Zanim polała się krew

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 12 grudnia 2010

Klasa robotnicza nie zrobiła tego kroku lekkomyślnie. Najwidoczniej przebrała się miara. A miary nie można nigdy przebierać bezkarnie, zarzeka się Władysław Gomułka po poznańskim Czerwcu podczas VIII Plenum KC PZPR w 1956 roku.

Mija czternaście lat. Dobiega końca rok hołdów dziękczynnych upamiętniających 100. rocznicę urodzin Lenina. Gomułka, niezadowolony ze stanu gospodarki, jak ryba wody potrzebuje wzmocnienia prestiżu. Zmienia ton w kwestii niemieckiej. Finał 7 grudnia 1970 r. w Warszawie. Kanclerz Willy Brandt i premier Józef Cyrankiewicz podpisują układ między RFN i PRL o podstawach normalizacji wzajemnych stosunków. Nie zastępuje on traktatu pokojowego, lecz daje mocną podstawę międzynarodowego uznania zachodniej granicy Polski.

Gomułka oczekuje wdzięczności rodaków. Nic podobnego nie ma miejsca. Robotnicy psioczą na zebraniach partyjnych i związkowych. Chłopi sarkają na wysokie koszty produkcji i wadliwy system cen skupu. Razi arogancja partyjnych nieuków, doskwiera ideologiczny gorset komunizmu. Polacy nie widzą perspektywy egzystencji na przyzwoitym poziomie pod rządami ascetycznego Gomułki.

Państwo stoi u progu katastrofy ekonomicznej. Kierujący gospodarką nie potrafią jej zreformować, by doprowadzić do równowagi rynkowej. 19 maja 1970 r. Bolesław Jaszczuk, sekretarz ekonomiczny partii, zapowiada, że w „danej chwili historycznej, na obecnym etapie rozwoju socjalizmu”, najlepszym rozwiązaniem jest propozycja tzw. bodźców ekonomicznych, zwanych też bodźcami materialnymi.

Jest to całkiem nieudana próba odgórnego ustalenia związku płac przeciętnych z uzyskaniem poprawy wyników ekonomicznych. Istota nowego systemu sprowadza się do określenia punktu wyjściowego, opartego „na wynikach przedsiębiorstwa w ostatnim okresie przed wprowadzającą go reformą”, czyli 1 stycznia 1971 roku. Towarzysze-dobrodzieje tak wszystko umyślili, że w niektórych grupach zawodowych, zwłaszcza gdzie jednocześnie zmieniano normy techniczne, system bodźców doprowadza do spadku nawet zarobków nominalnych i rodzi poczucie niesprawiedliwości.

Nie pomaga zachwalająca nowy system propaganda. Narasta niezadowolenie. Partia bagatelizuje sygnały o braku akceptacji społecznej dla systemu bodźców. Gomułka i komilitoni są przekonani, że mogą sobie pozwolić na dalszą obniżkę stopy życiowej ludności, poprzez doprowadzenie do równowagi popytu z podażą drogą podwyżki cen.

Podwyżka przed świętami
11 grudnia 1970 r., godz. 10.00. Zbiera się Biuro Polityczne KC PZPR i zatwierdza bez sprzeciwu projekt uchwały rządu o zmianie cen detalicznych. Spośród 19 osób wątpliwości ma jedynie Stefan Jędrychowski, minister spraw zagranicznych. Wskazuje na brak dokładnego rozeznania skutków społecznych podwyżki cen. Mianowicie, o ile wzrosną koszty utrzymania dla różnych grup zarobkowych i na ile wyrówna ten wzrost rekompensata w postaci obniżki cen niektórych wyrobów przemysłowych.

Obawy Jędrychowskiego na temat możliwego braku akceptacji proponowanej operacji cenowej Gomułka zbywa pryncypialnie: jaka będzie postawa partii, taka będzie reakcja klasy robotniczej i społeczeństwa. Według Stanisława Trepczyńskiego, kierownika Kancelarii KC, wymiana zdań miała charakter „burzliwy”, a zdenerwowany Gomułka zarzucił Jędrychowskiemu, że nie będzie mu dawał lekcji ekonomii Karola Marksa.

Dokonano korekty komunikatu PAP. W oficjalnym protokole z posiedzenia Biura Politycznego nie ma mowy o żadnej podwyżce, lecz jedynie o zmianie cen. Zatwierdzono okolicznościowe przesłanie do członków partii, tłumaczące zawile i pokrętnie rzekomą niezbędność wprowadzanej operacji cenowej. Autorzy elaboratu spodziewają się braku entuzjazmu wobec podwyżek cen żywności, więc nakłaniają do przyjęcia ich „ze zrozumieniem”. W tym historycznym momencie „najważniejszym zadaniem stojącym przed członkami partii (…) jest wyjaśnianie wszystkim ludziom pracy przyczyn i słusznych celów, jakimi powodowała się partia i rząd, podejmując te doniosłe decyzje”. Politbiuro zarządza odczytanie listu na 12 i 13 grudnia.

Podwyżkę cen żywności przed świętami Bożego Narodzenia 1970 r. poprzedzają też zabiegi natury militarnej. Poniekąd mają charakter rutynowy. Chodzi o gotowość aparatu represji do uśmierzenia wybuchów niezadowolenia ludności.

Akcja Jesień ’70
8 grudnia. Minister obrony, gen. Wojciech Jaruzelski, podpisuje rozkaz w sprawie „rozszerzenia i ujednolicenia” zasad współdziałania wojska i resortu spraw wewnętrznych „w zakresie zwalczania wrogiej działalności, ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego oraz przygotowań obronnych”. Rozkaz ma ogólne umocowanie w ustaleniach dotyczących współpracy obu resortów z 26 maja 1970 roku. MON ma udzielić pomocy MSW, „wydzielając odpowiednie siły i środki, zwłaszcza Wojsk Obrony Wewnętrznej, do wykonywania zadań we współdziałaniu z siłami i środkami resortu spraw wewnętrznych”. Mechanizm pomocy międzyresortowej uruchamia każdorazowo decyzja kierownictwa partyjno-rządowego. Minister obrony ustala m.in. warunki użycia broni.

Zaplanowano koordynację „współdziałania wydzielonych sił wojskowych z siłami resortu spraw wewnętrznych”. Przewidywano powołanie specjalnych zespołów kierowniczych na szczeblu ministerstw, okręgów wojskowych, województw i garnizonów. W konsekwencji 9 grudnia minister spraw wewnętrznych Kazimierz Świtała podpisuje „Zarządzenie 00110/70 w celu zapewnienia porządku i bezpieczeństwa publicznego w kraju oraz koordynacji działań jednostek organizacyjnych resortu spraw wewnętrznych”.
W MSW natychmiast powołano specjalny sztab operacyjny pod kierownictwem gen. bryg. Tadeusza Pietrzaka, komendanta głównego MO i wiceministra spraw wewnętrznych. To człowiek nieprzypadkowy. Wyedukowany w Informacji Wojskowej. W 1956 r. na stanowisku miejskiego komendanta milicji zachwyca przełożonych zdolnościami przy pacyfikacji Powstania Poznańskiego.

Jego zastępca, gen. Ryszard Matejewski, podsekretarz stanu w MSW, kompetencje sztabu określa skromnie – koordynowanie działań milicji i obsługa informacyjna. Przeczy temu wysoka ranga delegowanych do tego ciała funkcjonariuszy. To pięciu pułkowników na stanowiskach dyrektorów w MSW i Komendzie Głównej MO: Henryk Piętek (Departament III), Stanisław Kończewicz (Gabinet Ministra), Michał Syczewski (Biuro Prewencji i Ruchu Drogowego KG MO), Janusz Neldner (Biuro do Walki z Przestępstwami Gospodarczymi) i Stanisław Hermeliński (Zarząd Łączności MSW).

Sztab MSW nadaje wszystkim dokumentom kryptonim Jesień Ő70. W każdym województwie, z wyjątkiem Warszawy, powołano pełnomocników sztabu. 10 grudnia 1970 r. o godz. 15.00 uruchomiono Centralne Stanowisko Kierowania. Do tłumienia spodziewanych niepokojów na ulicach przewidywano użycie słuchaczy szkół milicyjnych, więc zalecono ich pełne wyposażenie w transport. Kierownikowi grupy interwencyjnej MSW zlecono uaktualnienie planów alarmowych. We wszystkich jednostkach organizacyjnych resortu wprowadzono aż do odwołania dyżury funkcjonariuszy MO i SB. W dni powszednie od zakończenia pracy do godz. 22.00 oraz w pozostałe dni od godz. 8.00 do 22.00 dyżuruje połowa stanu osobowego jednostki. Ponadto pomiędzy godz. 22.00 a 6.00 zarządzono dyżury w gabinetach wszystkich kierowników jednostek.

Zatwierdzono opracowany w Gabinecie Ministra „Plan przedsięwzięć związanych z akcją Jesień Ő70”. Zwiększono nadzór nad służbą funkcjonariuszy i realizacją zintensyfikowanych zadań operacyjnych, jak „profilaktyczne” zatrzymania osób według sporządzonych wcześniej list. Stan pełnej gotowości sił i środków wprowadzono w centralnych ośrodkach szkolenia milicji. Komendantowi szkoły milicyjnej w Słupsku polecono wstrzymać zwolnienie 107 funkcjonariuszy kończących kurs 11 grudnia.

W odprawach uczestniczą naprzemiennie wiceministrowie spraw wewnętrznych: Ryszard Matejewski, Henryk Słabczyk i Bogusław Stachura, oraz dyrektorzy departamentów MSW: Mikołaj Krupski (Dep. II) i Stanisław Morawski (Dep. IV). 11 grudnia „meldowano” o realizacji planu akcji Jesień Ő70, „omawiano” bieżącą sytuację w kraju, „sygnalizowano” piętrzące się problemy, „rozwiązywano pojawiające się trudności”.

Pułkownik Henryk Piętek proponuje „definitywne rozstrzygnięcie” sprawy tajnych grup interwencyjnych MSW. Wprawdzie do dyspozycji jest 600 osób, ale bardzo mało, bo tylko 10, radiotelefonów. Podjęto decyzję o utrzymaniu grup w pełnej gotowości do ewentualnego wykorzystania na mieście w celach obserwacyjno-informacyjnych. Praktycznie wydzielone grupy mają zadania destrukcyjne i stricte prowokacyjne.
Pułkownik Stanisław Morawski kierujący tzw. departamentem kościelnym melduje, że „organa pionu IV działają zgodnie z planem przedsięwzięć. Zamierza się wybrać reprezentatywnie na terenie kraju kilka kościołów (…) i posłuchać, co będzie mówione w dniu 13 XII 70 r. (…) 12 XII rozpoczyna się w Łodzi dość duża impreza kościelna, z udziałem ok. 3/4 biskupów, do której hierarchia dobrze się przygotowała. Organa będą śledziły jej przebieg”.
Sztab MSW zaleca uczulenie komendantów wojewódzkich MO, aby „ewentualne jakiekolwiek działania w odniesieniu do kobiet stojących w kolejkach lub pod sklepami podejmowane były z wielką rozwagą”. Pietrzak przewiduje, iż „w dniu 12 XII 1970 r. można się będzie spotkać ze wzmożoną frekwencją w sklepach”. I nie myli się.

Nie ma mąki
Komendant stołeczny MO, płk Antoni Frydel, 12 grudnia informuje o zaobserwowaniu stanu „lekkiego podniecenia” w mieście. Do warszawskich sklepów dostarczano akurat cukier i sól, ale niestety – brakowało mąki.
„Odcinkiem mąki” zajmuje się partia. Sekretarz Warszawy Józef Kępa poleca zatem dostarczać mąkę „w rozsądnych granicach”. Z dokumentów źródłowych trudno wywnioskować, co znaczy eufemizm „rozsądne granice”. Intencji Kępy można jedynie się domyślać. Być może w związku z planowaną nazajutrz podwyżką cen chciał przestrzec dysponentów i magazynierów przed nadmiernymi dostawami jeszcze taniej mąki.

Odnotowano zwiększoną absencję w pracy kobiet, ze strony których spodziewane jest „duże zagrożenie” nie tylko dla „odcinka mąki”. Także w sklepach mięsnych zaobserwowano bowiem większe kolejki niż zwykle w sobotę. Zarówno z informacji KD PZPR, jak i ustaleń operacyjnych SB wynika, że w kolejkach „słychać narzekania” kobiet.
Ludność jakaś taka malkontencka, chociaż partia czyni starania o rzucenie do sklepów czegokolwiek. Departament III MSW sygnalizuje: „w społeczeństwie jest duża tajemnica na temat regulacji cen”. Dobrą, a w każdym razie pocieszającą dla władz wiadomość przekazuje dyrektor Departamentu I MSW płk Mirosław Milewski. Wolna Europa dotychczas nie podała żadnego komunikatu o regulacji cen.

Radość mąci generał Pietrzak. Niestety, w sklepach większych miast tłoczno nadzwyczaj. „Ludzie coś czują, tylko nie wiedzą, co to będzie”. Dezorientujące meldunki z banków. Warszawiacy podejmują wkłady z książeczek, a gdańszczanie odwrotnie – lokują pieniądze na książeczkach. Co za Naród!

ZOMO w gotowości
W sobotni ranek, 12 grudnia, Rada Ministrów podejmuje uchwałę „o wprowadzeniu zmian cen”. Przed południem wicepremier Jaroszewicz zapoznaje Prezydium i Komitet Wykonawczy CRZZ z treścią uchwały rządu. Partyjni kierownicy fasady związkowej, zwyczajowo, czyli bez pytania swoich członków o zdanie, bezzwłocznie i jednomyślnie akceptują nową politykę cenową – jak eufemistycznie nazwano podwyżkę.
Sekretarze KW PZPR w Gdańsku uczestniczą od wczesnego rana w terenowych konferencjach sprawozdawczo-wyborczych w Kartuzach, Lęborku i Tczewie. Delegaci nie kryją zaskoczenia podwyżką cen.

Reagują nieprzychylnie, w nastroju przygnębienia i nie rokują dobrego przyjęcia listu Biura Politycznego, którego treść ma być zaprezentowana dołom partyjnym w całym kraju na specjalnych zebraniach po godz. 16.00.
Gdański KW wczesnym popołudniem przekazuje dalekopisem do KC zasadniczo negatywną ocenę nastrojów wśród aktywu terenowego i zgłaszane pytania. Czy Biuro Polityczne wie, że ludność wydaje 50 proc. dochodów na artykuły żywnościowe, a podwyżka cen pogorszy sytuację najmniej zarabiających? Dlaczego zmianę cen wprowadza się podczas wyborów w partii i w okresie przedświątecznym?

12 grudnia polecono skoszarować jednostki ZOMO i utrzymać „w gotowości do działań” oraz zapewnić „pełną mobilność” Rezerwowych Oddziałów MO (ROMO). Funkcjonariuszom MSW, SB i MO wstrzymano do odwołania urlopy. Minister Świtała zawiadamia ministra obrony o podjętych decyzjach.

Stoczniowcy się burzą
W Stoczni Gdańskiej im. Lenina do PZPR należy 3150 członków i kandydatów. Prestiż stoczniowej organizacji niewątpliwie podnosi fakt, że w jej skład wchodzi Stanisław Kociołek. Dobrze znany miejscowym, ponieważ dopiero co odszedł ze stanowiska I sekretarza KW PZPR w Gdańsku. Teraz jest członkiem Biura Politycznego i wicepremierem rządu PRL.
12 grudnia. Partyjnych elektryzuje wiadomość, że Kociołek zaszczyci popołudniowe zebranie w macierzystej POP na Wydziale K-3. Frekwencja na zebraniach waha się od 60 do 80 procent. Na K-3 uczestniczy 250-300 członków partii i bezpartyjnych, którzy na treść listu Politbiura reagują protestami. Argumentacja podwyżek cen żywności zupełnie nie przekonuje. Padają głosy, że to aroganckie wyzwanie władz wobec ludzi szarej, ciężkiej pracy. Domagają się informacji o powodach nieprzeprowadzenia konsultacji z szeregowymi członkami partii.
Kociołek fizycznie przypomina Gomułkę. Ciekawy okaz takiego przekonanego „betonu”, ale naprawdę przekonanego, bo mówił z okropną furią i z przekonaniem, zauważa Stefan Kisielewski. W Stoczni Gdańskiej na wątpliwości i zarzuty reaguje w tonie furioso. Usiłuje przekrzyczeć chaotycznie przemawiających. Przeciwnikom koncepcji zmiany cen wypomina sprzeniewierzanie się świętej partyjnej zasadzie centralizmu demokratycznego, a żądania podwyżek płac nazywa bezczelnymi. Emocjonalne, aroganckie wystąpienia Kociołka nadają rutynowemu partyjnemu zebraniu cech wiecu. Pośród ogólnej wrzawy i chaosu rozgoryczeni i podenerwowani uczestnicy opuszczają wydziałową halę. Niefortunny, choć wysoki rangą partyjną prelegent, powraca jak niepyszny do siedziby KW. Wzburzony konstatuje, jakoby pierwszy raz doznał uczucia, że nie miał kontaktu z salą. Telefonicznie zawiadamia Warszawę – niewykluczone, że samego Gomułkę – o dezaprobacie stoczniowców.
O chłodnym przyjęciu treści okolicznościowego przesłania Politbiura informuje również Szczecin. Sygnały o rozgoryczeniu i niezadowoleniu aktywu docierają także z dzielnic Warszawy. Są jednak także informacje krzepiące decydentów. KW w Katowicach pod przywództwem Edwarda Gierka zawiadamia, że klasa robotnicza Górnego Śląska i Zagłębia przyjmuje decyzję cenową z pełną odpowiedzialnością i partyjnym zrozumieniem… Wieczorem o godz. 20.00 w radiu i telewizji ogłoszono komunikat PAP o zmianie cen detalicznych. Gomułka tłumaczy telewidzom i radiosłuchaczom przyczyny uchwały rządu.
Już w nocy na budynku Dzielnicowej Rady Narodowej w Nowej Hucie pojawia się napis wykonany kredą: „Gomułka zdrajca Narodu”.
Z 12 na 13 grudnia do pracy nie przystępuje nocna zmiana Stoczni Gdańskiej. Strajkuje także część dokerów gdańskiego portu.

