PANIE KOWALKOWSKI – CZY JEST TAM KTOŚ ?

Posted in ■ aktualności, ■ historia, Zborowski Lech by Maciejewski Kazimierz on 26 marca 2011

Kieruję te słowa do niejakiego Romana Kowalkowskiego, którego wyrok przeciwko Krzysztofowi Wyszkowskiemu można by uznać za przykład kompletnej głupoty gdyby nie  haniebnie wredny jego charakter. Nie nazywam Kowalkowskiego sędzią gdyż najwyraźniej postanowił nim nie być. Zamiast tego wybrał rolę żałosnego obrońcy teorii absurdu, topiąc w błocie i tak nie najlepszy obraz krajowych sądów, jaki w ostatnich latach zagościł na dobre w opinii Polaków. Roman Kowalkowski zapomniał, że rolą sędziego jest bezstronne ważenie faktów i siły argumentów, a nie dorabianie kompletnie absurdalnych teorii do jeszcze bardziej absurdalnego  wyroku.

W najmniejszym stopniu nie dziwi mnie sądownicze szaleństwo  Wałęsy, który  nie jest już dzisiaj w stanie przekonać  nawet wychowanków  przedszkola, że agentem nie był. Panie Kowalkowski, spróbuję więc powiedzieć to prosto i wyraźnie:  człowiek, który sprzedawał  bezpiece stoczniowych kolegów był  KAPUSIEM, DONOSICIELEM I AGENTEM BEZPIEKI !  Czy się to panu Kowalkowskiemu podoba czy nie.

Panie Kowalkowski, nie wiem kiedy rozpoczynał pan karierę twórcy sądowych absurdów, ale przypomnę panu, że jeszcze w latach siedemdziesiątych jako działacze Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża mieliśmy okazję przyglądać  się z bliska tak zwanym sędziom, których rola ograniczała się do przynoszenia wyroków w teczce prosto z budynku bezpieki, a potem z żałosnym skutkiem dorabiali do tego teorię prawie tak  idiotyczną jak pańska.

Być może nie wie pan, panie Kowalkowski, że Krzysztof Wyszkowski był jednym z tych, którzy  spędzili wiele czasu wspierając oskarżonych w takich właśnie esbeckich procesach. Wielu z nas uczestniczyło w procesach, w których peerelowscy „sędziowie” nie różnili się niczym od oficerów bezpieki, którym służyli. Pośród takich rozpraw były też sprawy w sądzie pracy gdzie nie kto inny, a sam Wałęsa znany dziś KAPUŚ, DONOSICIEL I AGENT BEZPIEKI !  oburzał się wielce na swą bezsilność wobec uzasadnień wyroku, których idiotyzm  choć wydawał się sięgać dna, to nie byłby w stanie konkurować  z absurdem pańskich pseudo intelektualnych wynurzeń.  Nie wiem czy wpadł  pan na genialny pomysł tego haniebnego wyroku sam, czy skorzystał z podrzuconego życzliwie pomysłu, ale nie ma to większego znaczenia gdyż miał pan obowiązek rozumieć, że takie postępowanie jest nie tylko haniebne, ale przede wszystkim nie moralne.

Kiedyś we wczesnych latach podstawowej edukacji miałem okazje trafić na przemiłą panią nauczycielkę, która miała szczególny sposób wykazywania irytującej głupoty swoich pupili. Kiedy któryś z uczniów zbyt nachalnie popisywał się brakiem rozumu, pani nauczycielka  miała zwyczaj pukać delikatnie w czoło takiego delikwenta i pytać z nieukrywana troską  – czy jest tam ktoś ?

Tak więc z równa troska pytam pana, panie Kowalkowski – czy jest tam ktoś ?
Według pana Kowalkowskiego Krzysztof Wyszkowski nie przedstawił żadnych dowodów na to, że Lech Wałęsa był współpracownikiem SB. Nie wiem z jakiej planety spadł właśnie pan Kowalkowski, ale jeśli jest jeszcze możliwość powrotu tam, to gorąco pana Kowalkowskiego do tego namawiam. Zanim jednak pan Kowalkowski odleci do swojej krainy urojeń i absurdów zapytam ponownie – panie Kowalkowski – czy jest tam ktoś ?

W niewątpliwie  „intelektualnym” uniesieniu pan Kowalkowski stwierdził: „…doszło do kolizji dwóch przepisów prawa. Prawa wolności i swobody wypowiedzi, w tym także ocen innych osób, zwłaszcza publicznych; z drugim – prawem do ochrony czci i dobrego imienia . żadne z tych praw nie jest prawem absolutnym, nie jest uprzywilejowane względem drugiego. Oba są równorzędne i korzystają z takiej samej ochrony konstytucyjnej”. Nasuwa mi się automatycznie kilka prostych pytań.  Od kiedy to sprawa ocen osób publicznych jest w naszym prawie uprzywilejowana wobec ocen osób tzw. nie publicznych ?  Pytanie tym bardziej uzasadnione zważywszy, że już w następnym zdaniu pan Kowalkowski raczy nas  teorią o równości  praw.  Jeśli więc „oba korzystają z takiej samej ochrony konstytucyjnej” ,to skąd wziął się w tej sprawie skazany i zwycięzca ? Nasuwa się jeszcze jedno zasadnicze pytanie. Czyżby pan Kowalkowski nie rozumiał, że aby bronić  czci i dobrego imienia to trzeba te wartości najpierw posiadać ?  Nie chciałbym przemęczyć intelektu  pana Kowalkowskiego nadmiarem pytań. Zapytam więc po prostu panie Kowalkowski – czy jest tam ktoś ?

Pan Kowalkowski czując wyraźne natchnienie płynące zapewne z sędziowskiej togi, stwierdza :  „Dozwolona publiczna krytyka nie może naruszać godności i dobrego imienia osób, chyba że oparta jest na prawdziwych zarzutach ( haloooooo ! ) i podjęta w celu ochrony uzasadnionego interesu społecznego”.  Od kiedy prawda musi być wsparta uzasadnionym  interesem społecznym i kto miałby decydować o trafności tego uzasadnienia? Oczywiście jest to pytanie retoryczne. Pana Kowalkowskiego zapytam tylko z politowaniem – panie Kowalkowski – czy jest tam ktoś ?

Drążąc temat zarzutów Krzysztofa Wyszkowskiego wobec Wałęsy, Roman Kowalkowski stwierdził „rezolutnie” i beztrosko, że żadnych dowodów agentury Wałęsy nie ma (?), mowiąc : „Taka kategoryczna wypowiedz i taki dotkliwy zarzut powinny były opierać się na sprawdzonych i pewnych dowodach, których nie było i nie ma, co ustalił sąd okręgowy”. Można by panu Kowalkowskiemu przypomnieć taki jeden dowód, który nazywa się Wałęsa. Można by też przypomnieć panu Kowalkowskiemu całą listę świadków, którą od dawna próbuje przedstawić Krzysztof Wyszkowski, a o która pan Kowalkowski nie raczył nawet zapytać. Mógłbym rownież powiedzieć, że przyznanie Wałęsy do współpracy z bezpieką słyszałem od niego samego kilkakrotnie jeszcze w roku 1979 w WZZW. Mógłbym, ale nie powiem bo pan Kowalkowski wyrażnie nie jest tym zainteresowany. Tracąc z wolna cierpliwość zapytam więc ponownie – panie Kowalkowski – czy jest tam ktoś ?

Myślę, że na okładkę encyklopedii głupoty powinno trafić dalsze wyjaśnienie Romana Kowalkowskiego:  „Poza opiniami świadka Sławomira Cenckiewicza o ujawnionych nieoryginalnych dowodach w postaci dokumentów wytworzonych przez funkcjonariuszy SB – mogących wskazywać na zarzucaną współpracę powoda ze służbami specjalnymi komunistycznego państwa – pozwany nie zaprezentował żadnych dowodów mogących ja potwierdzić”. Z tak kosmicznie absurdalnym stwierdzeniem nie sposób podjąć jakiejkolwiek logicznej dyskusji.  Zastanawiam sie natomiast nad tym czy mam rozumieć, że pan Kowalkowski uznał Wałęsę za osobę psychicznie niezrównoważoną ?    Jest przecież zrozumiałe, że  jeśli ktoś  wbrew prawdzie przyznaje się wielokrotnie do donoszenia i  współpracy z bezpieka, to nie może być traktowany jako osoba o zdrowych zmysłach. Skoro już o zdrowych zmysłach mowa to muszę wrócić do pytania zasadniczego – panie Kowalkowski – czy jest tam ktoś ?

Wałęsa wyrok skomentował  w sposób dla siebie charakterystyczny. Powiedział między innymi: „Ja wiedziałem, że inny wyrok nie zapadnie”.  I jeszcze:  „Sąd stanął na wysokości zadania”. Pytania – czyjemu zadaniu tak świetnie sprostał sąd i skąd KAPUŚ, DONOSICIEL I AGENT BEZPIEKI wiedział  jaki będzie wyrok tego sądu, panu Kowalkowskiemu zadawać nie będę. Ja swoją odpowiedz mam, a od pana Kowalkowskiego chciałbym się tylko dowiedzieć –

PANIE KOWALKOWSKI – CZY JEST TAM KTOŚ ?

Lech Zborowski

Reklamy

Możliwość komentowania PANIE KOWALKOWSKI – CZY JEST TAM KTOŚ ? została wyłączona

%d blogerów lubi to: