„Alek” – służbowy syn „Wolskiego”

Posted in ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, Wyszkowski Krzysztof by Maciejewski Kazimierz on 18 grudnia 2009

Kwaśniewski nazywa IPN instytutem kłamstwa narodowego, a dokumenty radzi „o kant d… roztłuc”. Bo prawdę mówią tylko ci, którzy wybrali rejestrację w NKWD zamiast dołu w Katyniu oraz ich uczniowie w janczarskim fachu.

Aleksander Kwaśniewski stwierdził w ostatnich dniach, że Wojciech Jaruzelski oszukał Sowietów i udając ich agenta – TW „Wolskiego” – doprowadził Polskę do wolności i dobrobytu (i do powstania TVN, co wydaje się najbardziej prawdopodobne).

Przypomniałem sobie, że coś podobnego usłyszałem od Jacka Kuronia w grudniu 1988 r. podczas spotkania Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie w podziemiach kościoła przy ul. Żytniej. Kuroń podszedł wówczas do mnie, żeby – znając mój krytycyzm w stosunku do przebiegu przygotowań do okrągłego stołu – zapewniać mnie, że komuniści są partnerami wiarygodnymi. Gdy w dyskusji nie potrafił odrzucić moich argumentów, nagle zmienił taktykę i oświadczył: „Jaruzelski z Kiszczakiem wprowadzą nas do EWG i NATO!” i odszedł. Zdumiony tymi słowami zastanawiałem się, czy oznaczają one szaleństwo, czy zdradę, i wtedy, zapewne widząc, że jestem w szoku, podszedł do mnie Jarosław Kaczyński, pytając, co się stało. Powtórzyłem mu słowa Kuronia, Kaczyński odpowiedział zdecydowanie: „Nie wierzę, żartujesz?” Powiedziałem więc, żeby sam o to zapytał. Kaczyński podszedł do Kuronia i po chwili wrócił z zakłopotaną miną. „No i co?” – zapytałem, ale nie odpowiedział, pokręcił tylko głową.

Czy Jaruzelski mógł zdradzić Sowietów? Żeby wejść do gangu, trzeba dać mu „zastaw” w postaci dokonania zbrodni. Np. zabić na oczach gangsterów, którzy w ten sposób sprawdzają determinację kandydata i jednocześnie czynią go uzależnionym od ich wiedzy. Komunizm był systemem gangsterskim, tyle że jeszcze bardziej okrutnym, ponieważ nie zabijał indywidualnie, lecz masowo. Jaruzelski, chcąc zostać agentem, musiał własnoręcznie dokonać zbrodni na rodakach. Wcześniej jeszcze musiał wyrzec się ojca: patrioty i żołnierza wojny 1920 r., zamordowanego przez Sowietów.

Dopiero takie docierające do dna duszy dokonania, powtarzane przez dziesiątki lat, uczyniły z Jaruzelskiego człowieka zaufania Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego, który został zaszczycony zadaniem zniszczenia „Solidarności” i marzeń Polaków o wolności. Jaruzelski jest zdrajcą tylko w sensie formalnoprawnym, bo w sensie mentalnym stał się janczarem sowieckim, który wypełniał otrzymywane z Kremla polecenia z radością i dumą w swym sowieckim sercu. Jego ojczyzną był system antycywilizacji, a jedyną powinnością – służba zbrodni i bandytom nią dowodzącym. Generałowie sowieccy dlatego cenili go bardziej niż innych mu podobnych, bo był z pochodzenia szlachcicem, który jak Feliks Dzierżyński wyparł się honoru, Polski, rodziny i religii – wszystkiego, co dla człowieka sowieckiego symbolizowało polskość.

Podobnie Aleksander Kwaśniewski, który zaczynał karierę sowieciarza w czasie, gdy powstał KOR, a dzięki stanowi wojennemu rozwinął ją do tego stopnia, że w 1989 r. był przymierzany do objęcia fotelu premiera po Rakowskim. Przy całym, charakterystycznym dla „realnego socjalizmu”, cynizmie zawodowego aparatczyka w Kwaśniewskim żywe pozostało tylko jedno uczucie – nienawiść do „Solidarności”, ponieważ była tym wszystkim, co on oddał w zamian za podłą karierę, i dlatego krzyczał, że „Solidarność” to faszyzm i antysemityzm.

Pamiętam tego „małego komuszka” z 1977 r., gdy gdański SKS zorganizował wiec w Uniwesytecie Gdańskim. Kwaśniewski, aktywista SZSP, nakłaniał wówczas studentów, by się rozeszli. Nie był wtedy jeszcze zarejestrowany jako TW „Alek”, ale w archiwum IPN istnieje dokument, w którym SB chwali się, że z jej inspiracji „aktyw młodzieżowy” na UG skutecznie zwalcza „ekstremistów”. Z Wałęsą zderzyłby się już w Gdańsku, gdyby nie awans do Warszawy (Jarosław Kaczyński twierdzi, że tak błyskotliwa kariera musiała być wspierana z Moskwy). Kto wie, co robił Kwaśniewski w trakcie puczu Janajewa i czy już wówczas nie zastąpiłby Wałęsy na urzędzie prezydenta, gdyby stalinowcy zwyciężyli?

Kwaśniewski nazywa IPN instytutem kłamstwa narodowego, a dokumenty radzi „o kant d… roztłuc”. Bo prawdę mówią tylko ci, którzy wybrali rejestrację w NKWD zamiast dołu w Katyniu oraz ich uczniowie w janczarskim fachu.
.
Krzysztof Wyszkowski

Reklamy

Możliwość komentowania „Alek” – służbowy syn „Wolskiego” została wyłączona