CZŁOWIEK Z NICZEGO

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 27 grudnia 2010

Kiedy już Wajda ukończy prace nad swym biograficznym freskiem o Wałęsie, użyczmy reżysera naszym sąsiadom. Niech nakręci dla nich film w konwencji, w której czuje się najlepiej, film, który będzie głosił przed światem chwałę wielkiego, uwielbianego przez naród prezydenta bratniego narodu.

Fantastyczny prezent pod choinkę dostał pan Andrzej Wajda (pamiętają państwo? Ten z Pałacu na Wodzie, który wysypał, że TVN i „jeszcze jedna telewizja prywatna” popierają kandydata Komorowskiego, nałgał o rzekomej homilii „biskupa przemyskiego” i ogłosił wojnę domową). Dostał mianowicie doktora honoris causa od Białoruskiej Akademii Sztuk Pięknych. Po rosyjskim medalu za zasługi to kolejne już, godne wyróżnienie dla reżysera wyspecjalizowanego w bardzo słusznych i jeszcze bardziej nudnych piłach. Nie należy się więc dziwić, że uroczystość nadania tak znaczącego tytułu wykorzystał Wajda do przybliżenia szczegółów planowanego na rok przyszły dzieła − opowieści o Lechu Wałęsie.

Właściwie te szczegóły nie są takie znowu ważne, nasłuchamy się o nich jeszcze dość w najbliższych miesiącach. Sam pompatyczny tytuł − „My, naród Polski” − jasno mówi, czego się należy spodziewać. Po takim tytule zapowiedź Wajdy: „chcemy opowiedzieć o Lechu jako naszym bohaterze narodowym, który jest naszą niezbywalną wartością. To niezwykłe, że robotnik stał się przywódcą narodu” − się rozumie właściwie sama przez się.

Nie żebym miał jakieś złudzenia − biografia Wałęsy to na pewno temat na wielkie dzieło, ale akurat ta jej część, która została ocenzurowana i stanowi w III RP równie pilnie strzeżone tabu, jak w PRL prawdziwy przebieg bitwy pod Lenino. Ktoś taki jak Wajda może ją potraktować wyłącznie hagiograficznie, a i w wypadku Janusza Głowackiego, zatrudnionego w tym przedsięwzięciu jako scenarzysta, odwaga nie jest akurat tą cnotą, z którą najbardziej się kojarzy. Wszystko o tym filmie wiadomo od pierwszej chwili.

A jednak − siła tego symbolu… Honorowe wyróżnienie białoruskiej instytucji rządowej jako tło dla zapowiedzi filmu z założenia mitologicznego dla obecnej ekipy i jej pomagierów. Czy białoruska superprodukcja o drodze do władzy Aleksandra Łukaszenki, jeśli takowa by powstawała pod auspicjami Akademii, której Wajda stał się honoris causa doktorem, mogłaby wyglądać inaczej? Czyż przywódca bratniego narodu nie jest dla swego kraju takim samym bohaterem narodowym, niezbywalną wartością, no i czyż nie jest to niezwykły, godny mistrza temat − jak takim przywódcą narodu stał się prosty kierownik sowchozu?

Nie skąpmy tego, co mamy najlepsze. Kiedy już Wajda ukończy prace nad swym biograficznym freskiem (a chyba wiele wysiłku w to nie będzie musiał włożyć, skoro wszystko wiadomo na długo przed pierwszym klapsem) użyczmy reżysera naszym sąsiadom. Niech nakręci dla nich film w konwencji, w której czuje się najlepiej, film, który będzie głosił przed światem chwałę wielkiego, uwielbianego przez naród prezydenta bratniego narodu.

Co tam, podzielmy się z władzami ościennego kraju naszym eksportowym autorytetem. Niech je połączy, no − przynajmniej ich establishmenty − w prawdziwe partnerstwo wschodnie. Nie widzę nikogo, kto byłby bardziej predestynowany, by stać się tym mostem przyjaźni. Czego i jemu, i Akademii, serdecznie pod choinkę życzę.

Rafał A. Ziemkiewicz • GAZETA POLSKA
Autor jest publicystą „Rzeczpospolitej”

Reklama

Możliwość komentowania CZŁOWIEK Z NICZEGO została wyłączona

%d blogerów lubi to: