Środki masowej dezinformacji

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 1 stycznia 2011

rozmowa z Rafałem A. Ziemkiewiczem

„Widzimy wyraźnie, że media są narzędziem sprawowania władzy w Polsce, są elementem systemu władzy, zwłaszcza dotyczy to tych mediów, które działają na podświadomość ludzką, czyli mediów elektronicznych”. Z Rafałem
A. Ziemkiewiczem, publicystą i pisarzem, rozmawia Józef Kowalski.

Jak rozumie pan pojęcie wolnych mediów, czyli mediów niezależnych?
– Trzeba by się wdać w filozoficzne rozważanie, co to jest wolność i czy w ogóle istnieje wolność stuprocentowa. Moim zdaniem nie można zdefiniować całkowitej wolności, gdyż człowiek musi przecież być jakimiś zasadami skrępowany. Tak więc wolność mediów nie jest stanem zerojedynkowym – można ją raczej mierzyć procentowo. Myślę, że media amerykańskie są wolne w około 50%, media zachodnioeuropejskie, powiedzmy, w 30%, polskie, powiedziałbym, w przedziale 10-15%. Jeszcze dwa lata temu powiedziałbym że w 20%, jednak uważam, że ten zakres wolności w polskich mediach zmniejszył się w ostatnim okresie.
Problemów jest kilka. Chodzi nie tylko o podporządkowanie mediów władzy politycznej, na co się przeważnie zwraca uwagę i o czym się wie (wiele można by mówić o tym, że władza wydaje koncesje, władza uczestniczy w rozmaitych przedsięwzięciach, rozdaje na nie pieniądze, szefowie mediów są częścią establishmentu, pojawiają się na bankietach, w sztabach wyborczych, co w gruncie rzeczy nie jest tajemnicą). Ale jest drugi problem, tj. podporządkowanie biznesowi. Media w zdecydowanej większości żyją z reklam, a to znaczy, że reklamodawcy decydują, czy dane medium dostanie pieniądze, czy nie, a reklamodawcy w kraju o małym udziale wolnego rynku w mechanizmach gospodarczych nie kierują się logiką rynkową, tzn. niekoniecznie dają reklamy tam, gdzie one najlepiej działają. Wiedzą doskonale, że chodzi tu raczej o rodzaj wpływu na media. Jest szczególnie to niebezpieczne w takim kraju jak, nasz czy inne kraje postkomunistyczne, gdzie władza daje pieniądze, a pieniądze dają władzę. Bo kiedy dochodzi do połączenia władzy politycznej z pieniędzmi, to w tym momencie media są pod szczególnie silnym naciskiem. Alternatywą może być stan, w którym media nie są podporządkowane, ale same próbują tworzyć wielkie grupy medialne. Trzecim elementem, związanym z brakiem niezależności mediów, są sami ich właściciele, ponieważ prawie już nie ma na świecie mediów, które są małe, niezależne, a jeżeli takie istnieją, to są niszowe, marginalne. Te, które mają największy wpływ, to oczywiście media elektroniczne – one zawsze należą do jakichś wielkich grup medialnych, a te wielkie grupy same stały się albo narzędziem, albo ośrodkiem władzy, czyli jednym z podmiotów gry politycznej.
Właściwie w rozwiniętych krajach zachodnich faktycznie nie mamy już do czynienia z systemem partii politycznych, które walczą o władzę, gdyż to jest teatr cieni, który widzimy gołym okiem. Rzeczywista walka odbywa się pomiędzy konglomeratami, „czebolami”, mówiąc językiem koreańskim, które obejmują partie polityczną, grupę finansową-biznesową i grupę medialna. U nas możemy obserwować, jak próbują się kleić takie grupy łączące biznes, media (które są biznesem) i partię polityczną (która też jest w jakiś sposób biznesem) i dopiero takie podmioty naprawdę walczą o władzę. Praktyka ustroju demokratycznego odbiega od teorii również w krajach zachodnich, a my, niestety, tym śladem podążamy. Ja na to spoglądam z pozycji szarego współpracownika mediów. W moim wypadku zachowanie niezależności zależy od szeregu bardzo różnych czynników, wśród których nieostatnim jest zwykłe szczęście, gdzie się trafi. Jednak, tak jak w każdym innym zawodzie, jedni mają kręgosłup, inni go nie mają, jedni są w miejscu, gdzie im łatwiej się rozprostować, inni znajdują się pod takim ciśnieniem, że im kręgosłupy pękają.

Czy w Polsce oprócz niezależnych dziennikarzy są jakieś wolne, niezależne media?
– Są media w większym i mniejszym stopniu wolne, ale uchylę się od wymieniania listy najbardziej wolnych i najbardziej zniewolonych mediów. Sądzę, że każdy widz, słuchacz i czytelnik jest w stanie to wskazać. Natomiast niewątpliwie widzimy wyraźnie, że media są narzędziem sprawowania władzy w Polsce, są elementem systemu władzy – zwłaszcza dotyczy to tych mediów, które działają na podświadomość ludzką, czyli mediów elektronicznych. Albowiem, wbrew złudzeniu polityków, którym się wydaje, że kontrolują przekaz medialny, jeżeli mają wpływ na sposób zredagowania wiadomości telewizyjnych czy programów publicystycznych, 90% przekazu który warunkuje w jakiś sposób ludzie zachowania, to przekaz który idzie przez rozmaite Tańce z gwiazdami, talk-show, seriale i tego typu produkcje. Oczywiście, na szczęście, jak dotąd nie opanowano w 100% sztuki manipulowania ludźmi za pośrednictwem tych bodźców, bo gdyby tak było, to mięlibyśmy już globalne cesarstwo z jednym kierownictwem. Jednak manipulatorzy ćwiczą tutaj rozmaite sztuczki, które czasem się udają lepiej, a czasem gorzej.

Jak ocenia pan rolę Rady Radiofonii w ograniczaniu wolności mediów w Polsce?
– Rada Radiofonii do tego właśnie służy, aby ograniczać wolność mediów. Jedynym powodem, dla którego została powołana, jest polityczne rozdzielanie koncesji i trzeba podkreślić, że polską specyfiką jest to, iż od samego początku budowania III RP media były traktowane jako jedno z ważniejszych narzędzi sprawowania władzy, w związku z czym znajdowały się pod bardzo ścisłą kontrolą polityczną. Ta kontrola trochę się rozluźniła po aferze Rywina i w pierwszej połowie dekady po roku 2000. Dzięki temu, że nastąpiło pewne pęknięcie i do władzy doszła grupa „oszołomów”, jak to się mówi, nastąpiło względne spluralizowanie mediów. Teza uporczywie powtarzana przez ludzi z kręgu Adama Michnika, że ci, którzy nie są z ich orkiestry, są z nominowani politycznie, jest tezą wyjątkowo pełną hipokryzji i draństwa, ponieważ warto przypomnieć, że Adam Michnik został redaktorem naczelnym gazety z nominacji politycznej. Ta gazeta powstała z nominacji politycznej, radia prywatne powstały z nominacji politycznej i w drodze szwindla prawnego spowodowano, że RMF i Radio Zet zajęły ponad połowę rynku i są na nim nie do ruszenia. Telewizje prywatne zostały rozdane przez ciało polityczne według politycznego klucza. Wszystkie media w Polsce powstały z nominacji politycznej. Ten stan rzeczy establishmentowi medialnemu odpowiada, nie pasuje mu tylko to, że wskutek tego, iż przez chwilę w polityce znaczyły coś osoby spoza ich środowiska, to w części mediów pojawiły się takie ciała obce, które teraz oni by bardzo chętnie otorbili i wyrzucili z tego świata. Na razie się nie udaje, ale oczywiście w momencie, gdy pełnię władzy sprawuje jedna partia, ta perspektywa staje się realna.

Jaki może być wpływ agentury w mediach, czyli na ile dziennikarze są sterowani przez obecne służby specjalne?
– To jest temat rzeka i nie jestem w stanie odpowiedzieć na to prosto, zwłaszcza że, po pierwsze, wszelkiego agentury to jest strefa cienia. Po drugie, w mediach splatają się bardzo różne wpływy, bo media realizują rozmaite przedsięwzięcia i dotykają rozmaitych interesów na bardzo różnym poziomie. Rozmaite środowiska próbują się mediami posłużyć, poczynając od prostych przekrętów typu wywołanie paniki giełdowej albo wpływanie na kurs akcji poprzez puszczenie „szczura medialnego”, że dana spółka ma dołować albo rosnąć, aż po rozmaite cele polityczne, cele ideologiczne. Istnieją rozmaite lobby, które chcą sobie załatwić na przykład to, żeby media były życzliwsze i promowały ideę homoseksualizmu jako odmienności, a nie perwersji seksualnej itd., itd.… Tych interesów jest wiele, przy czym większość z nich ma charakter bardzo doraźny i cząstkowy. Zresztą z mediami jest tak samo, jak z systemem państwa. Nie wierzę w istnienie jednego układu, który gdzieś tam kontroluje wszystko w państwie, bo takich układów jest bardzo wiele, gdyż przychodzą rozmaite mafie ze swoimi potrzebami. Jedna mafia np. chce przekręcić ileś tam milionów na różnicy między gazem do celów transportowych a gazem do celów opalania i załatwia sobie ustawę, która różnicuje akcyzę w zależności od przeznaczenia gazu, chociaż na gazie nie jest napisane, czy on jest on do samochodu czy do butli, bo zresztą nie ma na czym napisać – i już można na tym kręcić miliony. Zostańmy przy tym jednym przykładzie. Czy teraz można powiedzieć, że ta mafia rządzi Polską? Zasadniczo nie, bo poza tym jednym przekrętem ona nie ma żadnych innych interesów i jej nie obchodzi, co się w Polsce dzieje. Ale z drugiej strony można rzec tak: poszła do Sejmu, znalazła kogo trzeba, dała komu trzeba tyle, ile trzeba i załatwiła sobie taką ustawę, a przecież takich mafii i takich interesów są dziesiątki. Podobnie jest z mediami. Przychodzą rozmaici ludzie, którzy, jeśli wiedzą, do kogo trafić i znają kogoś, kto ich skieruje do właściwych osób, to sobie załatwiają rozmaite rzeczy. Tak więc to, co do ludzi ostatecznie dociera, jest wypadkową zwykłej chęci zarobienia pieniędzy (która nie zawsze jest najważniejsza), nacisków politycznych (które nie zawsze są skuteczne), nacisków lobbystycznych, które są skuteczne w różnym stopniu, a często zwykłego przypadku. Często też się gdzieś trafi po drodze jakiś uczciwy człowiek, który wrzuci do przekazu medialnego coś zgodnego ze swoim sumieniem.

Czy w Europie rozpocznie się cenzura Internetu pod pozorem walki z ksenofobią, pedofilią czy terroryzmem?
– Ja już dawno temu spierałem się z takim naiwnym entuzjazmem ludzi, którzy twierdzili że Internet jest dziedziną absolutnej wolności. Przypominałem, że w średniowieczu tak samo mówiono, kiedy się pojawiły prasy drukarskie – też sądzono, że to jest horrendalna sprawa, bo każdy, kto sobie wyskrobie parę klocków z literkami, będzie mógł upowszechniać dowolne treści. Potem się okazało, że, owszem, można dzieła cenzurować, palić, aresztować drukarzy itd. Z Internetem nie jest inaczej i Chińczycy udowodnili, że można go całkowicie zablokować. Jest to tylko kwestia odpowiednich środków technicznych, przeznaczenia na to odpowiednich pieniędzy, zatrudnienia właściwej liczby cenzorów. Teraz zresztą jest to prostsze, skoro Amerykanie mają system Eschelon, który podsłuchuje jakieś 70% rozmów telefonicznych na świecie i komputerowo wyłapuje z nich te, które mogą być znaczące, przesyłając je do człowieka, który je analizuje – bo przecież nie dałoby się zatrudnić tylu ludzi do słuchania tego wszystkiego. W takiej sytuacji jasne jest, że tym bardziej można w ten sposób monitorować i ruch w Internecie, a robi się to oczywiście po coś. Problem polega na tym, że, jak na razie, o ile mi wiadomo, ta sfera wirtualna daleko prześcignęła ustawodawstwo. Oczywiście, jakaś forma kontroli narzuca się w imię dobrze pojętego interesu społecznego, nie można pozwolić, żeby terroryści całkowicie bezkarnie się posługiwali Internetem, żeby się nim posługiwali rozmaici zboczeńcy. Natomiast technologia daleko przerosła prawo i właściwie nie wiadomo teraz, kto i w jaki sposób miałby się zajmować kontrolowaniem treści w Internecie, co powoduje, że ktoś to robi na pewno „na dziko” pod swoim kątem.

A wierzy pan, że dziennikarze w końcu staną się dziennikarzami, a nie tylko komentatorami, prezenterami?
Jest bardzo wiele różnych powinności związanych z zawodem dziennikarza. Są dziennikarze newsowi, są dziennikarze-komentatorzy, dziennikarze śledczy, są wreszcie dziennikarze, którzy nie są żadnymi dziennikarzami, tylko pracują w rozrywce i na Zachodzie by ich nazwano entertainers, a u nas, nie wiem dlaczego, zalicza się ich do dziennikarstwa. Najważniejsze jest jednak to, że tak jak w każdym innym zawodzie, są dziennikarze uczciwi i nieuczciwi, są mądrzy i są głupi, są ci, którym się chce, i ci, którym się zupełnie nie chce, tacy, dla których liczą się pewne wartości, a także tacy, którzy chcą po prostu zrobić karierę. W tej chwili trudno mi znaleźć jakikolwiek wspólny mianownik, który by pozwalał powiedzieć cokolwiek o polskich dziennikarzach w ogóle. Myślę, że w Polsce w tym zawodzie pracują generalnie ludzie mało kompetentni – ale w sumie dlaczego dziennikarstwo miałoby być wyjątkiem.

Kiedy w mediach zagości prawda?
Gości od czasu do czasu. Problem polega na tym, że przeciętnemu człowiekowi bez przygotowania trudno ją wyłapać, bo jeśli mamy włączony przekaźnik, który nam średnio daje 15% prawdy, 15% nieprawdy i 70% zupełnie nic nieznaczącego kitu, to odróżnienie jednego od drugiego jest prawdziwą sztuką. Problem polega na tym, by odróżnić prawdę od nieprawdy i to, co ważne, od tego, co zupełnie nieważne, i co jest zwykłym zamulaniem uwagi widza, słuchacza i czytelnika.
Dziękuję bardzo za rozmowę.

Józef Kowalski • niezalezna.pl
Tekst wywiadu ukazał się pierwotnie w „Opcji na prawo”

Reklama

Możliwość komentowania Środki masowej dezinformacji została wyłączona

%d blogerów lubi to: