UWAGA, AGENT !

Posted in ■ aktualności, ■ historia by Maciejewski Kazimierz on 16 lipca 2011

… w Polsce, tak zwany przełom roku 89, był od początku kontrolowany przez wszelkiej maści służby, to czy można dalej mówić o przełomie? Dlaczego zaś sądzę, że tak mogło być? Pamiętam bowiem doskonale, że ten „przewrót” nie był wynikiem emocji, jak to miało miejsce w roku 1980. Był wynikiem długo przygotowanego procesu i w końcu okrągłostołowej umowy, którą zaplanowali i przeprowadzili pragmatycy. Osoby, które między innymi, używają znaków nie po to aby coś przekazać, ale dla osiągnięcia wymiernych, indywidualnych korzyści. Dla których słowo manipulacja jest tylko środkiem do osiągnięcia celu.

I

Czy może być bezpieczne takie państwo, w którym obcy agenci przenikają wszystkie jego struktury?

Generał Krzysztof Bondaryk, szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego podał informację o trzystu pracownikach obcych wywiadów działających w służbach dyplomatycznych. Powtórzmy: 300 na 2000 dyplomatów. A jaka jest liczba tych, którzy pracują pod przykrywką przedstawicielstw, fundacji, przedsiębiorstw? Przy okazji powstaje pytanie jaka była metodologia ustalania tej liczby. Dlaczego miałoby być ich akurat 300, a nie na przykład 1000? Przecież podając, nawet przybliżoną liczbę, trzeba dokonać jakiegoś spisu. A mając jakąś specyfikację powinno się wiedzieć, kto jest (może być) agentem, a kto nie. Dlaczego więc oni w dalszym ciągu funkcjonują jako dyplomaci? A może ta liczba jest po prostu wzięta z sufitu? Może wynika z prostego przemnożenia liczby dyplomatów przez jakiś wydumany, piętnastoprocentowy wskaźnik? Zanim postaram się dokonać własnych obliczeń, kilka krótkich uwag.

Mówienie o tym, że weryfikacja agentów WSW, oraz lustracja tajnych współpracowników SB nie jest konieczna, bo są obecnie jakimś mało istotnym elementem sceny politycznej (niegroźni, starzy, będący poza układem) jest bzdurą. Pisanie, że właśnie odchodzą na emerytury i że ważniejsci od nich są agenci wpływu, jest bagatelizowaniem prawdziwego problemu. Zwerbowany w 1989 roku osiemnastolatek ma dziś 40 lat. A więc mogą wśród nich być rownież nie aż tak bardzo zramolałe osoby, prawda? I dlatego tak ważne jest aby sobie uświadomić kim oni byli, a nie tylko koncentrować na agentach wpływu i zasadach doboru kadr jakie stworzyli. A więc kim oni byli, a może i są?
Konfident – (TW) w terminologii Ministerstwa Spraw Wewnętrznych PRL była to osoba świadomie, dobrowolnie i za wynagrodzeniem współpracująca ze Służbą Bezpieczeństwa. Dopowiem – Służbą Bezpieczeństwa, będącą agendą KGB. A więc TW wcale nie byli konfidentami. Byli kolaborantami – ludźmi świadomie, bądź nie do końca, ale jednak współpracującymi z okupantem. Przecież Rosja Sowiecka nie była naszym sojusznikiem, ale najeźdźcą. (Takie pytanie na marginesie: a kim jest teraz ? Zaprzyjaźnionym państwem? Partnerem gospodarczym?)
ZSRR, a następnie Federacja Rosyjska, wycofując swe wojska z Polski w 1991 i 1992 roku, zabrała mundurowych, ale nie zabrała ze sobą swoich służb specjalnych. Ci ludzie pozostali. Co robili przez ostatnie dwadzieścia jeden lat? Wycofali się z życia publicznego? Werbowali nowych kretów? Nie wiem. W każdym razie na pewno nie rozwiali się w powietrzu. Ale jeśli ktoś uważa, że ubrali się w zgrzebne wory i błądzą po świecie biczując swe ciała jest w błędzie. Dlaczego mieliby odrzucić dawne aspiracje, pogrzebać ambicje? Czemu mieliby to zrobić? Dlatego że powstała „wolna Polska”? Przede wszystkim ja wcale nie jestem pewien czy ona powstała.

Ilu może być obecnie ruskich agentów (nie pytam tu o niemieckich, choć przeczytałem w tygodniku Forum, że w latach 80 działało u nas 500 agentów STASI, których zapewne potem przejęła RFN) w organach naszego państwa? W roku 1989, kiedy likwidowano SB było około osiemdziesięciu tysięcy zarejestrowanych tajnych współpracowników. Dodając do tej liczby etatowych pracowników SB, oraz WSW i jej agentów otrzymujemy liczę około stu pięćdziesięciu tysięcy potencjalnych szpiegów Rosji. Powtarzam: potencjalnych. Ilu ich jest naprawdę? Bez dokończenia lustracji trudno będzie stwierdzić.

II

Jak wyglądały metody pracy aparatu bezpieczeństwa po 1945 roku? W latach pięćdziesiątych pełno w nim było „chłopców o twarzach ziemniaczanych”, pracowały w nim „bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach”, osoby o odrażającej „parcianej retoryce” – jak opisuje ludzi „samogonnego Mefisto” Zbigniew Herbert. Stosowali oni bezwzględne, siłowe metody, a perswazja i erystyka kojarzyły im się zapewnie głównie narzędziami tortur.
Ale już w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku wykonywali tam swoją robotę, w większości młodzi ludzie, najczęściej po studiach, którzy doskonale wiedzieli nie tylko czego chcą, ale również jakie metody działania są najbardziej skuteczne. Myślę, że nie każdy mający z nimi kontakt, zdawał sobie sprawę, że te energiczne, dosyć elokwentne osoby, mówiące poprawną polszczyzną, reprezentują interesy wrogiego mocarstwa. Zmieniły się też ich metody w stosunku do wcześniejszych dwóch dekad: „Dawniej nocne pukanie do drzwi, / Teraz czekamy w południe, najlepiej prywatnie, / Dawniej godzinami twarzą do ściany, / Teraz prosimy siadać, pomówmy poufnie” pisał Kazimierz Wierzyński w „Moralitecie o czystej grze”.

W chwili obecnej wygląda to jeszcze inaczej. Nie ma już jakiejś konkretnej, wyodrębnionej struktury i pracujących dla niego urzędników aparatu. Pozostało jednak to co najważniejsze – budowanie bardzo mocnego poczucia zobowiązania i więzi. Werbowanie agentów wpływu nie polega już na mniej lub bardziej przekonującej perswazji, ale na wzbudzeniu poczucia lojalności (wdzięczności) u osób w ten czy inny sposób obdarowanych : „Czasy unormowane, nie jest tak źle, / Mieszkanie z puli premiera, / Paszport konsularny na lata, / Stypendia, kongresy, / Pan widzi, wszystko się zmienia, / Żadna deprawacja, denuncjacja, / Żaden Orwell, to informacja”. Kiedy się czyta ten wiersz Wierzyńskiego z lat sześćdziesiątych widać wyraźnie nie tylko to, jak szybko metody pozyskiwania „materiału ludzkiego” podlegały modyfikacji, w stosunku do lat pięćdziesiątych, ale również co z tego funkcjonuje do dziś.

Dopiero co przytoczony fragment, można w całości odnieść do czasów dzisiejszych. Wystarczy spojrzeć na stypendia fundowane obecnie przez różne organizacje zagraniczne, zwłaszcza niemieckie i rosyjskie. Pozyskiwanie czyjejś życzliwości i liczenie na wdzięczność, to przecież nie jest nic innego, jak kolejna, wyższa forma kaptowania agentów wpływu. Poczucie zobowiązania za stypendium kulturalne czy naukowe to krępowanie się bardzo silnymi więzami. Tym razem już niewidzialnymi. Nie ma żadnych teczek, notatek ze spotkań, raportów. Jest kontrakt, nieformalne wiezi, zaproszenie do udziału w programie stypendialnym… Zresztą czy to ważne jak się to będzie zwało? Czy ktoś nazwie to werbunkiem czy lobbingiem, wyjdzie na jedno. Jest to kupowanie ludzi. System niewolnictwa, zakuwanie w kajdany. I to krępowanie dotyczy nie tylko tych, którzy się sprzedali, ale i tych, dla których są oni jakimś wzorem (mądrości, sukcesu, talentu). To jest to, o czym pisał Norwid w „Zagadce”: „Z wszelakich kajdan, czy – te są / Powrozowe, złote czy stalne – / Przesiąkłymi najbardziej krwią i łzą / Niewidzialne!…” .

III

Przed samym 1989 rokiem, w aparacie partyjnym oraz w służbach bezpieczeństwa pracowały przede wszystkim osoby pragmatyczne (aktywne, których wszystkie działania były nastawione wyłącznie na robienie kariery). Raczej bezwzględne. Nie było idiotów i oszołomów. Oczywiście pracowały tam jednostki patologiczne i sadystyczne, jak też takie, które były pozbawione uczuć wyższych, ale w tej chwili chciałem znaleźć raczej cechę wspólną tej grupy. Tą cechą jest moim zdaniem pragmatyzm. Przede wszystkim ani partia, aby móc sprawnie działać nie mogła sobie pozwolić na zepsucie wizerunku palantem, ani służba bezpieczeństwa, której priorytetem była skuteczność, nie mogła mieć w swoich szeregach kretynów. Stawiano więc na inteligencję i praktyczność. Skuteczność działania. Stąd w tych organizacjach również i retoryka była na wyższym niż średni, urzędniczym poziomie.

Na pewno duża część z tych osób, które aktywnie pracowały na rzecz Sowietów do końca lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, a może nawet większość z nich, żałuje dróg, którymi się wałęsali w czasach II RP. Są pośród nich zapewne i tacy, którzy nie mogą sobie dać rady ze swą przeszłością. Szukają miejsca dla siebie, albo izolują od ludzi, zapadają w mrok własnego umysłu, nie potafiąc umknąć przed dopadającym ich na każdym kroku piętnem Judasza. Być może są i tacy, którzy rozpili się, popełnili samobójstwo, albo też wyparli niechlubną przeszłość. Na pewno są. Podpowiada to życiowe doświadczenie. Myślę jednak, że przytłaczająca większość z nich, odnalazła się w nowej rzeczywistości.

Gdzie są dziś ci aktywni, dawni kolaboranci i pracownicy urzędu bezpieczeństwa, patryjni działacze? Pamiętajmy, że były (a więc zapewnie i są) to osoby o wysokich aspiracjach, hołdujący pragmatyzmowi, a więc każde swe działanie podporządkowujące celowi jaki zamierzają osiągnąć. A więc są oni rządzie, w Sejmie ? Niekoniecznie. Rzeczywisty ośrodek władzy znajduje się moim zdaniem poza Wiejską i Wspólną. Dziś, moim zdaniem, w przytłaczającej liczbie przypadków, ci ludzie nie stoją na eksponowanych stanowiskach. Jak ich rozpoznać? Myślę, że tak jak jest napisane w Piśmie – „po owocach”. Są to szare eminencje, realizujące nawet niekoniecznie w powiązaniu ze sobą, rzeczywisty cel – atomizację społeczeństwa, wdrażanie filozofii relatywizujących poglądy obywateli, osłabianie struktur państwa poprzez działania na szkodę dobra publicznego takich jak na przykład sprzedaż strategicznego majątku publicznego itp.
Na pewno są w biznesie, no i oczywiście tam, skąd odbywa się sterowanie społeczeństwem, urabianie publiczego przekonania o istotnych sprawach – w mediach. Są na dobrze opłacanych stanowiskach w zarządach różnych telewizji i w magazynach opinii. Stamtąd realizują swoje zadania jakie przystało realizować wszystkim agentom wpływu – dezinformują i skłócają. Wpajają poczucie winy i osłabiają wiarę w siebie i w pielęgnowane wartości. Ośmieszają, wyszydzają i wykazują rzekomy brak logiki w działaniu grup ideologicznie wrogich. Promują postawy niemoralne i pobudzają nieufność w społeczeństwie. Antagonizują.

IV

Oburzamy się dziś, że na świecie znakiem przełomu, w naszej części Europy stał się mur, a nie okrągły stół. I żeby jeszcze był to mur, który miał ponoć przeskoczyć Wałęsa… Ale nie. Chodzi o berliński. Kiedyś też mnie to oburzało. A oburzało mnie wówczas, kiedy wierzyłem w rok 1989. Przestałem jednak w ciebie wierzyć… O roku ów!

Przypomniałem sobie niedawno pewien test w którym, jako licealista, brałem anonimowo udział we czesnych latach osiemdziesiątych. Jednak czy był to rok 1981 czy 83 tego już sobie nie jestem w stanie przypomnieć. W pamięć zapadło mi natomiast jedno pytanie. Jego sens był mniej więcej taki: czy sądzisz, że powinno się przywrócić godło Polski z orłem w koronie ? Jako nastolatek naiwnie wierzyłem, że odpowiadając, mogę stać się motorem zmian. Więc z zaangażowaniem godnym lepszej sprawy, brałem udział najpierw w tym, a potem i innych testach, w których pytano na przykład czy należałoby zmienić nazwę szkoły do której uczęszczam. Wśród odpowiedzi była również dawna, przedwojenna nazwa placówki.
Nic z tych testów nie wynikło, bo nic wówczas wyniknąć nie mogło. Pamiętam, że liczyłem choćby na ogłoszenie ich wyników. Niedoczekanie moje. Oczywiście, jako sztubak, myślałem, że jest to próba reform ustroju, choć dziwiła mnie reakcja osób należących do partii z którymi miałem na co dzień kontakt, (ojciec, dyrektor liceum) które gdy mowa była o teście, uśmiechały się tylko pobłażliwie.
Czy więc tego rodzaju „konsultacje” miały za główne zadanie „skanalizować emocje społeczne”, jak to się wówczas pewnie powszechnie sądziło? Obawiam się, że nie. Teraz, patrząc na to z perspektywy czasu, sądzę że był to jednak test. Test na to, jaki poziom niezawisłości jest w stanie zaspokoić oczekiwania ludzi. Inaczej mówiąc – wprowadzenie jakich zmian jest konieczne, aby obywatele byli przekonani, że doszło do transformacji ustrojowej. Było to, moim zdaniem, przygotowanie nowej potiomkinady.
Od czego to nowe myślenie mogło się zacząć? Może od tego, niepozornego, wydawałoby się zrazu odkrycia, że aby utrzymać w miastach porządek, nowe chodniki należy kłaść nie tam, gdzie zaplanował je architekt, ale tam, gdzie ludzie wydeptywali sobie ścieżki. Partia odkryła, że aby nadal sprawować władzę musi nie narzucać, a obserwować potrzeby ludzi i wychodzić im na przeciw. Sprawiać wrażenie, że tak naprawdę pełni tylko rolę służebną. Odstąpić nieistotne dla władzy znaki, w zamian za rzeczy jak najbardziej realne.
Ze wszystkich testów, (również tych o których nie wiem) najprawdopodobniej wynikało, że naród przyjmie pozory wolności, za przejaw faktycznej zmiany. Potwierdziły one widocznie również i to, że ludzie myślą najczęściej w kategorii znaków i symboli, nie zastanawiając się co za takim znakiem stoi. A stały wielkie pieniądze, cały majątek narodowy, który można było pod hasłem prywatyzacji spokojnie rozparcelowywać.
Eksperyment z wprowadzeniem pozornej wolności musiał polegać jednak na czymś więcej, jak tylko na zmianach w symbolice. Coś, bez czego by się nie powiódł. Koniecznym było uwłaszczenie majątkiem narodowym nie tylko wierzchołków władzy, ale również pewnej część społeczeństwa, która miała stać się obszarem przylegającym do szczytu, tym samym chroniąc go przed dołami. Tym bowiem miały się dostać wyłącznie emblematy, symbole i szoł w postaci ogólnopolskich programów TV.
Jeżeli to co mówię jest prawdą i w Polsce tak zwany przełom roku 89, był od początku kontrolowany przez wszelkiej maści służby, to czy można dalej mówić o przełomie? Dlaczego zaś sądzę, że tak mogło być? Pamiętam bowiem doskonale, że ten „przewrót” nie był wynikiem emocji, jak to miało miejsce w roku 1980. Był wynikiem długo przygotowanego procesu i w końcu okrągłostołowej umowy, którą zaplanowali i przeprowadzili pragmatycy. Osoby, które między innymi, używają znaków nie po to aby coś przekazać, ale dla osiągnięcia wymiernych, indywidualnych korzyści. Dla których słowo manipulacja jest tylko środkiem do osiągnięcia celu.

Roman Misiewicz • dobre-nowiny.pl

Możliwość komentowania UWAGA, AGENT ! została wyłączona