Strajk

13 grudnia na odprawę do Sztabu MSW wezwano komendantów wojewódzkich MO, pierwszych zastępców ds. SB, kierowników jednostek operacyjnych, pełnomocników wojewódzkich Sztabu operacji Jesień Ő70, sekretarzy KZ PZPR MSW oraz kierownika grupy interwencyjnej płk. Czesława Boreckiego, na co dzień zastępcę kierownika Głównego Inspektoratu MSW. Do KC przekazano meldunek o gotowości MSW i wojska „na wypadek” formy ulicznej ewentualnego niezadowolenia ludności z powodu wprowadzonych podwyżek cen. Skoszarowano grupy szybkiego reagowania. Funkcjonariusze MO, SB oraz żołnierze i oficerowie w stanie podwyższonej gotowości bojowej czekają na rozkazy przełożonych.

W niedzielnym wydaniu „Trybuny Ludu” uwagę przykuwają spisy towarów z podwyższonymi cenami. Zebrania organizacji partyjnych, na których czytano list Politbiura apelujący o zrozumienie i poparcie decyzji najwyższych władz, nie przebiegają spokojnie. Wątpliwości budzi celowość podwyżek cen, pojawiają się konkretne pytania. Dlaczego drożeją śledzie, skoro nie wymagają karmienia? Dlaczego idą w górę ceny przetworów owocowych, skoro w skupie nie przyjmują od sadowników owoców, którymi z konieczności spasa się świnie?

14 grudnia. „Trybuna Ludu“ tłumaczy, że podwyżki cen to „trudne, ale niezbędne decyzje“. Według Michała Głowińskiego, wywód jest „wręcz karykaturalnie sofistyczny“. Drastyczne posunięcie ma uzdrowić polską gospodarkę, którą niszczy fatalna struktura konsumpcji. Ludność za dużo wydaje na żywność zamiast na artykuły przemysłowe. Redaktorzy powtarzają wyświechtany propagandowy zarzut, że „Polacy za dużo jedzą, jakby mieli gargantuiczne apetyty“ – komentuje Głowiński.

Teodor Palimąka, zastępca kierownika Wydziału Organizacyjnego KC PZPR, pełni 14 grudnia telefoniczny dyżur łączności partyjnej. Dostaje informację o strajku w Stoczni Gdańskiej. Dzwoni do Trepczyńskiego. Kierownik Kancelarii Sekretariatu KC pędzi do Sali Kolumnowej Urzędu Rady Ministrów, gdzie trwa plenum KC. Jest w kłopotliwej sytuacji. Jak przekazać dyskretnie wiadomość najważniejszym osobom w partii i w państwie siedzącym za stołem prezydialnym, czyli na widoku?

Trepczyński widzi, jak podchodzą tam oficerowie MSW i podają kartki. Podchodzi i on. W prezydium wyraźne poruszenie, bo nadchodzą meldunki o kilkuset robotnikach zmierzających w kierunku gmachu partii w Gdańsku.
Decydenci nie wiedzą, że w protestującym tłumie pojawiło się hasło: „Zgiń Gomułko, wróć Stalinie, bo robotnik z głodu ginie“, które w najbliższych dniach zdobędzie błyskawiczną popularność.

Zbigniew Branach • NASZ DZIENNIK
Autor jest pisarzem, dziennikarzem, wydał m.in.: „Grudniowe wdowy czekają”, „Tajemnica śmierci księdza Zycha”, „Pierwszy grudzień Jaruzelskiego”, „Sam płonął i sam zapalał – próba wyjaśnienia zbrodni zabójstwa ks. Stanisława Suchowolca”, „Piętno księżobójcy”.

Reklamy

Możliwość komentowania Zanim polała się krew została wyłączona

%d blogerów lubi to: