Były bojówkarz PO ma dość

Posted in ■ aktualności, ■ wywiady by Maciejewski Kazimierz on 8 czerwca 2010

Boję się, że Komorowski jako prezydent wniesie do Europy styl Palikota – mówi „Rz” Sławomir Wróbel z Londynu.

Sławomir Wróbel, który podczas spotkania kandydata PO na prezydenta Bronisława Komorowskiego z londyńską Polonią wręczył mu gumowego penisa i skandował: „Palikot, Palikot!”, to były sympatyk Platformy. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, miał m.in. wpływ na przebieg wizyty Donalda Tuska w Londynie w 2007 roku.

Rz: Dlaczego dał pan marszałkowi Komorowskiemu akurat sztucznego penisa? Przecież Janusz Palikot używał też innych gadżetów: świńskiego łba, pistoletów i koszulek z nadrukami.

Sławomir Wróbel: Ten przedmiot jest najwyraźniejszym symbolem polityki Palikota – pozbawionej jakichkolwiek hamulców, żerującej na najniższych ludzkich instynktach. I ten człowiek, któremu normalnie nie powinno się podawać ręki, nie tylko tworzy najbliższe zaplecze polityczne kandydata na prezydenta, ale jest również jego drogim przyjacielem, któremu się wybacza wszystkie grzechy. Powstaje pytanie: a może to zaplanowana gra? Może Palikot służy tylko do odwracania uwagi od istotnych problemów? Może Palikot i Komorowski to tandem? Obawiam się, że gdyby Komorowski został prezydentem, to przeniósłby na salony europejskie nie tylko swoje gafy, ale i sposób uprawiania polityki przez Janusza Palikota.

Pana protest był tylko wyrazem tej obawy?

Nie. To oczywiście również mocna reakcja na to, że Platforma okłamała wyborców. Że jej rządy są rządami Mirów, Grzechów, Zbychów i innych Rychów ubijających interesy nawet na cmentarzach. Nie powstaje tyle autostrad. Platforma nie dba o emigrantów, bo nie ma m.in. obiecanych ułatwień w urzędach dla tych, którzy po powrocie do Polski chcą założyć firmę.

A lustrem jej rządów jest kandydat na prezydenta: nieporadny marszałek Komorowski. Kompletnie nijaki, bez krztyny wyczucia i samodzielności politycznej. Wasal polityczny do wykonywania czyichś poleceń. Polska w moim odczuciu zasługuje na lepszego prezydenta.

Nie ukrywam, że ostateczną decyzję o wręczeniu marszałkowi owego gadżetu podjąłem, widząc, że na spotkanie w Londynie wielu osobom zabroniono wstępu. Innych oszukano i zaprowadzono do sali z telebimem, choć wcześniej nikt o tym nie uprzedzał. Próbowano na siłę stworzyć akademię na cześć marszałka.

Po tym incydencie w wielu komentarzach określono pana, a także innych protestujących, jako bojówkarzy PiS.

Trzymasz transparent z napisem: „2007 obiecanki 2010 cacanki”, znaczy bojówkarz PiS jesteś! Co do mnie, bliższe prawdy byłoby określenie bojówkarz Platformy. Bo przecież z politykami tej partii kontaktowałem się w ostatnich latach najczęściej. Współpracowałem z Platformą w 2007 r., gdy do Londynu przyjechał Donald Tusk. Zależało mi, by postawić kropkę nad „i” w sprawie zniesienia podwójnego opodatkowania, o co walczyłem jeszcze w imieniu Polonii z rządem Kazimierza Marcinkiewicza. W kampanii 2007 r. chodziło o ustawę abolicyjną, która całkowicie zamknęłaby problem wynikający z podwójnego opodatkowania.

Na czym dokładnie polegała wtedy pana współpraca z Platformą?

Ze zwykłej lojalności nie chcę ujawniać szczegółów. Powiem tylko, że współpraca miała charakter zarówno logistyczny, jak i koncepcyjny. Miałem spory wpływ na to, jak wyglądał program owej wizyty.

Politycy PO twierdzą, że Platforma nigdy oficjalnie nie współpracowała ze Sławomirem Wróblem.

Platforma więc kłamie. Proszę zapytać o to Krzysztofa Liska (europoseł PO – red.), z którym bezpośrednio współpracowałem przy wizycie Donalda Tuska w Londynie. W każdej chwili mogę odświeżyć mu pamięć. Dowodów potwierdzających, że mówię prawdę, mam wiele.

W którym momencie rozczarował się pan do PO?

Już w 2007 roku, na oficjalnym spotkaniu z Donaldem Tuskiem, wręczyłem mu treść „Deklaracji londyńskiej”, którą premier miał podpisać i której realizacja pomogłaby wielu emigrantom wrócić do kraju. Chodziło w niej nie tylko o abolicję podatkową, ale również o zmniejszenie biurokracji w urzędach, sprawniejsze sądownictwo itp. Niestety, Tusk bał się złożenia podpisu. A potem było już tylko gorzej. Nawet w sprawie wspomnianej ustawy abolicyjnej to SLD chciał jej szybkiego wprowadzenia, a PO się ociągała i mówiła, że potrzeba wielu zmian ustawowych, które ten problem rozwiążą. „Profesjonaliści” z ław sejmowych Platformy długo nie umieli jej napisać.

Twierdzi pan, że w Platformie ma wielu znajomych. Jak zareagowali na podarowanie marszałkowi gumowego penisa?

Paru znajomych z PO po cichu gratulowało. Wbrew pozorom też sobie zdają sprawę, że marszałek Komorowski to kiepski kandydat na prezydenta. Przypomnę, że w prawyborach PO wzięła udział niespełna połowa jej członków. Jednak teraz przyznawanie się do znajomości ze Sławkiem Wróblem w PO nie będzie raczej popularne.

Sławomir Wróbel ma 32 lata. Studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Był wtedy szefem NZS UJ. Na studiach organizował koncerty, festiwale poetyckie i teatralne. W Londynie mieszka od ponad sześciu lat. Po śmierci Jana Pawła II był jednym z inicjatorów marszu papieskiego, który skupił w jednym miejscu najwięcej Polaków w historii Londynu. W ramach założonej przez siebie pierwszej organizacji młodych emigrantów Poland Street walczył o zniesienie podwójnego opodatkowania. W kwietniu współorganizował przeprowadzenie transmisji pogrzebu pary prezydenckiej na Trafalgar Square.

.
Katarzyna Kopacz • Rzeczpospolita
wyślij znajomemu

Reklama

Możliwość komentowania Były bojówkarz PO ma dość została wyłączona

%d blogerów lubi to: