Jak zmieniła się moja optyka widzenia rzeczywistości

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 7 lutego 2012

I jestem dziś głęboko przekonany, że tym czym dla był mnie 04 czerwca 1992 roku, tym dla większości społeczeństwa stanie się 10 kwietnia 2010 roku. Tak – stanie się, bo oczy nie otwierają się od razu. Przebudzenie społeczeństwa nie następuje w ciągu pięciu sekund. U mnie to trwało kilka lat – przyglądania się rządzącym, ich dziwnym decyzjom, niewyjaśnionym wypadkom, usuwaniu niewygodnych ludzi.

      Był rok 1992. Czerwiec, a dokładnie 4 czerwca 1992 roku. Miałem wówczas własną, świetnie się rozwijającą firmę, bardzo wysokie (jak na owe czasy) dochody i głębokie przekonanie, że wszystko w kraju idzie we właściwym kierunku. Kiedy tego dnia wróciłem z pracy, moją uwagę przykuło oświadczenie prezydenta Lecha Wałęsy, który przesłał do PAP komunikat następującej treści :

Aresztowano mnie wiele razy. Za pierwszym razem, w grudniu 1970 roku, podpisałem trzy albo cztery dokumenty. Podpisałbym prawdopodobnie wtedy wszystko, oprócz zgody na zdradę Boga i Ojczyzny, by wyjść i móc walczyć. Nigdy mnie nie złamano i nigdy nie zdradziłem ideałów ani kolegów”.

      Jeżeli przyznaje się, że podpisał trzy albo cztery dokumenty – pomyślałem wówczas – to znaczy, że przygotowuje się na zarzut, że był agentem. Jeśli bowiem przedstawią namacalne dowody współpracy z SB, łatwiej mu przyjdzie oświadczyć, że nie miał świadomości tego, iż podpisał deklarację współpracy. Taki wniosek wyciągnąłem niemal automatycznie, wiedząc doskonale z autopsji, że jeżeli ktoś zdecydował się na podpisanie w Urzędzie Spraw Wewnętrznych kilku dokumentów to na pewno nie była to ani odmowa współpracy (nie słyszałem aby ktoś coś takiego podpisał – po prostu odmawiało się współpracy ustnie, a podpisywało się tylko deklarację), ani lista obecności (bo pracował przecież w stoczni, a nie w urzędzie). Tak myślałem, czekając na następny serwis informacyjny. Chciałem bowiem ten komunikat wysłuchać ponownie, aby móc go sobie lepiej przeanalizować. Niestety, po godzinie, spiker oświadczając, że podaje komunikat prezydenta przeczytał coś całkiem innego, a mianowicie takie oto oświadczenie: „Teczki ze zbiorów MSW uruchomiono wybiórczo. Podobny charakter ma ich zawartość. Znajdujące się w nich materiały zostały w dużej części sfabrykowane. (…) Zastosowana procedura jest działaniem pozaprawnym. Umożliwia polityczny szantaż. Całkowicie destabilizuje struktury państwa i partii politycznych. Kwestie etyczne związane z całą tą operacją, mającą już w swoim założeniu charakter manipulacji pozostawiam bez komentarza”.

      Poprzedniego oświadczenia nigdzie nie mogłem znaleźć. Rozwiało się w eterze, czy ja mam omamy – pomyślałem? Wtedy to po raz pierwszy stwierdziłem, że chyba z mediami coś jest nie tak. Ale to była przelotna myśl i nie zaprzątałem nią sobie dłużej głowy, śledząc z zaciekawieniem, co się też na Wiejskiej i Woronicza tego dnia działo. A wydarzenia zachodziły iście niezwykłe.

      O godzinie 23:00 czy 23:30 w telewizji na obydwu publicznych kanałach pojawił się premier Jan Olszewski, który wezwał społeczeństwo do obrony demokracji. Mówił: „Mój rząd był pierwszym, który chciał odsłonić dawne, tajemne powiązania ludzi, którzy z własnej woli weszli w ostatnich latach do organów nowej władzy. Uważam, że naród polski powinien mieć poczucie, że wśród tych, którzy nim rządzą, nie ma ludzi, którzy pomagali UB i SB utrzymywać Polaków w zniewoleniu. Uważam, że dawni współpracownicy komunistycznej policji politycznej mogą być zagrożeniem dla bezpieczeństwa wolnej Polski. Naród powinien wiedzieć, że nieprzypadkowo właśnie w chwili, kiedy możemy oderwać się ostatecznie od komunistycznych powiązań, stawia się nagły wniosek o odwołanie rządu.” Ja to przemówienie premiera Olszewskiego (nigdzie nie mogę znaleźć całości) odebrałem wówczas jako wezwanie do wyjścia ulicę, w celu obrony rządu. No nie, chłopie – pomyślałem. Nikt nie zrobi manifestacji, żeby cię bronić. Nie dla Wałęsy. On po prostu nie przejdzie najwyżej w następnych wyborach. To orędzie premiera odebrałem wówczas jako przesadzony, histeryczny krzyk człowieka, któremu chcą odebrać posadę. Nie jesteś pierwszy i nie ostatnim, który ją traci – stwierdziłem wówczas i spokojnie poszedłem spać.

      Na następny dzień Jarosław Kaczyński mówił w Sejmie: „Musimy sobie wreszcie powiedzieć, że żadne państwo nie może tolerować agentów w swoich strukturach.” Tak to prawda – pomyślałem. Nikt przy zdrowych zmysłach nie może nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Było jednak już po herbacie. Kiedy ja spałem sobie smacznie Sejm w nocy z 4 na 5 czerwca 1992 roku, przerażony widmem lustracji odwołał rząd Jana Olszewskiego większością 273 głosów, przeciw 119. Wstrzymało się wówczas 33 posłów. Powstała wówczas w kraju nowa, dziwna koalicja – antylustracyjna. Ja o tym nie wiedziałem, choć podświadomie to już wówczas czułem.

      Czyja będzie Polska ? – brzmiało mi jeszcze tylko w uszach ostatnie pytanie, byłego już premiera .

      To wydarzenie, mimo, iż wówczas go niezupełnie rozumiałem, spowodowało, że zacząłem się przyglądać dziwnym historiom mającym miejsce w naszym kraju. Powoli krok po kroku, a właściwie rok po roku, otwierały mi się oczy – na prywatyzację, na lustrację, na demobilizację armii, demoralizację i laicyzację społeczeństwa, manipulację medialną. Zmieniało się moje widzenie. Stopniowo, po odrobinie. Kto się temu nie przypatruje wnikliwie – niczego nie zauważy. Tu jest potrzebny jakiś impuls, coś co spowoduje uwrażliwienie myślenia, uruchomienie stałego procesu analitycznego. Wtedy – wcześniej czy później zobaczy rzeczy, w które początkowo nie zechce uwierzyć. Będzie wbrew temu co widzi, wmawiał sobie, że się myli.

      Piszę, to z takim przekonaniem, bo wiem to po sobie. Sam na własnej skórze tego doświadczyłem.

      I jestem dziś głęboko przekonany, że tym czym dla był mnie 04 czerwca 1992 roku, tym dla większości społeczeństwa stanie się 10 kwietnia 2010 roku. Tak – stanie się, bo oczy nie otwierają się od razu. Przebudzenie społeczeństwa nie następuje w ciągu pięciu sekund. U mnie to trwało kilka lat – przyglądania się rządzącym, ich dziwnym decyzjom, niewyjaśnionym wypadkom, usuwaniu niewygodnych ludzi.

      To konstrukcja systemu, dobrze znanego sprzed 1989 roku.

Roman Misiewicz • pomniksmolensk.pl
Roman Misiewicz, urodzony w 1964 roku w Dębicy, prawnik. Laureat Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny za 2003 rok, autor trzech tomów wierszy: „//…//punkt/ów//zacze/p:i.en.i:a//…//” (2003), „wieprzowe jezyki” (2005), „camera_obscura” (2009). Redaktor kwartalnika Nowa Okolica Poetów. Autor tomiku dobre-nowiny.pl Wiersze smoleńskie.

Reklama

Możliwość komentowania Jak zmieniła się moja optyka widzenia rzeczywistości została wyłączona

%d blogerów lubi to: