Stara pieśń na nowe czasy

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 24 lutego 2011

Wczorajszy program Jana Pospieszalskiego Warto rozmawiać szczególny był, moim zdaniem, z dwóch względów. I akurat to, że jego bohaterem był ruski agent Tomasz Turowski, a tematem samego programu wpływ PRL-owskich
i sowieckich służb na naszą dzisiejszą sytuację, do nich nie koniecznie należy.

A zatem, oczywiście, po pierwsze mam na mysli to, że był to program już ostatni, natomiast to co mnie poruszyło na drugim miejscu, to końcowa wypowiedź urzędnika kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego Jakuba Opary i komentarz, jaki Pospieszalski wypowiedział na samym końcu.

Otóż najpierw Opara opowiedział, jak to w momencie kiedy Jacek Sasin – w dniu katastrofy najwyższy rangą żyjący urzędnik Kancelarii – chciał jak najszybciej wrócić do Polski, by pilnować spraw, Tomasz Turowski, jako osobisty kumpel Bronisława Komorowskiego, zrobił wszystko, by maksymalnie opóźnić wylot Sasina, a tym samym umożliwić Komorowskiemu skuteczne przejęcie obowiązków prezydenta i powołanie Michałowskiego na stanowisko szefa swojej kancelarii. Jeśli było tak jak relacjonuje Opara – a nie mam najmniejszego powodu, żeby mu nie wierzyć – szybkość tej akcji i zaangażowanie w niej z jednej strony ruskiego agenta, a z drugiej Bronisława Komorowskiego – i nie ważne czy osobiście, czy tylko jako figuranta – stanowią dla mnie wystarczającą poszlakę na rzecz tego, że śmierć Prezydenta była wynikiem zaplanowanego zamachu. Zaplanowanego. Nie takiego, gdzie nagle jakiś dwóch pijanych ruskich kontrolerów coś sobie wymyśliło, ale prawdziwego, odpowiednio wysoko zorganizowanego zamachu.

Myślę bowiem sobie, że jeśli pamiętnej soboty właściwie wszystko zostało przez stronę, polską spieprzone, z wyjątkiem tego, by Bronisław Komorowski w przyspieszonym tempie, nie czekając nawet na oficjalny komunikat o śmierci Prezydenta, obwołał się pełniącym obowiązki, i praktycznie w jednym momencie wyznaczył człowieka, który mu zrobi porządek w Kancelarii, a jedną z głównych ról w tym wszystkim pełnił wysoko postawiony, wieloletni agent sowieckich służb, to nie mamy zbyt wielkiego pola manewru. Prawda? Ktoś powie, że Komorowski to taki zapobiegliwy człowiek, że z całą pewnością, w momencie jak dowiedział się, że będzie kandydował w jesiennych wyborach prezydenckich, od samego początku musiał myśleć o wszystkich najbardziej podstawowych dylematach, a jednocześnie – będąc tym marszalkiem Sejmu – również musiał, z odpowiednim wyprzedzeniem, rozważać sytuacje najgorsze. Jednak w to akurat wierzyć nie mam powodu. Choćby z tego prostego powodu, że te miesiące urzędowania Komorowskiego jakie mamy za sobą świadczą wyłącznie o jednym: że ten facet jest taką dupą wołową, jakiej świat nie widział, i jeśli on cokolwiek planuje, to najwyżej to, że z samego rana trzeba włączyć komórkę, bo kto wie, kto do niego dziś zadzwoni i powie, co ma robić.

A zatem sprawa jest bardzo poważna. Z jednej strony mamy tego agenta i cały bagaż, jaki się za nim ciągnie, a z drugiej Bronisława Komorowskiego i to wszystko, co go otacza. Ale jest coś jeszcze. Oto jest Polska, taka jak ją widzimy, ale też i taka, jaką wprawdzie nie do końca rozpoznajemy, ale mamy coraz więcej powodów, żeby się o nią martwić. Martwić bardzo. Do łez. Jeden z tych powodów, zaledwie jeden dodatkowy, sam niewiele może znaczący, otrzymaliśmy wczoraj, w wyniku programu Jana Pospieszalskiego. I ten właśnie powód, w sposób najpiękniejszy, najbardziej czysty i precyzyjny, dał nam Pospieszalski żegnając się z nami – jak sam powiedział – nie wiadomo na jak długo. Otóż powiedział on, że przez te wszystkie lata, kiedy mieliśmy okazję uczestniczyć w tych rozmowach, wciąż zadawaliśmy pytania i staraliśmy się na nie znaleźć odpowiedzi. W tym również pytanie ostatnie: Czy agenci PRL-owskich służb mają wpływ na polską politykę? I na sam już koniec Pospieszalski powiedział mniej więcej tak: „To że przez dwadzieścia lat Polska nie umiała sobie na to pytanie odpowiedzieć, ma też pewien wpływ na to, że dziś się musimy pożegnać”.

Niesamowite było to zdanie. Nie wiem, czy Pospieszalski je sobie wcześniej ułożył, czy tak mu nagle ono przyszło do głowy, ale to nie ma większego znaczenia. Ono bowiem, na poziomie najbardziej codziennym, wręcz podstawowym, na poziomie naszych domów, rodzin i naszego codziennego życia, pokazuje jak zostaliśmy fatalnie wystawieni. I to nie przez jednego ruskiego agenta i jednego… nawet nie bardzo umiem znaleźć odpowiedni epitet, żeby to co w tej chwili czuję, wyrazić. Otóż wykrzykując tę pełną rozpaczy prawdę, Pospieszalski właściwie podsumował to wszystko, co nas od dwudziestu lat trzyma za gardło.

Ja natomiast chciałbym bardzo dodać do tego pewną refleksję, która dotychczas tylko chodziła mi po głowie, ale wyłącznie w formie takich błysków i szumów. I dziś akurat ona będzie dotyczyła tylko tych dwóch osób: z jednej strony tego Turowskiego, a z drugiej – nawet, powtarzam, jeśli tylko pionka w ich rękach – tego dziwadła z obsyfionym rękawem i z tą Dziadzią na przyczepkę. Jeśli to wszystko, co podejrzewamy, ale też wszystko to, co nam z każdym dniem wydaje się być coraz bardziej realne, jest prawdą, to według standardów, które zostały wprawdzie wyparte przez nowe czasy, ale przecież wciąż gdzieś w świecie obowiązują, i jeden i drugi zasługują na najbardziej surową karę. I nie mam tu na myśli zapisu w jakichś aktach IPN-u, czy może demaskatorski artykuł w prasie, czy może nawet czasowe pozbawienie praw obywatelskich. Jako typowy wieśniak i człowiek o bardzo tradycyjnych poglądach, mam na myśli sposoby tradycyjne. A kara może być nawet i podwójna. Jedna za zwykłą, prostą zdradę stanu – a tu, jak widzimy, wszystko jest dość oczywiste – natomiast druga – już ewentualnie tylko – za udział w spisku, mającym na celu zamordowanie prezydenta. No ale z tym, jako ludzie przyzwyczajeni do pewnych demokratycznych procedur – musimy poczekać do prawomocnego orzeczenia sądu.

No i, oczywiście, bez odwoływania się do obyczajów znanych nam ze starej Anglii, gdzie ichniejsza tradycja nakazywała, by zdrajców ćwiartować, a ich szczątki rozsyłać po „czterech krańcach królestwa”. Jako ostrzeżenie dla przyszłych chętnych.

Toyah • toyah1.blogspot.com

Możliwość komentowania Stara pieśń na nowe czasy została wyłączona

%d blogerów lubi to: