Niewidoczne szydło wychodzi z worka

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 29 grudnia 2009

Najpiękniejsza cecha demokracji – przy całej deklarowanej transparentności można w miejscu całkiem widocznym wszystko pokazać i nikt nie zauważy. Być może to rezultat działania zasady: pod latarnią najciemniej. Można z tego wyprowadzać dowody na słuszność teorii spiskowych. W każdym razie mechanizm działa niezawodnie i jemu zapewne należy przypisać, iż nie zapytał o kwestię absolutnie widoczną na pierwszy rzut oka: jak to się właściwie stało, że arcybiskupowi Henrykowi Muszyńskiemu udało się objąć w ostatnich dniach godność kościelną?

Jeżeli ktoś się spodziewa, że będziemy się tu oburzać na to, że rzekomy współpracownik służb specjalnych ma piastować funkcję kościelną, to w pewnym sensie będzie dokładnie odwrotnie. Nie tyle będziemy się z tego cieszyć, co rozważać kwestię wytłumaczenia, że mimo analogicznych zarzutów co abp Stanisław Wielgus jeden z hierarchów został publicznie zaszczuty, a drugiemu podarowano.

Tak przy abpie Stanisławie Wielgusie również obecnie rozpoczęło się od medialnego ujadania sfory tzw. „publicystów katolickich”. Jednak drugi polityczny etap nie nastąpił. Aleksander Szczygło coś przebąkiwał o „rysach na osobach”, ale akcji bezpośredniej nie było. Dlaczego?

Pierwszy oczywisty wniosek jest taki, że w obu sprawach nie chodziło o żadną lustrację. Wszak gdyby w tym rzecz była, postąpiono by tak samo do końca konsekwentnie ścigając osoby niegodne funkcji wszelkimi dostępnymi jawnymi i zakulisowymi metodami. Jeżeli przyjęto odmienne scenariusze już z tego wiemy, że lustrowanie było tylko pretekstem.

Co sprawiło więc, że przeciw osobie abpa Stanisława Wielgusa działano radykalnie i skutecznie, obecnie zaś niemrawo i bez rezultatu? Co różni obydwu hierarchów? Odpowiedz na to pytanie jest dość prosta. Ten tekst nie ma jednak omawiać aspektów wewnątrzkościelnych, poglądów poszczególnych biskupów i podziałów wewnątrz Episkopatu, ale raczej stosunki państwo – Kościół.

Z tego punktu widzenia poczyniwszy spostrzeżenie o odmienności zachować w analogicznych sytuacjach wnioski też wyciągają się same. W PRL-u przepis prawa wprost mówił o sposobie wpływania na nominacje biskupie przez wskazanie jednego z zaproponowanych kandydatów. Obecnie, gdy władze sobie jakiegoś biskupa nie życzą, na podstawie dokumentów bynajmniej nie kościelnych lecz znajdujących się w ich posiadaniu ogłaszają, że ktoś był agentem. Gdy dany hierarcha zastrzeżeń nie budzi, może się pojawić lustracyjne pohukiwanie ale bez faktycznych skutków – co ma zapewne stanowić zapowiedz dla Stolicy Apostolskiej: lepiej wybierajcie takich, których lubimy, bo inaczej sami wiecie…

Trudno tak do końca powiedzieć, jaką rolę odgrywają w tym tzw. „katoliccy publicyści”. Ale z całą pewnością można to już określić odnośnie tych wszystkich politycznych naiwniaków którzy w szczerym oburzeniu moralnym na prawdę myśleli, że chodzi o jakąś prawdziwą lustrację. Co jednak chcieć od ludzi którzy żadnych wniosków nie wyciągnęli z sytuacji wszak jeszcze bardziej jednoznacznej: gdy PiS-owi będącemu wówczas przy władzy lustracja wyszła wiadomo jak. „Zlustrować” udało się tylko abpa Stanisława Wielgusa i Marcina Libickiego.

.

Ludwik Skurzak • prawica.net

Reklama

Możliwość komentowania Niewidoczne szydło wychodzi z worka została wyłączona

%d blogerów lubi to: