SĄDOWY OBŁĘD WAŁĘSY

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, Zborowski Lech by Maciejewski Kazimierz on 10 stycznia 2012

Ponad trzydzieści lat temu trafiłem przypadkowo na człowieka, którego już po kilku spotkaniach uznałem za najgłupszego pośród wszystkich ludzi jakich w tamtym czasie zdarzyło mi się spotkać. Moja ocena nie wynikała z jakiejś zakodowanej niechęci czy uprzedzenia. Wręcz przeciwnie, było mi go wówczas nawet żal. Pewnie dlatego, że w tamtym czasie jego obezwładniająca głupota tak bardzo rzucała się w oczy, że draństwo i łobuzerstwo jakie się za nią kryło nie było jeszcze wyraźnie widoczne. Niezależnie od szczerego współczucia jakie dla niego miałem, czułem podskórnie, że jest to rodzaj głupoty w dużej mierze nachalnej i niebezpiecznej. Nie trzeba było wiele czasu abym dał sobie słowo, że dla swojego własnego zdrowia psychicznego nie będę zwracał uwagi na nieszczęśliwą przypadłość mojego nowo poznanego „kolegi”.

Mój imiennik Lech, znany po latach powszechnie jako Bolek, nie ułatwiał tego zadania gdyż jak się wkrótce okazało, wyrzucanie z siebie porażającego szare komórki bełkotu, było jego najbardziej ulubionym zajęciem. Po każdym takim seansie, przysięgałem sobie, że będę się od tej zmory trzymał tak daleko jak to tylko możliwe. Miałem też prawdziwą nadzieję iż ta nieszczęsna postać zniknie z mego życia tak nagle jak się tam znalazła i problem przestanie istnieć. Życie postanowiło jednak trochę się mną pobawić i sprawiło, że nie tylko nie spełniły się moje nadzieje, ale też nie potrafiłem dotrzymać danej samemu sobie obietnicy. Tak więc nie tylko słucham do dzisiaj bełkotu Lecha-Bolka Wałęsy, ale jeszcze od lat katuję siebie i innych komentarzami na temat jego chorych wynurzeń. Czynię to jednak głównie dlatego, że to co niegdyś było tylko denerwującym zakłócaniem spokoju siedzących obok kolegów, zamieniło się dzisiaj w niebezpieczne sugestie słynnego „ mędrca Europy”.

Złotousty wódz rewolucji uraczył nas znów swymi „przemyśleniami”, których część mogłaby bez większych przeróbek służyć za scenariusz niezłego kabaretu. Niestety inna część tego bełkotu jest nie tylko mało zabawna, ale również niebezpieczna. Stało się to możliwe w dużej części dlatego, że najpierw uznaliśmy głupotę za rzecz normalną, a potem postawiliśmy tej głupocie pomnik. Tak więc nasz „symbol” dopada każdego możliwego mikrofonu i bredzi niemiłosiernie, nadwyrężając i tak wątły umysł.

Tym razem słynny Lech udzielając wywiadu równie bystrej „szalejącej reporterce” Monice Olejnik, postanowił uświadomić nas co do szkodliwości Radia Maryja. Nie zamierzam wypowiadać się na temat samego Radia, bo nie ma to tutaj znaczenia. Mędrzec europejskiej cywilizacji jak zwykle najpierw serdecznie mnie rozbawił. Zaczął od wyliczania jakiś niezwykle ważnych procentów i to o dziwo tym razem wcale nie alkoholowych, stwierdzając, że coś tam w działalności Radia Maryja jest nie tylko straszne, ale jak się wyraził: „niezbyt logiczne”. Przyznam szczerze, że nie myślałem iż dożyję czasów kiedy „nasz symbol” nie tylko użyje słowo „logika”, ale jeszcze poskarży się, że mu tego brakuje.

Ze szczerego ubawienia wyrwała mnie jednak szybko, już dużo mniej zabawna deklaracja, że Lech- Bolek jest „za całkowitym odebraniem możliwości głoszenia polityki w tym radiu”. Mimo tego, że pasuje to do innego słynnego stwierdzenia „mędrca”: „Miała być demokracja, a tu każdy ma swoje zdanie”, to jednak takie sugestie traktuję już bardzo poważnie. Pewnie dlatego, że za bardzo przypominają mi podobne pomysły innego wąsatego jegomościa imieniem Adolf.

Co prawda rzucając swoje hasło zamordyzmu nasz Bolek stwierdza w pierwszym momencie, że nie wie jak to zrobić, to jednak już nieco dalej podaje gotową receptę. Tą samą, którą stosuje od wielu lat. Stwierdza więc gniewnie: „Problemem są niesprawne sądy, które dawno powinny im dać taką nauczkę, żeby nikt takich rzeczy nie uprawiał i nie szkodził Polsce”. Przypomnę, że mówi to ten sam człowiek, który nas wyzwolił od zła wszelkiego i to w „pojedynkę i własnymi ręcami”. A mi ciągle i niezmiennie przychodzi na myśl ten słynny Adolf.

Spotkałem się kiedyś z teorią, że sądowe zapędy Wałęsy są objawem syndromu ofiary komunistycznego sądownictwa, która na skutek przeżytej traumy stała się naśladowcą swoich dawnych oprawców. Problem w tym, że Wałęsa nigdy nie był przez władze komunistyczne sądzony przez jakiekolwiek sądy! Jego jedyny kontakt z peerelowskim „sądownictwem” brał się z odwołania od zwolnienia z pracy, które słynny Bolek składał do Terenowej Komisji Odwoławczej.

Wiosną 1980 roku na prośbę Bogdana Borusewicza organizowałem publiczność na taka własnie sprawę Wałęsy przed komisją w Gdańsku. Kiedy zwyczajowo przyniesiono w teczce niekorzystną dla Wałęsy decyzję, ten przez długi czas uskarżał się nam na niesprawiedliwe potraktowanie go przez sędziów TKO.

Dzisiaj uważa, że zabieranie podstawowych praw innym przy pomocy wyroków politycznie umotywowanych sądów jest prawem danym mu od Boga. Stronniczość tych sądów jest dla niego sprawą oczywistą i jak najbardziej zasadną. Jedynym problemem jest nie wystarczająco szybkie ferowanie tych wyroków.

Mówiąc o Radiu Maryja Wałęsa stwierdza: „Właściwie nie należałoby dotykać koncesji, pytanie polega
na tym, jak przyspieszyć działanie sądów, żeby to się nie toczyło dwadzieścia lat ?”

Wałęsa wyznał też, że słucha Radia Maryja, „…żeby wiedzieć co oni tam wyprawiają”.
No cóż, raz nabyte nawyki podsłuchiwania i podglądania „co oni tam wyprawiają” zostają wyraźnie na całe życie.

Widoczna frustracja naszego narodowego Bolka bierze się najpewniej stąd, że dzisiaj nie ma już komu tych informacji sprzedać.

Lech Zborowski

Reklamy

Możliwość komentowania SĄDOWY OBŁĘD WAŁĘSY została wyłączona