Mamy naród bez państwa i państwo bez narodu

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 11 lutego 2012

Z Andrzejem Zybertowiczem rozmawia Dorota Łosiewicz

Po serii katastrof cywilizacyjnych i szoku kulturowym III RP, naród jest tak zdezorganizowany, że jest zbyt słabym partnerem dla elity państwowej, by móc ją kontrolować. Mamy więc maszynerię państwową, która nie posiada kontrolera. Nie ma w Polsce silnego aktora, który mógłby od państwa czegoś wymagać i je rozliczać – mówi profesor Andrzej Zybertowicz w rozmowie z Dorotą Łosiewicz.

Minister Mucha będzie odpowiadała za bezpieczeństwo Euro 2012, policja toczy wojnę z detektywem, dogasa awantura o ACTA i ustawę refundacyjną. Co to wszystko mówi nam o stanie państwa?
– To o czym pani mówi, to nic innego jak ironiczny wyraz głębszych procesów o charakterze strukturalnym.

Jakie procesy ma pan na myśli?
– W Polsce nie dzieje się nic nowego. Cały czas istnieje ten sam mechanizm, który da się opisać za pomocą jednego zdania. Mamy państwo bez narodu i naród bez państwa.

Co to znaczy?
– Po serii katastrof cywilizacyjnych i szoku kulturowym III RP, naród jest tak zdezorganizowany, że jest zbyt słabym partnerem dla elity państwowej, by móc ją kontrolować. Mamy więc maszynerię państwową, która nie posiada kontrolera. Nie ma w Polsce silnego aktora, który mógłby od państwa czegoś wymagać i je rozliczać. Z drugiej strony naród jest na tyle pogubiony, zatomizowany i skłócony, ze nie potrafi w trybie działań obywatelskich przejąć kontroli nad państwem i go zreformować.

To znaczy, że władza może sobie pozwolić na wszystko, a naród się nie zbuntuje?
– Naród może się oczywiście zbuntować. Jednak sytuacja podwójnej próżni strukturalnej: państwo bez narodu i naród bez państwa, rozgrywająca się w obecnym kontekście cywilizacyjnym i geopolitycznym ten bunt utrudnia. Cywilizacyjny kontekst jest taki, że gospodarka się rozwija i polskie społeczeństwo, a przynajmniej znaczna jego część, osiągnęła poziom życia, jakiego nigdy wcześniej nie miała. To powoduje wysoką tolerancję dla patologii w polityce. Stąd możliwość ewentualnego buntu jest dość ograniczona. Wymiar geopolityczny sprowadza się do tego, że gdy elity danego państwa nie muszą się liczyć ze swoim narodem, to zaczynają się liczyć z innymi silnymi aktorami. Elita, gdy się już zorganizuje, a establishment III RP jest dość dobrze zorganizowany, to zaczyna się rozglądać po świecie i zastanawiać z kim warto grać. I widzi, że można np. z elitami państw ościennych, z elitami międzynarodowych korporacji, z grupami oligarchów ze Wschodu oraz z elitami świata mediów. Jednocześnie ścieżki i możliwości kooptacji do władzy państwowej są częściowo otwarte, zatem metoda kooperacji osłabia potencjał buntu.

Możliwość zmian jest więc ograniczona.
– Władza musi zawsze działać w polu pewnej równowagi. Gdy przekroczy próg wytrzymałości, wtedy może się spodziewać reakcji. Jednak dzisiejsza władza bardzo dokładnie przyswoiła sobie naukę starożytnych Rzymian, żeby poza chlebem zapewnić ludziom igrzyska. Bardzo ważnym „igrzyskiem” czyli źródłem społecznego zadowolenia, poza licznymi „Tańcami z Gwiazdami”, showami, Kubami Wojewódzkimi i Szymonami Majewskimi jest darmocha internetowa, która powoduje, że ludzie angażują się w klikanie, np. ściągając filmiki i muzykę. To wielu osobom daje poczucie podmiotowości, aktywności i ludzie nie mają już potrzeby aktywności w realu. Złudna podmiotowość w internecie, to igrzyska, które wytłumiają i hamują potencjał obywatelskiego niezadowolenia.

Jednak ta władza, podpisując ACTA, właśnie tę „darmochę”, jak pan mówi, chce ograniczyć.
– Rząd nie od razu to zrozumiał, ale już się połapał, wyciągnął wnioski i nawet jeśli elementy ACTA wejdą w życie, to ludziom zostanie zaoferowana inna „darmocha”, tak by spędzając czas online mieli to potrzebne poczucie podmiotowości.

Myśli pan więc, że bunt młodych, który teraz trwa wygaśnie?
– Tak. Sądzę, że ci ludzie dostaną nowe zabawki. Myślę też, że ci, którzy są głównymi graczami w internecie światowym zrozumieją, że ich rynek stał się współczesnym odpowiednikiem rzymskich igrzysk i nawet jeśli jedne oferty z internetu znikną, w ich miejsce pojawią się nowe, równie atrakcyjne, które dadzą złudzenie swobody.

Mówi pan o narodzie bez państwa i państwie bez narodu. Czy możliwe, żeby te dwa podmioty do siebie wróciły?
– Możliwy jest przełom. Ale musiałaby nastąpić konsolidacja szeroko rozumianego obozu niepodległościowego, musiałoby dojść do rekonstytucji narodu. Gdy ten zacznie się integrować, nie tylko wychowa swoje elity, ale także część dotychczasowych uzna, że warto grać ze swoim narodem, a nie z elitami państw trzecich.

Dorota Łosiewicz • fakt.pl, fot. Piotr Gesicki, newspix.pl

Plan dla Polski – WAŻNE

czytaj

Możliwość komentowania Mamy naród bez państwa i państwo bez narodu została wyłączona