Nic tak nie szkodzi establishmentowi jak prawda o patologiach władzy i jak konsolidacja ludzi, którzy nie godzą się na to, jak wygląda III RP. Ta konsolidacja dokonuje się w obszarze wolności słowa, z którą to wolnością jest nieustający problem od chwili „zniesienia cenzury”. Ustalono bowiem w III RP, tak jak to było w poprzednim peerelu, że świątynią wolności słowa będzie Ministerstwo Prawdy  (obecnie przy Czerskiej) zaś kryteria tego, co dopuszczalne w dyskursie publicznym będzie wyznaczał w „wolnej Polsce” JE dr Adam Michnik ze swoim legionem demonów. Ten monopol usiłowały przełamać pisma prawicowe (marginalizowane przez długie lata „nowej Polski”), ale tak naprawdę naruszyła właśnie blogosfera ze swoim dostępem do dziesiątek tysięcy ludzi, przekraczającym dostęp przeciętnej polskiej gazety.

Wiele – w kręgach konserwatystów (pomijając takich osobników jak Wielomski) – mówimy o dekomunizacji jako drodze do sanacji sytuacji w państwie, ale jest jeszcze droga dźwigania Polaków z (by użyć określenia Herberta) zapaści semantycznej, przywracania polskiemu językowi normalnych znaczeń – normalizowania języka po kilku dekadach sowietyzacji i później politycznej poprawności. Problem debaty w Polsce polega dziś bowiem na tym, że mamy do czynienia z dwoma rodzajami nowomowy: komunistyczną i neokomunistyczną. Z jednej strony mamy czerwonych przebranych w szaty socjaldemokratów czy eurokratów, z drugiej mamy różowych, którym bliżej jest do komunistów aniżeli do polskiego społeczeństwa. Jest to sprawa szokująca i naszym wspólnym zadaniem jest odbudowanie polskiej świadomości narodowej na gruncie wolnym od komunizmu i neokomunizmu.

Jednym z podstawowych zadań, z zadań na teraz, na dziś, jest konsekwentne i całkowite
zniesienie monopolu Ministerstwa Prawdy
.

.

Free Your Mind • salon24.pl

Reklama

Możliwość komentowania O konflikcie i wolności słowa została wyłączona

%d blogerów lubi to: