Manewry przed wyborami

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 18 lipca 2011

Nieważne, jak ludzie głosują. Ważne, kto i według jakiej ordynacji wyborczej liczy głosy. To była stara żelazna zasada komunistów, którzy oszustwa wyborcze oraz socjotechniczne sztuczki z uzyskiwaniem demokratycznej legitymacji dla swoich totalitarnych rządów opanowali do perfekcji. To, że sfałszowano tak zwane referendum ludowe w 1946 r. czy wybory do Sejmu w 1947 r., zostało już udowodnione. Wiadomo również, że istniała specjalna grupa koordynująca operację fałszowania wyników kierowana przez funkcjonariuszy sowieckiego aparatu przymusu.

Wydawało się, że tamten ponury okres mamy już za sobą. Niestety, jednak nie. W czwartek opinia publiczna dowiedziała się, że podczas przeszukania bagażnika samochodu byłego komendanta policji w warszawskiej dzielnicy Białołęka, w związku z podejrzeniem uczestnictwa oficera policji w morderstwie, znaleziono kilkaset wypełnionych kart do głosowania z opisem wskazującym, że były one załącznikiem do protokołu wyborczego z ubiegłorocznych wyborów samorządowych. Przedstawicielka prokuratury poinformowała, że jest to wątek wyodrębniony z zarzutu zabójstwa i postępowanie w sprawie znalezionych kart prowadzone jest w kontekście art. 248 kodeksu karnego dotyczącego oszustwa wyborczego.

W wyborach samorządowych w 2010 r. w Warszawie oficjalnie wygrała Platforma Obywatelska, a Hanna Gronkiewicz-Waltz została prezydentem stolicy. Czy zatem zostaną powtórzone wybory? Na razie nabrano wody w usta. Skąd jednak mamy mieć pewność, że to jedyny przejaw nieprawidłowości wyborczych? Jak wiele oszustw i manipulacji wyborczych mogło być w Warszawie i w całym kraju? Znalezienie wypełnionych kart wyborczych w bagażniku byłego komendanta policji w sposób oczywisty podrywa zaufanie obywateli do państwa, i to w szczególnie newralgicznym obszarze, jakim jest kreowanie przez obywateli w toku aktu wyborczego władzy publicznej. Ale nie jest to jedyny przejaw naruszania klarownych reguł wyborczych. Na trzy tygodnie przed ogłoszeniem terminu wyborów parlamentarnych, które według nieoficjalnej informacji mają zostać zarządzone na niedzielę, 9 października, obywatele nie wiedzą, według jakiej ordynacji odbędą się te wybory. A to dlatego, że Platforma Obywatelska przeforsowała w parlamencie korzystny dla siebie kodeks wyborczy, który jednak wzbudził uzasadnione wątpliwości co do zgodności z Konstytucją. W tej sytuacji opozycyjnemu Prawu i Sprawiedliwości nie pozostało nic innego jak zaskarżenie kodeksu do Trybunału Konstytucyjnego.

Na 12 tygodni przed wyborami nie wiemy, czy senatorów będziemy wybierać w okręgach jednomandatowych czy na starych zasadach według ordynacji większościowej, ale w kilkumandatowych okręgach. Nie wiemy, czy możliwe są wybory dwudniowe, czy też nie, czy będzie można głosować korespondencyjnie oraz przez pełnomocników, czy zarówno partie, jak kandydaci będą mogli prezentować swoje programy w reklamówkach telewizyjnych i na billboardach. Przedstawiciel wnioskodawców, poseł do Parlamentu Europejskiego Janusz Wojciechowski, słusznie zwrócił uwagę w toku postępowania przed TK, że jeżeli prezydent zarządzi wybory jeszcze w lipcu, odpowiedź na te pytania będzie brzmieć „nie”, a jeśli zdecyduje się je ogłosić w sierpniu (po formalnym wejściu w życie kodeksu 1 sierpnia), to odpowiedź będzie pozytywna. W ten sposób prezydent może wybrać dowolnie, kierując się nie obiektywnymi i jasnymi regułami gry, ale interesem PO i samowolnie zdecydować o zarządzeniu wyborów na zasadzie starej ordynacji czy nowego kodeksu, co jest sprzeczne z zasadą podziału władz.

Trybunał Konstytucyjny najwyraźniej jest podzielony w sprawie ordynacji, bo nie może wydać szybkiego i jednoznacznego werdyktu. Rozprawę, która zdecyduje, czy żyjemy w zgodnych z Konstytucją standardach demokratycznych, odroczono do 20 lipca. Słuszny jest postulat reformy systemu wyborczego w Polsce, bo obecna ordynacja doprowadziła do zminimalizowania wpływu obywateli na to, kto ma ich reprezentować, i do uczynienia z grupy polityków najbardziej zamkniętej korporacji zawodowej. Tyle że PO zaproponowała zaledwie częściowe i nieprzemyślane zmiany w ordynacji, które są przede wszystkim korzystne dla partii rządzącej. Widzimy, do czego prowadzi sytuacja, gdy rządzący traktują Polskę jak czerwone sukno, którego chcą dla siebie wyrwać jak najwięcej.

Jan Maria Jackowski • NASZ DZIENNIK

Advertisements

Możliwość komentowania Manewry przed wyborami została wyłączona

%d blogerów lubi to: