Jaki kandydat, taki penis

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 4 czerwca 2010

Polska zobaczyła prawdziwą twarz Platformy Obywatelskiej po wyborach w 2005 roku, kiedy ta partia nie uzyskała spodziewanej względnej większości. Polacy w przeważającej większości oczekiwali na naprawę państwa przez formację nazywaną nieformalnie POPiS-em. W odpowiedzi Platforma pokazała nam „gest Kozakiewicza” i rozpoczęła wojnę polityczną z rządem na niespotykaną wcześniej skalę. Mniej więcej od 2007 roku nienawistna twarz Platformy przyjęła postać odrażającej wulgarnej twarzy posła PO z Lublina, Janusza Palikota, z jego atrybutami – sztucznym penisem i świńskim ryjem.

Platforma Obywatelska stosowała swoją politykę nienawiści i totalnej wojny skutecznie. Ci, którzy wierzyli w moc tej formacji do przekształcenia Polski w biznesowy raj, uwierzyli też, że Palikot to nieznaczący dodatek, na którego należy przymknąć oko dla dobra sprawy. Ci zaś, których polityczne zainteresowania zostały tak urobione, by wystarczała im prymitywna nienawiść, otrzymywali taki przekaz – przekaz kreowany przez Palikota przy udziale usłużnych mediów. To nie mogło trwać wiecznie. W kolejnych latach społeczeństwo coraz bardziej otwierało oczy na to, że z tuskowej ferajny nie są wcale tacy eksperci od rządzenia, a przekaz oparty na nienawiści wypalał się i stawał własną karykaturą.

Platforma Obywatelska ogłosiła nawet śmierć Palikota. Minął jednak krótki czas i Palikot zaczął udzielać się w kampanii wyborczej na rzecz kandydata PO i znowu zaczął jątrzyć w polskiej polityce. Media śledzą każde posunięcie Jarosława Kaczyńskiego w poszukiwaniu choćby cienia radykalizmu, by znaleźć pretekst do skutecznego uderzenia. Te same media rozgrzeszają Platformę Obywatelską z powrotu Palikota. Socjolog Agnieszka Rothert mówi wprost, że jeśli Komorowski ma wygrać wybory, to musi przyciągnąć wyborców radykalnych a do tego jest mu potrzebny Palikot. Media wyraźnie stanęły po stronie jednego kandydata.

Próby reaktywacji Palikota spowodowały narastanie frustracji wyborców. Wczoraj kandydat Bronisław Komorowski odwiedził wyborców w Londynie. Na wieczornym spotkaniu jeden z uczestników, nota bene były sympatyk i działacz PO, wrzucił Komorowskiemu na stół sztucznego penisa i zapytał dobitnie: „Niech pan marszałek się wypowie, czy odrzuca Palikota, czy nie odrzuca? Odrzuca czy nie?!” Komorowski jak ostatni buc sięgnął po idiotycznie podrygującego penisa i uniósł go z głupkowatą miną, po czym położył go przed siedzącą obok niego Leną Kolarską-Bobińską z PO. Nawet pomijając już poglądy polityczne, gdybyśmy mieli w Polsce takiego prezydenta, to byłoby po prostu straszne. Komorowski nie odpowiedział na pytanie o Palikota, ale palnął: „W Polsce debata polityczna troszkę się uspokoiła, ale rozumiem, że nie wszystkie te nowinki dotarły tutej.” W ten sposób pozwolił sobie potraktować emigrantów jak jakiś zaścianek o ograniczonej orientacji w rzeczywistości. Łatwo zgadnąć, jak to odebrali emigranci, którym przecież wcześniej wmówiono, że są awangardą wykształciuchów.

Film z tym zdarzeniem szybko znalazł się na YouTube. Media niby łase na sensacje w tym przypadku przyjęły taktykę ograniczania strat. Starały się zdarzenie zbagatelizować i przedstawić jako marginalny wybryk i dzieło oszalałych wyborców PiS. W mainstreamowych portalach opisywano zdarzenie mniej więcej tak: „Na stół, przy którym siedział marszałek, podrzucono sztucznego penisa, a jeden z uczestników spotkania skandował «Palikot».” Przypuszczalnie podobnie będzie to wyglądało w jutrzejszej prasie. W dzisiejszym wydaniu wiadomości TVN przedstawiono zdarzenie z – ciekawe zagranie – wyprzedzającym komentarzem: „Część elektoratu PiS-u ma problemy z zapanowaniem nad emocjami.” Osoba odbierająca wiadomości pobieżnie miała przyswoić przekaz: „PiS znowu atakuje Komorowskiego”. Oczywiście, nie dopowiedziano, że sugestia, iż radykalni przeciwnicy Komorowskiego w Londynie to akurat elektorat PiS-u, jest tu jedynie nieuprawnionym domysłem. Wiadomość tak zmontowano, że tylko dociekliwy widz mógł skojarzyć, że komentarz oskarżający PiS pochodził od rzecznik sztabu wyborczego Komorowskiego, Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Odpowiedni podpis pojawił się nietypowo dopiero na końcu. Sprytnie, ale czego nie robi się dla przyjaciół. Zamysł był prosty. Skoro w czasach internetu i portali społecznościowych informacji nie da się przemilczeć, trzeba zminimalizować straty i tak właśnie przedstawiono to zdarzenie.

Warto poświęcić chwilę na obejrzenie tego klipu na YouTube bez cięć i propagandowej otoczki w mediach mainstreamowych. Jeśli do tego dodamy ogólnie chłodne przyjęcie Komorowskiego przez Polonię na wyspach, liczne grupy demonstrantów z hasłami krytykującymi Platformę, to przekonamy się, jak dramatycznie media starają się oddzielić swoich odbiorców od rzeczywistości. Sytuacja tego kandydata może być znacznie gorsza niż się to oficjalnie przedstawia. Ale bardzo zasłużył sobie na tego penisa i wszelkie drwiny. Ten podrygujący penis w ręku marszałka Komorowskiego pozostanie w świadomości społecznej jako symbol. W ten sposób nienawiść zasiana z taką pasją przez Platformę Obywatelską wraca do niej i przyczynia się do jej upadku.

Panie marszałku, jaki kandydat, taki penis: mały, miękki i różowy.
.
kamaryla.blogspot.com

Jak informuje Rzepa www.rp.pl/artykul/2,489149…, osobą, która podrzuciła Komorowskiemu w Londynie sztucznego penisa był Sławomir Wróbel, wspierający sztab PO w Londynie w 2007 roku

A miało być tak pięknie…

wyślij znajomemu

Możliwość komentowania Jaki kandydat, taki penis została wyłączona