IPN PO odpolitycznieniu

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 20 marca 2010

Czy normalne jest aby dyrektora szpitala psychiatrycznego, mogli nadzorować ludzie niepoczytalni?, albo aby szefa więzienia kontrolowali kryminaliści? Do nie dawna wydawać by się mogło, że byłby to nonsens. Do niedawna!!!
Od 18 marca taka perspektywa staje się jak najbardziej realna, a pierwszy casus można odnaleźć w znowelizowanej ustawie o IPN.

Głosami PO, SLD i PSL, zdecydowano, że kandydat na szefa IPN, będzie wybierany przez sejm zwykłą większością głosów, a kontrolowany przez Radę IPN, spośród złożoną z grona naukowców, którzy nie podlegają lustracji, mało tego reprezentujących uczelnie wyższe – które były głównym punktem oporu przeciwko lustracji. Czy takie środowisko będzie chciało dociekać prawdy, bez względu na panujący układ polityczny, czy może będzie popierać historyków takich jak profesor Friszke, który w imię jedynego słusznego nurtu, jak zacznie badać przeszłość,
to w taki sposób, aby zdyskredytować największych lustratorów, ale niekoniecznie w zgodzie z faktami.

Kandydat na szefa czy do Rady IPN, rekomendowany przez przedstawicieli świata nauki, może laikowi wydawać się niezależnym ekspertem, odpornym na naciski polityków, i kto wie czy o takie wrażenie nie chodziło twórcą ustawy. Kiedy przyjrzymy się jednak uważnie kadrom naszych uczelni, przekonamy się, że nie koniecznie ma to wiele wspólnego z profesjonalnym podejściem do nauki jaką jest historia.

Przypomnijmy sobie larum jakie podniosły kadry wyższych uczelni na wieść o tym, że mają składać oświadczenia lustracyjne. Nie bez znaczenia był wówczas fakt, że spora część najgłośniejszych przeciwników lustracji, często broniła zwyczajnie swoich czterech liter, które z uwagi na figurowanie w archiwach IPN jako TW, były zagrożone. Przypomnijmy też sobie sytuację w jakiej znalazł się dr Marek Migalski ( obecnie eurodeputowany PiS, jedynej partii przeciwnej zmianą w IPN ) po tym jak w sprawie lustracji wykazał się odmiennym zdaniem od swoich przełożonych.

Dopóki polskie kadry naukowe nie uderzą się w pierś i nie rozliczą, z przeszłością i karierami budowanymi na współpracy z bezpieką, nie są one w stanie wskazać na kandydata, który będzie w stanie poprowadzić rzetelnie instytucję jaką jest IPN. Bo czy może zajmować się pamięcią ktoś, kto swoją posadę zawdzięcza ludziom, w których interesie jest amnezja?

Co zresztą przyjdzie robić, szefowi IPN, wyłonionemu przez zwykłą większość sejmową, czy będzie mógł badać swobodnie przeszłość, czy większość czasu swoich pracowników straci na badania i rozmowy kuluarowe, czy czasem człowiek będący przedmiotem badań historyków IPN, nie jest znajomym, czy co gorsza autorytetem moralnym dla jakiegoś ważnego polityka partii rządzącej. Wystarczy jeden kaprys premiera, czy szefa partii budującej koalicje by niewygodnego szefa IPN usunąć, nie będzie tez już mowy o szukaniu kompromisu pomiędzy największymi środowiskami politycznymi jak było w przypadku Janusza Kurtyki wybranego głosami PiS i PO.

Teraz karty w badaniach historii najnowszej będzie rozdawać ( przynajmniej do najbliższych wyborów parlamentarnych ) środowisko obrońców czci Lecha „Bolka” Wałęsy, przy wsparciu sporej grupy naukowców, którzy jak diabeł święconej wody boją się badania przeszłości, szczególnie własnej. Jak tak ma wyglądać odpolitycznienie, to ja już wolę ten obrzydły PiSowski IPN, który straszył nas publikacjami ujawniającymi niewygodną prawdę o naszej przeszłości i naszych „dobrodziejach” okrągłostołowych.

.
Łukasz Bardziński • lukaszbardzinski.blog.onet.pl

Reklama

Możliwość komentowania IPN PO odpolitycznieniu została wyłączona

%d blogerów lubi to: