Wstrząsające słowa o zgodzie władz stolicy na przemoc

Posted in ■ aktualności, ■ wywiady by Maciejewski Kazimierz on 17 czerwca 2011

wywiad Redakcji wPolityce.pl z Ewą Stankiewicz

wPolityce.pl: o co pani zdaniem chodzi w tych ciągłych i tak brutalnych próbach likwidacji namiotu „Solidarnych 2010″ na Krakowskim Przedmieściu? Komu przeszkadza, że współpracujące z panią kilkadziesiąt osób, na zmiany, demonstruje nosząc namiot?
Ewa Stankiewicz, reżyser, dokumentalistka, szefowa Stoawrzyszenia Solidarni 2010: To są takie złośliwości, obliczone na to by nas zmęczyć. A jak się chce to powód zawsze się znajdzie.

Ale pozwoleń na demonstracje nie macie?
Skąd, oczywiście, że mamy. Wszystkie zgromadzenia, każdego dnia, są legalnie zgłoszone, każde z mobilnym namiotem. Nikt nam nie może narzucić w jakim tempie ten namiot ma się przemieszczać.

Jakiego użyto pretekstu?
Takiego, że aż niepoważnie go powtarzać – że stołek, który stał pod namiotem, go unieruchamia. To jak z Barei.

Tak, te skojarzenia z PRL się narzucają chyba wszystkim.
I jak w PRL posługują się prawem w sposób albo dowolnie ogólny albo szczególarski. Na przykład pojawiło się określenie „naniesienie”.

Naniesienie?
Tak. Zarząd Dróg i Mostów uważa, że może nas dzięki temu prześladować. Bo to nie jest trwałe przymocowanie, ale też nie coś co jest w ruchu. Jakaś pośrednia forma. I uznano, że nasz namiot, właściwie parasol ogrodowy, bez ścian, bez przymocowania do podłoża, to jednak naniesienie. Zresztą, nie wiem, wiadomo o co chodzi. To pretekst. Chcą nas przegnać, zniechęcić i wciągnąć w takie absurdalne rozmowy.

To nie dajmy się wciągać. Cofnijmy się do początku waszej akcji. Po co stoi ten namiot? Po co spotykacie się na Krakowskim Przedmieściu?
To był w zamyśle, i jest dla tysięcy ludzi, kawałek wolnej Polski. Upomnienie się o godność i honor. Przyczółek normalności. Kiedy jeżdżę po Polsce prezentując film „Krzyż”, bez przerwy słyszę słowa wsparcia i podziękowań.

Skąd się wzięła idea tej demonstracji? Ustawienia takiego znaku sprzeciwu w przestrzeni publicznej?
Z bezsilności. Z poczucia, że ktoś musi wreszcie rozpocząć walkę o normalność. O wolność. O elementarną odpowiedzialność władzy. Tymczasem po tragedii smoleńskiej nikt za nic nie odpowiedział.

Lewicowa prasa drwi, że to robienie z siebie ofiary, niepotrzebne budowanie przekonania, że nie ma normalnej demokracji, że to historyczne.
Te przytoczone szyderstwa to i tak nie najgorsza rzecz. Bo oprócz tych dobrych ludzi, którzy przynoszą nam jedzenie, którzy nas wspierają, często przechodzący pukają się w głowę, pokazują wulgarne gesty czy klaszczą straży miejskiej gdy nas atakuje, gdy rozbiera nasz namiot.
Ale odpowiadając na pytanie: najtrwalej, najmocniej kształtują świadomość ludzi media elektroniczne. W nich nie ma żadnej równowagi. Panuje niemal pełen monopol reżimu. Nie możemy więc powiedzieć, w wolny i spokojny spokój, o co nam chodzi, o co walczymy. Czy to jest normalna demokracja? W mediach drukowanych jest ostatnio nieco lepiej, podobnie w Internecie, także dzięki portalowi wPolityce.pl.

Chodzi więc o dostęp do mediów?
Oczywiście, że nie tylko. To zaledwie środek. Chodzi o to, że nie ma drugiego takiego państwa na świecie, państwa uważające się za demokratyczne, w którym minister odpowiedzialny za bezpieczeństwo głowy państwa, nie ponosi żadnej odpowiedzialności za niedopełnienie obowiązków służbowych, lub świadomie działał na szkodę Polski, pozostaje na stanowisku. Więcej – sam prowadzi śledztwo w swojej sprawie. To nie jest normalne, to wymaga protestu.

I dlatego władzy pani zdaniem tak przeszkadza namiot?
Tak. Czują, że prawdy nie da się zamieść pod dywan. Zdają sobie sprawę, że jeśli ta ekipa nie zostanie kiedyś osądzona za traktowanie śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, dogadywanie się z Rosją za plecami polskiej głowy państwa, za skandaliczne zaniedbania w śledztwie, oddanie wszystkiego w ręce Rosjan, to nie będziemy nigdy normalnym krajem. To właśnie powinien osądzić trybunał stanu. I oni wiedzą, że prędzej czy później to nastąpi. Nie uciekną przed tym. Chociaż próbują. Także zamilczeć. My więc w naszym namiocie, naszymi dyżurami i rozmowami, to nagłaśniamy naszymi dwoma niewielkimi głośnikami. I już to nieco przywraca normalne proporcje pomiędzy tragedią a odpowiedzialnością, która wymaga osądzenia.

Co dalej z namiotem, z tą maszerującą powoli demonstracją. Zwiniecie się?
Nie. Jesteśmy i będziemy codziennie od godziny 10 do 22, czasem może nieco później. Ale codziennie. Nie odstąpimy do chwili gdy nie zostaną spełnione nasze cztery postulaty.

Jakie?
Postawienie premiera Donalda Tuska przed trybunałem stanu, a w pierwszej kolejności dymisja. Oczywiście wraz z ministrami odpowiedzialnymi za przygotowanie wizyty smoleńskiej a później za śledztwo w sprawie katastrofy – a więc Tomasza Arabskiego, Jerzego Millera, Bogdana Klicha i Radosława Sikorskiego. Następny postulat to powołanie międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn katastrofy. Zgoda dla rodzin, które o to wystąpiły, na ekshumacje zwłok. Zwrócenie się do struktur natowskich o udostępnienie zdjęć satelitarnych z ostatniej fazy lotu.

Nie obawiacie się prowokacji?
One już się dzieją. Także ataki. Pod przynoszonym codziennie wieczorem krzyżem, nie naszym ale przynoszonym przez ludzi codziennie pod Pałac Prezydencki, gdzie codziennie modlą się ludzie, doszło 1 czerwca do brutalnego ataku. Został zaatakowany Paweł Łapiński, który w stanie wojennym miał łamane przez ZOMO ręce i nogi.
Stał w grupie modlących się. W pewnym momencie ktoś od tyłu, potężnym ciosem, uderzył go pięścią w tył głowy, powalając go całkowicie na ziemię. Kobieta, która stałą obok niego, próbowała się odwrócić żeby zobaczyć co się dzieje.
Wtedy inny napastnik, jakaś kobieta, rzuciła się na nią, zaczęła drapać po twarzy. Uniemożliwiła w ten sposób dostrzeżenie twarzy napastnika. Ale to nie był koniec. Ktoś najprawdopodobniej zaczął Pawła Łapińskiego bić jakimś stalowym prętem, tak, że ma złamane śródstopie i nogę w gipsie.

Czy to znaczy, że w tej okolicy, na Krakowskim Przedmieściu straż miejska i policja nie spełniają swoich podstawowych funkcji, nie zapewniają bezpieczeństwa? Nie czujecie, że jak idzie strażnik miejski to można się czuć bezpiecznie?
To jeszcze byłoby pół biedy. Jest gorzej – to oni, ewidentnie łamią prawo. Choćby gdy rozbierali nam ostatnio namiot. Kiedy od pani kierującej akcją próbowaliśmy dowiedzieć się skąd jest, dlaczego i kto podjął taką decyzję, nie chciała odpowiedzieć. Kiedy w jej obecności podszedł ktoś i uderzył pięścią w kamerę filmującego to jednego z dziennikarzy, nie było żadnej reakcji! I tak jest w kółko – nie reagują na przemoc wobec nas.
Jakiż to kontrast z ciepłymi kocami, herbata i kanapkami dostarczanymi przez tę samą straż miejską pielęgniarkom w 2006 roku. My tego nie chcemy. Prosimy tylko by nas nie atakowali.

Jak ludzie mogą wam, jeśli zechcą, pomóc?
Przede wszystkim przyjść, być z nami. Zapisać się na dyżury, choćby na dwie, trzy godziny. Ale ważne żeby regularnie, najlepiej w godzinach przedpołudniowych. Wspólnie wygramy najpierw prawo do demokratycznej demonstracji, a z czasem do prawdy i sprawiedliwości w sprawie tragedii smoleńskiej.

wpolityce.pl

Reklama

Możliwość komentowania Wstrząsające słowa o zgodzie władz stolicy na przemoc została wyłączona

%d blogerów lubi to: