Afera Rydzyka

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 30 stycznia 2010

Jedno z najbardziej topornych i zarazem najbardziej skutecznych narzędzi propagandy to tzw. ustawianie fałszywych symetrii. Bo człowiek, niestety, myśli symetriami.

I im jest głupszy, mniej wykształcony, mniej chętny do podejmowania samodzielnego wysiłku umysłowego, tym bardziej myśli w taki właśnie sposób: jak coś jest z jednej strony, to musi być i z drugiej, a „prawda zawsze leży pośrodku”. Weźmy na przykład takie hasełko, przed laty bardzo lansowane na tzw. salonach: „wczoraj Moskwa, dziś Watykan”. Jest to przecież coś tak głupiego, że ręce opadają, po prostu nie można poważnie rozmawiać z kimś, kto potrafi porównywać sowiecki podbój i okupację, ze wszystkimi jego zbrodniami, z Watykanem. Ale iluż durniów uchwyciło się tej symetrii rękami i nogami?

W chwili obecnej popyt jest zwłaszcza na symetryczne afery. Pierwsza linia obrony jest wprawdzie taka, że żadnej afery hazardowej nie było, że była tylko „perfidna pułapka” zastawiona przez szefa CBA na premiera, no i może brak asertywności Zdzisia i Mira, którzy nie umieli odmówić Rysiowi. Ale ta linia obrony jest nie do utrzymania, więc za plecami jej obrońców, ze wspomnianym Zdzisiem na czele, już szykowane są okopy i zasieki drugiej linii. A ta druga linia polegać ma właśnie na wykazywaniu symetrii − tak, są afery z jednej strony, i są afery z drugiej strony.

Na zdrowy rozum jest to żałosne. Afery jednej strony mają bowiem polegać na tym, że politycy pod dyktando załatwiaczy „poprawiali” prawo, a „afery” drugiej na tym, że za czasów poprzednich rządów istniał Totalizator Sportowy i państwo czyniło pewne kroki w jego interesie, czyli w interesie swoim własnym, państwa. No, ale nie zdrowy rozum tu rozstrzyga. Kto, na zdrowy rozum, potrafi powiedzieć, na czym niby polegała afera „Telegrafu”? Gdzie tu było złamanie prawa? W istocie, żadnej afery nie było, ale przecież do dziś każdy czytelnik giewu i mediów przy giewu afiliowanych, gdy mowa o niezliczonych aferach postkomuny i pseudoliberałów u zarania III RP, uśmiecha się szyderczo: no, a afera „Telegrafu”?

W ubiegłym tygodniu nieformalny prorządowy Wydział Propagandy zaczął właśnie montować kolejną niby-aferę: aferę Rydzyka. Afera polegać ma na tym, że Ojciec Dyrektor podczas spotkań z Polonią amerykańską zbiera datki na swoje przedsięwzięcia. Giewu z przejęciem i zadęciem, jakby odkrywało Bóg wie co, napisało, że za wstęp na spotkanie redemptorysta każe sobie płacić!

Ach! Co za sensacja! Wykształciuchy się już nie posiadają z oburzenia. Bo nie wiedzą, że w USA to przyjęty, normalny sposób kwesty. U nas stawia się puszkę i co łaska, a u nich robi „fund-rising diner” i sprzedaje bilety. Sam jako pracownik Partii Republikańskiej pracowałem przy organizacji takich „iwentów”. Więc kto wie, może i ja jestem aferzystą?

„Ciotka uwierzy, bo głupia” – jak mówił pewien upadły hrabia do Nikodema Dyzmy. Furda tam afera Rycha, Zbycha i Mira, furda Misiaki, ten Rydzyk, pani kochana, to jest dopiero kombinator!

.

Rafał A. Ziemkiewicz • Gateta Polska
Autor jest publicystą „Rzeczpospolitej”

Reklama

Możliwość komentowania Afera Rydzyka została wyłączona

%d blogerów lubi to: