Lech Wałęsa i Odyseusz

Posted in ■ historia by Maciejewski Kazimierz on 26 stycznia 2010

Przez dwadzieścia lat III Rzeczypospolitej żaden rząd nie posiadał społecznego zaufania co w gruncie rzeczy, biorąc pod uwagę polską historię, jest rzeczą normalną.

Wynika to nie tylko  z doświadczenia ostatnich 100 lat od momentu odzyskania niepodległości, ale z całego charakteru narodowego w historycznym procesie rozwoju, gdzie wyraźnie widać, że żadna elita władzy państwowa, kościelna czy intelektualna a także artystyczna jaka by niebyła, nie traktuje  społeczeństwa jako podmiotu, ale jedynie jako rodzaj gliny  do swoich prywatnych rozgrywek, używając do tego sentymentalnych zapachów patriotyzmu, religijności i martyrologii.

Te trzy maści zmieszane w jedną miksturę są tradycyjną próbą ognia i wody polskiej mentalności, dla której społeczność z samej natury rzeczy jest bezwartościową masą, chołotą lub bydłem.

Wszelka społeczność z natury rzeczy i historii jako fenomen jest osobowością anonimowego uczestnictwa.

Stanowi bezimienny przypadek, który z tego powodu wcale nie musi być przeciętny czy banalny, a wręcz przeciwnie stanowi źródło duchowej inspiracji.

Tymczasem w polskiej mentalności społeczeństwo jako takie w ogóle nie istnieje, gdyż sama wizja anonimowości przyprawia Polaka o białą gorączkę.

W Polsce zawsze wszyscy i każdy z osobna pracuje na swoje nazwisko i na wydobycie się anonimowości. Nie istotne są treść czy forma ani rodzaj uczestnictwa, a jedynie ważne to by się oderwać od anonimowej masy i być kimś zostać znanym i uznanym utytułowanym, czy posiadającym stopień lub stanowisko, autorytetem samym dla siebie.

Tradycyjnie anty-społeczność polską, ponieważ nie istnieje nic takiego jako społeczeństwo polskie, stanowi specyficzny dla niej samej język zewnętrznych znamion autorytetu jednostki.

Zawarte jest to już w samej mowie i języku naturalnym, który nie potrafi traktować przedmiotu rozmowy czy dialogu jako przejawu pewnego rodzaju duchowości, czyli jako tematu, ale musi koniecznie pokazać że to „ja” imienne Jan Kowalski w swoim heroicznym wysiłku podejmuje się uporządkowania nieokreślonej namiętności dzikiej hałastry w postać ostatecznej prawdy zbawienia, która ma wyglądać tak a nie inaczej.

Dla Polaka społeczność jest zawsze głupia bezwartościowa, tępa, matołkowata, a on ją tu w swoim geniuszu ucywilizuje, pouczy i oświeci.

Z tego względu należą mu się czołobitne pokłony i sowite wynagrodzenie, których nie wiadomo dlaczego jego osobowa „jaśniepańskość” nie doznaje.

Polskie „jaśniepaństwo” zatem wymaga swoistej zemsty na motłochu, czyli trzeba go więc zwyczajnie otumanić, ogłupić i wyrolować, oraz co najważniejsze zmistyfikować i wykorzystać.

Z Polakami wyjątkowo ciężko się rozmawia bowiem każdy z nich swojego interlokutora traktuje jak głupka, którego trzeba oświecić, a siebie jak wyrocznię.

Praktycznie nie istnieje żaden temat rozmowy, a wyłącznie autorytet osobowej prawdy nazwiska i wyzwiska.

Z tego względu literatura polska dla obcokrajowca jest niejadalna poza Gombrowiczem, ponieważ wartość literacka polega na tym jak bardzo utwór pozwala odejść od autora i jego bohaterów, oraz historii na rzecz wymiaru ogólnego w nienazwany labirynt problematyki uniwersalnej.

W tym wymiarze niezmiennym przykładem wzoru literackiego pozostaje Iliada i Odyseja, gdzie mimo natręctwa imion i miejsc wartością niezaprzeczalną jest anonimowość typów osobowych.

Homer mówi o tym wyraźnie w historii Odyseusza, który wydostał się z pułapki Polifema jednookiego cyklopa dzięki temu, że nazwał siebie „nikt”.  Jednakże w poczuciu dumy osobowej przyznaje się ostatecznie do swojego imienia i nazwiska, przez co ściąga na siebie gniew boga mórz i oceanów i przez wiele lat błąka się nie mogąc wrócić do domu.

O społeczności historycznej nie stanowią wielkie dzieła ani rozległość masy czy bogactwo, ale pokora anonimowości która skupia się na merytorycznej stronie problematyki nie oczekując w nagrodę dworu w Oblęgorku ani pomników czy obecności w sercach i umysłach.

Twórca dzieła jest tym większy im bardziej potrafi zniknąć nie tylko jako osobowość, ale jako historyczny przypadek pozostawiając wydobyty przez siebie skarb jaki stanowi ogólna wartość duchowa nieskończonego labiryntu inspiracji.

Taką pułapką Polifema dla wszelkiego rodzaju artystycznych czy politycznych  inspiracji stanowi moda i fenomen społecznego oczekiwania, które jako aktualność wzoru „cliche” nieustannie prowokują do wysiłku na rzecz  medialnej popularności która więzi wszystkich domorosłych artystów i polityków perspektywą uznania.

Nielicznym udaje się oślepić Polifema pomysłem i sposobem, lecz żaden pomysł nie tworzy bohatera.

Osobowy wybór jest już dokonany przez historię. Lech Wałęsa nie stał się Lechem Wałęsą dlatego, że przeskoczył przez płot, o ile w ogóle, ale dlatego, że historia dala mu do ręki bilet określonego miejsca czasu i przywództwa.

Tragedia tej postaci polega na tym, że oślepiając cyklopa dzięki swoim towarzyszom z Solidarności, nie potrafił skorzystać z homeryckiej nauki i nazwać siebie „nikt”, lecz szukając inspiracji politycznej w swoim imieniu i nazwisku, utracił wartość anonimowego dialogu z duchową osobowością, którą między innymi wyraża każde historyczne społeczeństwo.

Istotą przywództwa jest wewnętrzna zgoda na podporządkowanie się anonimowym treścią wymiaru ogólnego owej bez foremnej duchowości, która  nigdy nie przyjmie ostatecznego wzoru, lecz ustawicznie pozostaje wieczną lawą namiętności ducha a nie osoby.

Dlaczego w Polskiej tradycji osobowość życia, umierania, prawdy czy sztuki  jako takie nie mają  wartości, a jedynie jako konkretny przypadek życia czy śmierci, dzieła czy autorytetu tego nie mam pojęcia i nad tym należałoby się zastanowić.

Jest w tym jakiś przedziwny rodzaj historycznej ślepoty, która maca ręką duchowy bez-wymiar usiłując go nazwać krzycząc przy tym to Ja Kowalski Jan, -choć tu głupie cielę, zaraz cię nazwę i opiszę. Oczywiście Kowalski robi to ze strachu, wycofując się na z góry upatrzone pozycje, potrząsając tryumfalnie  wzorem z tkaniny Penelopy –historii, którą ona zdążyła już tymczasem spruć by tkać kolejną o zupełnie innym kolorze splocie i rozmiarach nie mówiąc o wzorze.

.

Bogdan Lichy • niepoprawni.pl

Reklama

Możliwość komentowania Lech Wałęsa i Odyseusz została wyłączona

%d blogerów lubi to: