Platforma Obywatelska, czy „Chłopcy z ferajny”?

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 6 lipca 2011

Gdyby PZPR stosowała te same triki, które od czterech lat stosuje Platforma, nadal by rządziła – i to bez okrągłego stołu. A tak, trzeba było robić cyrk na oczach świata, by udowodnić wszystkim, że rząd Mazowieckiego – choć z Kiszczakiem i z Florianem Siwickim – zaprowadził w Polsce demokrację. A przecież wiadomo, że nasza demokracja jest dziełem PZPR, podobnie, jak nasze wejście do Unii Europejskiej. PZPR była jednak pryncypialna, żądając od wszystkich, którzy się do niej zapisywali – osobistej zgody. Mało tego – jak wspominają jej członkowie – trzeba było odpowiedzieć sekretarzowi na kilka podchwytliwych pytań, jak to, które zadano góralowi: – A czy należeliście kiedyś do jakiejś bandy, góralu ? – Ni, ta będzie pirso… – odpowiedział góral.

Mimo to, szeregi PZPR umacniały się z każdym rokiem – nawet wtedy, gdy partię osłabiały afery, znane wtedy, jako „błędy i wypaczenia”. Wówczas partia dokonywała wolty na stanowisku I sekretarza i nadal „była ta sama, choć nie taka sama”. Czyli mówiąc po naszemu: „ta sama banda, choć nie taka sama”. Gdyby jednak PZPR miała w ręku taką propagandę, jaką ma dzisiaj Platforma – nie musiała by się z żadnej afery, z żadnych podwyżek cen (po których zwykle upadało dotychczasowe kierownictwo PZPR) tłumaczyć – spokojnie rządząc pod światłym kierownictwem Władysława Gomółki – aż do jego śmierci. Następca Gomółki byłby wybrany na zasadzie takich samych „prawyborów”, jakie PO zastosowała przy wskazaniu kandydata na prezydenta. Naród by się cieszył z „demokracji”, a partia nadal rosła w siłę. Byłoby to zrozumiałe i z innego względu: nie tylko wybrańcy, ale cały Naród należał by do PZPR, a nie jakieś 3 miliony osób w apogeum rozwoju partii. Apogeum swojego rozwoju, PZPR osiągnęła w 1980 roku, ale wkrótce był „Sierpień” i z 3 milionów pozostało partii już tylko 2 miliony członków. Dzisiaj niedobitki PZPR nadal są w SLD, gdyż starzy towarzysze zwietrzyli, że tylko Platforma Obywatelska przypomina im dawną PZPR… Bo Platforma bierze wszystko i to nawet bez takich dylematów, jakie miała pewna posłanka lekkich obyczajów: „Oddać się partii po cichu, czy też publicznie?”

Okazuje się bowiem, że do zjednoczonej po Zjeździe w Gdańsku Polskiej Zjednoczonej Platformy Obywatelskiej nie trzeba się wcale zapisywać, gdyż rządząca partia, mając dostęp do danych osobowych ludności może zapisać do partii, kogo tylko zechce. Jak informuje „Rzeczpospolita” – do lubuskiej PO zapisywano ludzi bez ich wiedzy. Wprawdzie śledztwo w tej sprawie wszczęła prokuratura, ale znając metody „przykrywania” afer przez PO i ta gigantyczna afera zostanie zamieciona pod dywan. Tym bardziej, że zgodę na zwiększenie „upartyjnienia” w regionie lubuskim wydał sam marszałek Schetyna i mimo tego, że niektórzy członkowie Platformy są zaszokowani skalą afery. – Takiej afery w Platformie jeszcze nie było. Sami jesteśmy zszokowani jej skalą – mówi jeden z wysoko postawionych członków tamtejszej Platformy. W regionie wykreślono już z list członków 170 osób.

Jak informuje „Rzepa” – wszystko zaczęło się od mieszkanki Gorzowa Doroty P., która w marcu otrzymała pismo z PO, że od roku nie płaci składek członkowskich i zostaje wykreślona z partii. Tyle tylko, że ona się nigdy do Platformy nie zapisywała. Kobieta zawiadomiła prokuraturę, a ta wszczęła śledztwo w sprawie fałszowania dokumentów. – Skala jest większa niż tylko ten jeden nagłośniony przypadek. Czekamy na spływ dokumentów z partii – mówi Andrzej Bogacz, prokurator prowadzący tę sprawę. Według informacji gazety, kilka dni temu do śledczych trafiła lista kolejnych 14 osób, które miały być członkami partii, ale nic o tym nie wiedziały. –

Podejrzewamy, że to tylko początek. Wątpliwości mamy co do blisko 300 osób, które w bardzo krótkim okresie zapisały się do kół gorzowskiej PO – zdradza informator „Rzepy” z partii. „Rzeczpospolita” sugeruje, że nagły przypływ członków PO, mógł mieć związek z walką o władzę w regionie, w której rywalizowało dwoje posłów: Bożenna Bukiewicz z Zielonej Góry i Witold Pahl z Gorzowa. Gdy zarząd regionu zaczął podejrzewać nieczystą grę i odmówił rejestrowania nowych członków z gorzowskich kół, ich przewodniczący odwołał się do Warszawy. – Pahl osobiście zawiózł te odwołania do sekretarza generalnego partii Grzegorza Schetyny – relacjonuje informator gazety. Schetyna nakazał wpisać nowych członków. – Pahl triumfował. Mówił, że należy mu się funkcja przewodniczącego regionu, bo co czwarty członek lubuskiej PO jest z Gorzowa – opowiada działacz PO.

Oczywiście – żaden z działaczy PO nie poda gazecie swojego nazwiska, gdyż partia, działająca jak mafia – wykończy nielojalnego informatora. Każdy, kto oglądał „Chłopców z ferajny” Martina Scorsese wie, że siła mafii polega na zagarnianiu miasta w ten sposób, by wszyscy milczeli w obliczu zła. To pierwsza zasada – zasada Omerty, czyli: „Nic nie słyszałem, nic nie widziałem, nie było mnie tutaj, a nawet jeśli byłem to spałem!”….

Wkrótce się więc okaże, że mieszkanka Gorzowa Dorota P., która złożyła zawiadomienie do prokuratury jest chora psychicznie i co oczywiste – należy do PIS-u. Jest więc także chora z nienawiści do mafii, którą większość mieszkańców miasta nie tylko szanuje, ale nawet kocha. Wskazuje na to aktualny sondaż z miasta Gorzowa, w którym 75% respondentów uważa, że ostatnia afera PO jest kolejną prowokacją pisowską. Po aferze hazardowej.

Kapitan Nemo • niepoprawni.pl

Możliwość komentowania Platforma Obywatelska, czy „Chłopcy z ferajny”? została wyłączona