Stał po stronie ZOMO

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 30 czerwca 2010

Jakiś czas temu pod koniec zakrapianej imprezy na ranczo u znajomych poznałem byłego dziennikarza publikującego w gadzinówce wydawanej w stanie wojennym, człowieka o całkiem miłej powierzchowności, takiego,
z którym konie kraść. Mieliśmy trochę wypite, dużo czasu, a Marek, nazwijmy go tak sobie, jeszcze potrzebę wynicowania się przed kimś. Rozmowa, a właściwie monolog był długi, usłyszałem historię życia człowieka „z drugiej strony”.

Młodszym napomknę tylko, że stan wojenny nie pozostawiał miejsca dla wahających się. Ten akurat nie widział niczego złego w wysługiwaniu się juncie. Ulokował się w temacie „walka z niekompetencją w gminach” i ostrym
jak brzytwa Oleksego piórem chlastał wiejskich kacyków wystawianych do odstrzału by pokazać jak junta pięknie potrafi rozwiązywać problemy. Co ciekawe, Marek do tej pory przekonany jest, że tropiąc drobnych kacyków narażał się władzy (sic!).

Co było później? W wyborach po okrągłym stole nie uczestniczył aż do 1993 roku, w którym to zagłosował na SLD. Dzisiaj jest zaangażowanym emocjonalnie wyborcą PO i Komorowskiego. Jakie są to emocje? „Ja mam w d. Polskę jej język, kulturę, historię. Przyłączmy się do Europy pozbądźmy się tego archaicznego balastu narodowego raz na zawsze.” Chciał zrobić na mnie wrażenie swoim „nonkonformizmem” ? Może. Radykalność poglądów i emocje odsłaniane poza werbalnie wskazywały jednak na brak uzgodnienia wewnętrznego, na poważną trudność
z tą swoją przeszłością umoczonego i rozpaczliwe poszukiwanie jakiejś racjonalizacji.

Wczoraj podczas wiecu Jarosława Kaczyńskiego we Wrocławiu wywiązała się rozmowa z, jak wyszło w trakcie, absolwentem Politechniki, wiek ok 60 lat. Zastanawialiśmy razem skąd bierze się brak zainteresowania,
a w najlepszym wypadku odporność części naszej inteligencji na jednoznaczną wymowę wielu zdarzeń
w sferze publicznej.

Kulminację tego zjawiska mogliśmy obserwować po tragedii smoleńskiej. Nawet zadawanie pytań o fakty przeczące oficjalnej narracji irytowało ich. Wcześniej nie interesowały zbytnio liczne afery PO, z których każda wystarczyłaby do wysadzenia rządu w krajach Zachodu. Mimo kampanii wyborczej całkowicie obojętne jest im skąd marszałek Komorowski wziął duże, jak na początek lat 90-tych, pieniądze na zakup akcji pewnej spółki i kilkadziesiąt innych pytań dotyczących publicznej aktywności Marszałka.

Ja skłonny byłem przypisać to zadziwiające zachowanie ścianie medialnej z jednej strony i konformizmowi – potrzebie uzgodnienia każdego człowieka z otoczeniem, z drugiej. To nie są idioci – ripostował mój rozmówca. Artyści, pracownicy naukowi, akademicy, pisarze, publicyści za swoje awanse musieli płacić kolaboracją, twierdził.

No cóż, jestem przekonany, że było różnie, ale nie potrafię tego zweryfikować. Lustracja pracowników akademickich została ośmieszona i storpedowana. W innych środowiskach było podobnie.
.
dodam • salon24.pl
wyślij znajomemu

Możliwość komentowania Stał po stronie ZOMO została wyłączona

%d blogerów lubi to: