Pierwszy gnój, agent i szpicel Rzeczypospolitej

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 26 czerwca 2011

Sprawa Bondaryka udowadnia kilka spraw. Pokazuje, że afera hazardowa, mafijne dopłaty do skarbonki Platformy, narkotykowe imprezy i inne tajemnicze zatargi rządu nie są tylko wpadkami, lekkimi potknięciami. Okazuje się,
że zgnilizna państwa sięga każdej struktury, każdego zakamarka i obawiam się, że to nie wszystkie punkty zapalne
i szare strefy struktur państwowych.

Po sprawie dotacji dla PO przez mafię, pytałem, ile jeszcze afer Watergate potrzeba, by ludzie zauważyli, że rząd psuje nasze państwo podgryzając jej najcieńsze struktury swoim nepotyzmem i kolesiostwem. Teraz już wiem, że może być i milion afer, a wszystkie przez rząd zostaną sprzątnięte pod dywan. Lud, który choć lekko podburzony zachowaniem rządzących, to jednak wciąż spokojny, zostanie ugłaskany słowami – „To przez Kaczyńskiego i jego IV RP”. Wtedy kierunek złości zmienia się i znów Polska jest miodem i mlekiem płynącym państwem, pozornie.

Tylko w Polsce za aferę nikt nie ponosi konsekwencji, prócz oczywiście jednej osoby. A jest nią zawsze ten, który aferę i zgniliznę odkryje. On zawsze jest gnojony i mieszany z błotem, zawsze staje się wrogiem Platformy i „elity”,
i w mediach robią z niego „pisiora”, by móc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – straszyć opinię publiczną PiS-em i zniszczyć „aferoodkrywacza”. Tak było za każdym razem. Kiedy wybuchła afera hazardowa, Mariusz Kamiński stał się pierwszym gnojem Rzeczypospolitej.

Zrobiono z niego niszczyciela polskich marzeń o spokoju i równomiernym rozwoju, pogłębiacza przepaści kulturowej, podsycacza wojny między PiS-em a PO. Zrobili z niego chłoptasia, „janczara” Kaczyńskiego. Potem Kamiński nie miał już nic do stracenia więc wyciągał afery bez namysłu, i słusznie. Następną ofiarą był pan Pasionek, który chciał od Amerykanów zdjęcia satelitarne z katastrofy smoleńskiej. Pokłócił się ze swoimi platformerskimi przełożonymi i media zrobiły z niego pierwszego agenta Rzeczypospolitej. Tylko dlatego, że mu zależało, tylko dlatego, że nie wchodził w układy z rządem.

Teraz, przy okazji sprawy audicy Bondaryka z człowieka, który odkrył owe nieścisłości, pana Piasecznego zrobiono szpicla, który czekał na potknięcie, by wspomóc PiS i osłabić Platformę. Odebrano mu wszystkie śledztwa i możliwe, że zostanie zwolniony ze swojej funkcji. Pan Bondaryk, szef ABW, może zostanie generałem, albo inną szychą, by mieć emeryturą do końca życia.

W normalnym kraju człowiek, który odkrywa zepsucie partii rządzącej, gdy odkrywa aferę, czy błędy ze strony rządu, staje się jedną z najważniejszych osób. Jego status sięga statusu świadka koronnego, jest krytykowany, ale na pewno nie karcony, bo tak robi się tylko w państwach totalitarnych. W normalnym państwie z odkrywcy afery nie robi się chłoptasia partii opozycyjnej, nie niszczy się jego wizerunku, a podmioty afery ponoszą konsekwencje, choćby na pokaz, ale ponoszą. Ale nie w Polsce.

Bondaryk nie zostanie zwolniony, bo jak twierdzi Zaremba wie za dużo, a w przypływie złości i chęci vendetty pokaże wszystkie zgnilizny rządu. Został tylko lekko pouczony przez Tuska i co dalej z nim będzie nie wiadomo, ale jak znam życie, to nic. Więc czy żyjemy w normalnym kraju?

Jako, że Polactwo i ciemnogrodztwo wiąże się z niezadowoleniem, gdy mnie okradają, ku ogromnemu zdziwieniu salonu, powiem, że nie, nasz kraj nie jest normalny. Nasze państwo jest odwrócone plecami do standardów cywilizowanego świata, Zachodu do którego tak pożądliwie aspirujemy. W Polsce liczy się cwaniactwo i konformizm. W cenie jest także kłamstwo, obłuda i propagandowa zawiść. W naszym kraju politycy nie próbują nas przekonać, że to ich poglądy i myśli są jedynie słusznymi, ale za to elokwentnie obrzydzają nam innych polityków i znakomicie kreują swój kłamliwy wizerunek. Wszystko jest nie takie jakie winno być.

Tutaj wygrywa partia, która bardziej skopie tyłek drugiej partii, tu partia, która już wygrała, nie musi się wywiązywać z buńczucznych obietnic, tylko tu ludzie, którzy spieprzą jakąś sprawę są nominowani na generalski stopień i dostają dożywotnio kuriozalnie wysoką emeryturę; tylko w Polsce ludzie, którzy odkryli zgniliznę rządu i ludzi z nim związanych, zostają zgnojeni i zniszczeni. Tutaj partia liberalna, demokratyczna i broniąca pluralizmu donosi na kler, za jego słowa, ograniczając wolność.

To państwo jest chore. Ale nie oburzajcie się obrońcy Polskości, bo to jest dość przewrotne i skomplikowane. Jak się zwykło mówić państwo tworzą ludzie, a w obecnych standardach to ludzie, którzy rządzą są tego państwa zmiennymi symbolami, więc zmieniając rządzących zmieniamy państwo.

Polska jest chora na Platformę.

Czy chcemy dalej żyć w wyżej opisanym kraju? Okaże się w październiku.

TeaDrinker • salon24.pl

Możliwość komentowania Pierwszy gnój, agent i szpicel Rzeczypospolitej została wyłączona

%d blogerów lubi to: