Tusk, Merkel i hitlerowski dekret

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 21 grudnia 2009

Jest doprawdy czymś niesłychanie zastanawiającym, ale i zawstydzającym, że Polska mimo uregulowania wielu kwestii z Niemcami nie domagała się nigdy statusu mniejszości dla Polaków mieszkających na terenie Niemiec.

Pod koniec sierpnia tego roku adwokat Stefan Hambura (prowadzący swoją praktykę adwokacką w Niemczech)
w imieniu i na podstawie pełnomocnictw wielu polskich organizacji i stowarzyszeń w Niemczech wystosował list
do Kanclerz Angeli Merkel. List zawierał prośbę do pani kanclerz o zainicjowanie jeszcze przed wrześniowymi wyborami w Niemczech ustawy, unieważniającej rozporządzenie Rady Ministrów na rzecz Obrony Rzeszy Niemieckiej z dnia 27 lutego 1940 roku (wydane z mocą ustawy), na podstawie którego została zabroniona działalność organizacji takich jak stowarzyszenia,fundacje, spółki i spółdzielnie polskiej grupy narodowej.

To rozporządzenie zlikwidowało polską mniejszość w Niemczech, a polskim organizacjom odebrało posiadany majątek. Wprawdzie obecnie w Niemczech istnieją różne organizacje polonijne, a niektóre z nich kontynuują nawet działalność swoich przedwojennych poprzedniczek, jednak nie odzyskały dawnych praw wynikających właśnie z posiadania przez społeczność polską statusu mniejszości narodowej. Oznacza to m.in., że nie otrzymują one od państwa niemieckiego wsparcia finansowego i są co najwyżej tolerowane przez obecną administrację niemiecką – zarówno tą federalną, jak i landową.

Jak wynika z najnowszej ekspertyzy opracowanej i opublikowanej przez Instytut Stosunków Zagranicznych w styczniu 2009 roku na zlecenie pełnomocnika rządu RFN ds. kultury i mediów, w Niemczech żyje obecnie od 1,5 do 2 mln obywateli polskiego pochodzenia – jak się to ujmuje w niemieckich dokumentach – „polskojęzycznych”, w tym blisko 400 tys. otwarcie przyznaje się do polskiej narodowości.

Większość tych ludzi zapewne chciałoby mieć prawa wynikające ze statusu mniejszości, a mimo istnienia w Niemczech wielu polskich organizacji właśnie ze względu na istnienie wspomnianego rozporządzenia takiego statusu mieć nie mogą. Ta słabość polskich organizacji w Niemczech szczególnie rzuca się w oczy od momentu, kiedy nasz kraj jest członkiem Unii Europejskiej,która – jak wiadomo – przykłada szczególną wagę do przestrzegania praw mniejszości w poszczególnych krajach członkowskich.

List adwokata Hambury – jak można się było domyślać – nie wywołał jakiejkolwiek reakcji niemieckiego rządu, choć został wystosowany przed wyborami w Niemczech i dawał Angeli Merkel niepowtarzalną szansę wyeliminowania z niemieckiego prawa hitlerowskiego dokumentu szkodzącego stosunkom polsko-niemieckim. Nie wywołał także żadnego zainteresowania ani reakcji polskiego rządu, chociaż przywrócenie statusu mniejszości polskiej w Niemczech powinno być fundamentalnym polskim interesem.

Co gorsza – polskie MSZ i niemieckie Ministerstwo Sprawiedliwości wydały na jesieni tego roku jednobrzmiące oświadczenia, że hitlerowski dekret utracił moc dopiero po wojnie, dlatego mniejszość polska w Niemczech nie ma prawa do zwrotu skonfiskowanego dekretem majątku. Wybrano ciszę, spokój i niedrażnienie Niemców.

Jest doprawdy czymś niesłychanie zastanawiającym, ale i zawstydzającym, że Polska mimo uregulowania wielu kwestii z Niemcami nie domagała się nigdy statusu mniejszości dla Polaków mieszkających na terenie Niemiec.
Tego problemu nie dostrzeżono w traktacie o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 1991 r., uroczyście podpisanego przez kanclerza Kohla i premiera Mazowieckiego. Ten fundamentalny akt prawny, regulujący relacje pomiędzy RFN i już wolną i demokratyczną Polską, zawiera zapisy o mniejszości niemieckiej w Polsce i „osobach pochodzenia polskiego” w Niemczech, co jest niestety powórzeniem słownictwa używanego w hitlerowskim dekrecie.

Także obecny rząd nie domaga się tego, choć od niedawna dysponuje ekspertyzą trzech profesorów prawa z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, jednoznacznie stwierdzającą, że wspomniany dekret był niezgodny zobowiązującym wówczas niemieckim prawem, a więc potomkowie Polaków mieszkających przed wojną w Niemczech są mniejszością polską i mają prawo do zabranego im majątku. Konsekwencją powinna być renegocjacja polsko-niemieckiego traktatu z 1991 roku i wprowadzenie takich samych praw dla mniejszości polskiej w Niemczech, jakie ma od dawna mniejszość niemiecka w Polsce.

Czy Donald Tusk skorzysta ze swych ponoć bardzo dobrych relacji z Angelą Merkel i wreszcie doprowadzi do przywrócenia statusu mniejszości polskiej w Niemczech? Powinno to być priorytetem także dla niemieckiego rządu, który na wszystkich polach odcina się od spuścizny hitlerowskiej, trudno więc sobie wręcz wyobrazić, żeby upierał się przy skutkach hitlerowskiego dekretu.

Dobrze byłoby, aby w tej tak ważnej dla Polaków w Niemczech sprawie zabrały głos zarówno opinia publiczna, jak
i media w naszym kraju. Miejmy nadzieję, iż nie będziemy się aż tak wstydzili zaniedbań w upominaniu się o sprawy Polaków w Niemczech, że teraz, kiedy ktoś zaczyna o nie występować, wszyscy milczą.

.

Zbigniew Kuźmiuk • niezalezna.pl

Reklama

Możliwość komentowania Tusk, Merkel i hitlerowski dekret została wyłączona

%d blogerów lubi to: