SZALEŃSTWO LISA

Posted in ■ aktualności, Zborowski Lech by Maciejewski Kazimierz on 5 października 2011

Przeglądając komentarze do “wywiadu” Tomasza Lisa z Jarosławem Kaczyńskim zawędrowałem do obozu przeciwnika, a ściślej do Wirtualnej Polski, gdzie moją uwagę przyciągnął tytuł: „Internet wrze po tej rozmowie:
– Totalny nokaut Lisa – czy – Kaczyński obnażony -”.

Ulegając wyraźnie nagłym skłonnościom masochistycznym przeczytałem nie tylko tekst, ale również wiele komentarzy pod nim. Sprowadzają się one do oceny kto komu lepiej przyłożył i przygadał. Nie ma w tym niespodzianki biorąc pod uwagę miejsce publikacji tych niezwykle „głębokich przemyśleń”. Niestety, niezależnie od tego komu autor danego komentarza kibicuje, cały ten zgiełk ma postawić znak równości pomiędzy dyskutantami.
A to już czyste szaleństwo. Rozumiem przedwyborcze emocje. Ulegam im jak każdy inny Polak, któremu sprawy kraju nie są obojętne.

Jest jednak w tym całym wydarzeniu coś niepokojącego. To przecież nie była debata dwóch kandydatów do politycznych urzędów. To miał być wywiad dziennikarza (nawet jeśli tylko w cudzysłowie), czyli reprezentanta widzów lub czytelników w mediach z ich reprezentantem w polityce. Obowiązkiem tego pierwszego jest zadawanie pytań, których nie mogą zadać bezpośrednio ci, których głosem ma on w tym momencie być. Zadaniem drugiego udzielanie szczerych i wyczerpujących odpowiedzi. Tymczasem pan Lis wyszczerzył wściekle zęby i uwierzył wyraźnie, że stał się nagle groźnym i bardzo ważnym psem pilnującym jakiegoś równie ważnego składu złomu. Tymczasem tak jak wiele razy w przeszłości jawił się jako wierzgająca na sznurkach marionetka, plująca jadem nienawiści i to głosem swego ukrytego w cieniu stwórcy.

Jego gość, będąc klasą dla siebie, powiedział wiele rzeczy, które mogły zaciekawić ludzi rozumnych po obu stronach politycznej sceny. Pan Lis do ludzi rozumnych raczej nie należy więc z klapami na uszach i iskrami w oczach dwoił się i troił aby przyłożyć przeciwnikowi. I w tym zawiera się właśnie cała ohyda tego zachowania.

Dla propagandzisty Lisa, któremu przyklejono plakietkę z niezrozumiałym dla niego słowem „dziennikarz”, jego rozmówca jest nie tyle osobą, z którą ma przeprowadzić interesującą rozmowę ile przeciwnikiem, któremu trzeba przyłożyć. Przy całej podłości i wykoślawieniu charakteru pan Lis okazał się za słaby, aby swe brudne zadanie wykonać.

Nie jest to jednak w tym wszystkim najważniejsze. Najważniejsze i zarazem najsmutniejsze jest to, że to czego byliśmy świadkami jest odbiciem ponurej rzeczywistości. Aroganckie chamstwo rożnych Lisów jest tak w tej rzeczywistości nachalne, że wielu z nas pozwala na postawienie znaku równości pomiędzy nim i tym co mądre
i wartościowe. Dla chamstwa pseudo dziennikarskiej kukły i jemu podobnych był to kolejny mecz „wolnej amerykanki”. Dla mnie smutne przypomnienie, że czas już na przewietrzenie zasmrodzonego magazynu parszywej propagandy. Nie mam tu na myśli zamykania ust tym wszystkim sprzedajnym tubom kłamstwa i obłudy.

Wolność słowa musi dotyczyć wszystkich, nawet tych, którymi się brzydzimy. Należy tylko dać mikrofony i kamery tym, dla których dziennikarstwo ciągle jeszcze jest zawodem o szczególnym powołaniu, a cały ten obrzydliwy tłumek propagandowych klepaczy zginie śmiercią naturalną. Być może już dziewiątego października, czego wszystkim rozumnym rodakom życzę.

Lech Zborowski

Reklamy

Możliwość komentowania SZALEŃSTWO LISA została wyłączona

%d blogerów lubi to: