UJEDNOLICENIE – KU CZEMU?

Posted in ■ historia, Wyszkowski Krzysztof by Maciejewski Kazimierz on 8 stycznia 2011

Przy „okrągłym stole” przeżyłem szok na widok ludzi, których szanowałem, a którzy nagle okazywali się małymi kanaliami. A teraz ja, który tak bałem się wybuchu patriotycznego żaru wśród polskiej młodzieży, zostaję oskarżony o dążenia straceńcze, a ta młodzież, krzycząc, że chce żyć, opowiada się za życiem w wychodku.

W trakcie obrad „okrągłego stołu” często bywałem u zaprzyjaźnionej rodziny reprezentującej najlepszą część warszawskiej inteligencji. Rozmowy o polityce często toczyły się w obecności ich dzieci. Choć rozpoczęły już studia w uniwersytecie, to mówiąc o zachowaniach negocjatorów solidarnościowych, starałem się swoje opinie łagodzić. Robiłem tak z dwóch powodów – pierwszy wynikał z faktu, że spora grupa tych negocjatorów należała do ich dobrych znajomych i nie chciałem niszczyć szacunku i sympatii, jaką młodzi ludzie mieli dla sławnych „opozycjonistów”. Ale ważniejszy był drugi powód: uważałem za swój obowiązek ochraniać tę młodzież przed – jak mi się wówczas zdawało – realnym zagrożeniem wybuchu gwałtownego buntu przeciw komunistom.

Miałem w pamięci smutny obraz grupy patriotycznej młodzieży, skupionej wokół ks. Zycha, która po śmierci sierżanta Karosa została przez władze PRL strasznie poniżona, a przez tzw. opozycję porzucona i zapomniana. Ponadto wydawało się, że kierownictwo „Solidarności” ma obowiązek zapobieżenia ewentualności tworzenia się grup insurekcyjnych, które mogłyby zostać wykorzystane przez komunistyczną policję polityczną do jakichś prowokacji czy manipulacji.

Dziś już nie całkiem rozumiem, skąd brało się moje ówczesne głębokie przekonanie o nadzwyczajnie patriotycznym nastawieniu ogółu polskiej młodzieży i możliwości wybuchu gwałtownych zamieszek. Kilka lat wcześniej napisałem artykuł pt. Ujednolicenie – zagrożenia i szanse, opublikowany w materiałach Grupy Publicystów Politycznych, w którym dałem wyraz przekonaniu, że społeczeństwo polskie jest w stopniu najwyższym w swojej historii antykomunistycznie ujednolicone. Dlatego ostrzegałem: „Bezpośrednie podstawowe zagrożenie bierze się z możliwości ujawnienia się niekontrolowanej tendencji do podjęcia walki”.

Tkwiąc w takim przekonaniu, miotałem się bezradnie między pragnieniem jak najszybszego chwycenia komunistów za gardło a przerażeniem na widok odrażającej ugody, jaką moi znajomi i przyjaciele, bohaterowie i legendy „Solidarności”, obgadywali w Pałacu Namiestnikowskim i w paru innych judaszowych miejscach. W nastroju głębokiego przygnębienia zaszedłem znowu do tej pięknej rodziny, ale tym razem już nie zdołałem się opanować i wylałem z siebie całą gorycz i żal, jaką odczuwałem obserwując tę niesłychaną zdradę. Wysłuchano mnie w milczeniu, które rozumiałem jako aprobatę dla mojego poglądu i współczucie dla nędzy naszego wspólnego losu ludzi sprzedanych przez przywódców. Odprowadzało mnie studiujące historię starsze dziecko, które nagle, gdy byłem już za drzwiami, dramatycznie zawołało: „Krzysiu! Ty chcesz walczyć na barykadach, a my chcemy żyć!”.

Przy „okrągłym stole” przeżyłem szok na widok ludzi, których szanowałem, a którzy nagle okazywali się małymi kanaliami (ich największym zmartwieniem było zachowanie w tajemnicy przed społeczeństwem zmowy z komunistycznymi zbrodniarzami). A teraz ja, który tak bałem się wybuchu patriotycznego żaru wśród polskiej młodzieży, zostaję oskarżony o dążenia straceńcze, a ta młodzież, krzycząc, że chce żyć, opowiada się za – jak to pisał Piłsudski – życiem w wychodku!

Zapomniałem, przed czym sam wcześniej ostrzegałem: „Trzeba bowiem pamiętać, że ujednolicenie Polaków wspiera się również na negatywnych cechach osobistych i zbiorowych (…) ich dalszy rozwój może nas doprowadzić do sytuacji, w której będziemy mogli już tylko bezradnie wzdychać do niegdysiejszej jednolitości, której sławę i chwałę stanowi wciąż >>Solidarność<<. Sowietyzacja może nas zaskoczyć na pięć minut przed upragnionym zwycięstwem i odsunąć je na zawsze”.

A jednak nawet dzisiaj, po dwudziestu latach dowodzenia przez miliony Polaków, że wolą żyć w wychodku razem z Jaruzelskim, Katem, Minimem, Olinem oraz Mazowieckim, Michnikiem i całą esbecką agenturą rozpylającą ze swoich mediów posowieckie dezodoranty, po demonstracjach części polskiej młodzieży, która tysiącami biegnie na Drogę Królewską, by opluwać i wyzywać krzyż będący znakiem tragedii narodowej; nawet przy bezapelacyjnym poparciu, jakie jest udziałem Platformy Obywatelskiej, prezydenta Komorowskiego i premiera Tuska – nadal nie mogę uwierzyć, że to, co widzę na własne oczy, jest całą prawdą o Polsce i Polakach.

Krzysztof Wyszkowski

Reklama

Możliwość komentowania UJEDNOLICENIE – KU CZEMU? została wyłączona

%d blogerów lubi to: