Po wielkich strajkach 1970/1971

Posted in ■ historia by Maciejewski Kazimierz on 14 lutego 2010

Konflikt społeczny został zakończony w sposób pokojowy, sytuacja jest niezwykle dynamiczna, robotnicy walczą o wyegzekwowanie porozumienia, SB „pracuje”.

W grudniu 1970 roku żołnierze Ludowego Wojska Polskiego strzelają do zbuntowanych robotników w Trójmieście i Szczecinie, zabijają 44 osoby, ranią około tysiąca. W Gdyni Komitet Strajkowy zostaje aresztowany po dwunastu godzinach funkcjonowania, w Szczecinie znakomicie zorganizowane strajki trwają w sumie dziesięć dni. W międzyczasie obalony zostaje, po czternastu latach władzy, pierwszy sekretarz PZPR Władysław Gomułka. Na jego miejsce „wybrany” zostaje, mówiący po francusku, sekretarz wojewódzki ze Śląska Edward Gierek. Edmund Bałuka, radykalny przywódca strajku styczniowego z 1971 roku, mówi o nim: „To był człowiek innego typu, znający Zachód”. W trakcie dramatycznego strajku w styczniu 1971 roku, z soboty 23 stycznia na niedzielę 24 stycznia powstał „List do Gierka”, który nawet słowem nie wspominał o „zaproszeniu” do „Warskiego” przywódcy partii i państwa. Mimo tego, kilka godzin później na posiedzeniu Sekretariatu Komitetu Centralnego PZPR zapada decyzja o wizycie ścisłego kierownictwa państwa w ogarniętym protestem mieście. Cel jest jeden – jak najszybciej zakończyć protest. Udaje się tego dokonać m.in. za pomocą wielu kłamstw, które wygłasza głowa państwa. „Wraca nowe”.
Tak o tej bezprecedensowej „wizycie” napisał Pierre Buhler w swej książce „Polska droga do wolności 1939 – 1995”: „Po raz pierwszy w historii państwa realnego socjalizmu przywódca partii udawał się na spotkanie ze strajkującymi robotnikami organizowane na ich terytorium, gdzie bezpieczeństwo nie zostało zagwarantowane”.

Walka komunistycznej władzy z samoorganizującymi się w formie strajku robotnikami prowadzona była na dwóch płaszczyznach. Pierwsza, jawna, polegała na wieloaspektowym blokowaniu ogarniętych protestem zakładów oraz negocjacjach aparatu państwowego z zamkniętymi w nich robotnikami. Warstwa druga była  tajna, polegała na represyjnych działaniach policji politycznej, będących de facto aparatem represji wobec społeczeństwa. To właśnie w szczycie strajku styczniowego działalność SB przybrała maksymalne rozmiary. Służby zdołały już otrząsnąć się po szoku związanym z „rewoltą Grudniową” czy, jak mówi prof. Jerzy Eisler, „robotniczym powstaniem”. Według meldunków dziennych SB, w zaszyfrowany sposób wysyłanych na Rakowiecką, 23 stycznia 1971, a więc w dzień będący jednym z kluczowych w strajku kierowanym przez Edmunda Bałukę, pozyskano 12 tajnych współpracowników, przesłuchano 86 osób, przeszukań dokonano w 15 mieszkaniach, zatrzymano 5 osób, pięć kolejnych aresztowano. W nocy z 24 na 25 stycznia 1971 roku w czasie słynnej debaty z robotnikami w „Warskim”, robotnicy nie otrzymali zapewnienia  o realizacji kilku kluczowych postulatów, m.in. o cofnięciu podwyżki cen. Nie uzyskali  również zapewnienia o pociągnięciu do odpowiedzialności osób odpowiedzialnych za prowokację medialną, która doprowadziła do strajku. Bezskutecznym okazało się także żądanie „rzetelnych informacji o sytuacji politycznej i gospodarczej w Stoczni i kraju”. Ten ostatni postulat miał ogromne znaczenie i był wpisany w listę żądań strajkujących, nie spełnienie go spowodowało np. to, że strajk styczniowy nazywano oficjalnie „przerwą w pracy”. Sam Bałuka po zakończeniu protestu stwierdził: „Strajkować to my jeszcze nie umiemy”.

25 stycznia 1971 roku, będący  dniem zakończenia strajku, dowódca szczecińskiej policji politycznej płk Głowacki  podsumowuje  następująco: „W dniu dzisiejszym SB nie przeprowadziła działań represyjnych, profilaktycznych i werbunkowych”, mimo to  nadal trwają przeszukania, zatrzymania. W tym samym meldunku możemy przeczytać: „Przygotowywane są rozmowy profilaktyczne z osobami, które w dalszym ciągu wykazują negatywną postawę – wroga”. Czy chodziło o rozpoczynających właśnie prace członków Komisji Robotniczej? SB w kolejnych dniach bardzo dokładnie przygląda się nastrojom społecznym, wszelkiego rodzaju plotkom (rola plotki w PRL to temat rzeka), tak np. w meldunkach do Warszawy możemy przeczytać, że wśród mieszkańców naszego miasta panuje „swoista duma, że Szczecin był pierwszym miastem na wybrzeżu goszczącym tow. Gierka”, że wśród studentów  i kadry Politechniki Szczecińskiej  pojawia się „krytyka pod adresem środków masowego przekazu”.

Komunistyczna władza wytacza najcięższe armaty z „frontu kultury”. Już 26 stycznia w Szczecinie wygłasza wykład główny organizator antysemickiej kampanii roku 1968 docent Kazimierz Kąkol (nota bene będzie on w nagrodę za swoje intelektualne hochsztaplerstwa  od 1975 profesorem nauk politycznych na mojej Alma Mater T.W). Kąkol, który „publicystycznie legalizował” wyroki w sprawie słynnej „afery mięsnej”, na pytania szczecinian związane z manipulacjami prasowymi, które doprowadziły do strajku, pokrętnie uniwersalizował brak obiektywizmu prasy i przyrównywał  „grudniowy” przekaz  szczecińskiej prasy do linii redakcyjnych  „wydawnictw spryngerowskich”, jak zanotował skrzętnie funkcjonariusz SB. W czasie tego spotkania miało ponoć dojść do ciekawego incydentu. Jeden z obecnych szczecińskich Żydów miał krzyknąć do Kąkola, aby pamiętał o „synu Bolesława Piaseckiego” (syn przywódcy PAX-u został porwany i zamordowany, ciało znaleziono w komórce na dzisiejszej ulicy Solidarności w Warszawie, o zbrodnię podejrzewano środowiska żydowskie).

Dzięki m.in. Radiu Wolna Europa, świat i reszta kraju wie, że w Szczecinie stało się coś wyjątkowego. 27 stycznia przyjeżdża do Szczecina ekipa francuskiej telewizji. Jak wyglądała wiedza o szczecińskim strajku wśród Polaków w PRL? Edmund Bałuka twierdzi, że z całej Polski przyjeżdżały delegacje różnych zakładów, które były niedopuszczane do Szczecina przez milicję i SB. Dynamicznie zaczyna działać Komisja Robotnicza, której głównym celem było kontrolowanie wyborów do samorządu zakładowego (jej Dział Wyborczy był najliczniejszy), ale jej członkowie  walczyli również  m.in. o uwolnienie nadal przetrzymywanych w więzieniach, wyjaśnienie prowokacji „Głosu Szczecińskiego”, zajmowali się ustaleniem listy poszkodowanych w wyniku „rewolty grudniowej”, zabezpieczeniem dokumentacji strajkowej itd. Już 28  stycznia, czyli trzy dni po zakończeniu strajku, dochodzi do wyborów wydziałowych w PZPR-owskiej Radzie Zakładowej „Warskiego”, to samo dzieje się w „Gryfii”, gdzie dodatkowo radiowęzeł retransmituje spotkanie Gierka z robotnikami. Czyżby komunistyczny system radykalnie się liberalizował, przynajmniej na poziomie samorządów zakładowych? SB donosi do Warszawy o plotkach, jakie krążą po mieście. Mówi się o „rzekomej ucieczce za granicę Cyrankiewicza i Spychalskiego” i o obsadzeniu granic PRL przez wojska Układu Warszawskiego (sic!). Dzień później pojawiają się pogłoski o tym, że w Warszawie dokonano zamachu na pierwszego sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka i szefa MON Wojciecha Jaruzelskiego (poseł na sejm z ziemi szczecińskiej), że strzelano na obradach Biura Politycznego. 30 stycznia wybrano nowe plenum Komitetu Zakładowego PZPR w „Warskim”. I sekretarzem zostaje kierujący grudniowym strajkiem 36-letni członek partii Mieczysław Dopierała. Do 23-osobowego gremium wchodzi 6 działaczy strajkowych.

Tego dnia w „Warskim”, według SB, miało dojść do owacyjnego wyrażenia przez robotników zadowolenia po podaniu informacji że Gierek spotka się z dyrektorem stoczni Cenkierem. 5 lutego pojawiają się w „Warskim” dwie komisje ministerialne, celem „zbadania istotnych problemów związanych  z niedowładem organizacyjnym stoczni”. Trwa dynamiczne odrabianie przez załogi zakładów strat, wynikających ze strajków. Według informatorów SB, „na mieście” szeroko komentowane są roszady personalne w szczecińskim aparacie administracyjno-partyjnym dotykające „ludzi starego typu” lub „starej gwardii”, jak wówczas mówiono. 6 lutego zakończono wybory stoczniowego Związku Młodzieży Socjalistycznej, w którym funkcję utrzymał Roman Lidzbarski.

Oczy władz lokalnych i organów represji skierowane są na Edmunda Bałukę, przywódcę strajkowego i szefa Komisji Robotniczej. Właśnie 6 lutego, według SB, miał on publicznie powiedzieć: „Komisja występuje w imieniu większości i w interesie większości nie będzie się cofała przed żadnymi środkami dla zrealizowania swoich zadań”. Dyrekcje największych zakładów uczestniczących w strajkach  prowadzą politykę rozbijania solidarności robotniczej, która powstała w ogniu strajków, np. poprzez „dyslokację pracowników” (chodzi o przerzucanie dużych grup robotników z jednego zakładu do drugiego), uznaniowo przyznawane premie i nagrody. Adam Ulfik, wiceprzewodniczący strajku styczniowego, odpowiadający za jego bezpieczeństwo oraz wiceprzewodniczący Komisji Robotniczej publicznie mówi, że wyśle do RWE poezje i piosenki strajkowe. Wkrótce zostanie  zwolniony z pracy, zaszczuty przez SB,  umrze na serce  w nie do końca jasnych okolicznościach 5 lat później, dokładnie 3 lutego 1976 roku. Czym była bezprecedensowa w „obozie sowieckim” Komisja Robotnicza, dużo mówi następujący meldunek  z 8 lutego.

Czytamy w nim:  „Niekwestionowana przez nikogo KR stara się ugruntować swój stan posiadania i zalegalizować  swoją działalność. W obecnej formie organ ten uważa się za „nadrzędny”  w stosunku do organizacji partyjnych, związkowych  i rady robotniczej”. Komisja Robotnicza formalnie przestaje działać 14 lutego 1971 roku. Dwa dni później następuje „przerwa w pracy” na stacji Szczecin Port Centralny.

Czyżby powoli rozpoczynała  się stabilizacja, budowa gierkowskiej „drugiej Polski”? Chyba nie do końca. W Szczecinie powstanie wkrótce specjalna grupa, „składająca się z doświadczonych pracowników  wydziału III SB, śledczego i innych jednostek MO/SB”. Jej   celem będzie „ujawnianie wrogich i niebezpiecznych dla  porządku publicznego i prawa elementów w Warskim, gromadzenie materiałów obciążających lub kompromitujących tego rodzaju osoby, ich profilaktyka i izolacja od załogi”.

11 sierpnia 1971 roku znaleziono martwego 22-latka Bogdana Gołaszewskiego, człowieka, który bezpośrednio wywołał Styczniowy Strajk, który wszedł do jego Komitetu Strajkowego, następnie działał w Komisji Robotniczej.

Korzystałem m.in. z meldunków dziennych wydziału III szczecińskiej SB.

.
Tomasz Węgielnik  • sedinum.stetinum.pl

P.S. Na początku lutego w Szczecinie pojawiło się 16 korespondentów zagranicznych, w tym tylko dwóch akredytowanych, m.in. 1 lutego bezskutecznie próbował wejść do „Warskiego” japoński dziennikarz, to oznacza, że nawet w dalekim Tokio obserwowano to, co dzieje się w Szczecinie.

Możliwość komentowania Po wielkich strajkach 1970/1971 została wyłączona