Prezydenckie afery Wulffa

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 18 lutego 2012

Niemcy po raz drugi w ciągu dwóch lat czeka zmiana formalnej głowy państwa. Po dziewiętnastu miesiącach urzędowania dotychczasowy prezydent federalny, Christian Wulff, podał się do dymisji z powodu ciążących na nim zarzutów wielokrotnego przyjmowania korzyści majątkowych, składania fałszywych zeznań oraz ograniczania wolności prasy.

W połowie lutego prokuratura w Hannoverze złożyła do parlamentarnej komisji ds. immunitetów wniosek o uchylenie prezydentowi immunitetu. Po ujawnieniu tej informacji, Christian Wulff podał się do dymisji.

Federalnemu prezydentowi od końca 2011 zarzucano, że w 2010 roku złożył w Landtagu Dolnej Saksonii, czyli w lokalnym parlamencie (Wulff do momentu wyboru na prezydenta w czerwcu 2010 pełnił funkcję szefa rządu Dolnej Saksonii) fałszywe zeznania, zaprzeczając swym kontaktom handlowym z przedsiębiorcą Egonem Geerkens. W rzeczywistości jednak w 2008 roku, dokładnie dwa tygodnie po powrocie z delegacji do Chin i Indii, Wulff otrzymał od biznesmena prywatny kredyt w wysokości pół miliona Euro na zakup nieruchomości. Później okazało się, że także przy wyborze konkretnego domu Wulff korzystał z „doradztwa” Geerkensa. W zamian za wyjątkowo korzystne (4%) oprocentowanie kredytu, Wulff zabierał Geerkensa na podróże zagraniczne jako „przedstawiciela gospodarki Dolnej Saksonii”. Po wystąpieniu w lokalnym parlamencie, w którym Wulff zaprzeczył, jakoby miał otrzymać prywatny kredyt od Geerkensa, szybko zamienił on kredyt ten na kredyt w Baden-Württembergische Bank, dokładnie na taka samą kwotę. Przy załatwianiu tego kredyty także pośredniczył Geerkens.

Dokładniejsze poszukiwania mediów wydobyły na światło dzienne kolejne fakty: Wulff, zarówno jako premier Dolnej Saksonii, jak i jako prezydent federalny, kilkakrotnie przyjmował zaproszenia od biznesmenów na wczasy i urlop, korzystając także z oferowanych mu darmowo przelotów i darmowych pobytów w luksusowych hotelach. Producent filmowy David Groenewold miał finansować koszty przelotów i pobytu w drogich hotelach Wulffa, który z kolei angażował się na rzecz dotacji dla producentów filmowych, na których skorzystał Groenewold. Wulff udzielił także spółce, w której udziałowcem był Groenewold, poświadczenie majątkowe w wysokości 4 milionów Euro (!).

Innym punktem krytyki było prywatno-biznesowe spotkanie przedsiębiorców, w którym udział brał Wulff, oraz fakt, że organizator tego wydarzenia, Manfred Schmidt, sfinansował imprezę Wulffa po jego wyborze na prezydenta RFN. Inny biznesmen, Carsten Maschmeyer, finansował kwotą ponad 42 tysięcy Euro kampanię reklamowa ksiązki Wulffa, która ukazała się akurat podczas trwania kampanii wyborczej do Landtagu jesienią 2007 (połowa nakładu rozeszła się pośród partyjnych i biznesowych kolegów Wulffa). Zaniedbania i celowe wprowadzanie w błąd podczas planowanego przejęcia Volkswagena przez Porsche zarzucało Wulffowi prawie 40 banków, funduszy i towarzystw ubezpieczeniowych, żądając w styczniu tego roku odszkodowań w wysokości 1,8 miliona Euro.

Natomiast na początku stycznia 2012 wybuchła „afera medialna”. Wyszło na jaw, że w grudniu 2011 prezydent RFN telefonicznie żądał, grożąc konsekwencjami prawnymi i złożeniem oskarżenia do sądu, od redaktora naczelnego tabloidu „Bild” oraz od przewodniczącego rady nadzorczej potężnego wydawnictwa prasowego Axel Springer Verlag, by zaprzestano pisać o jego aferach kredytowych. Później okazało się jeszcze, że już latem 2011 Wulff starał się wymusić na gazecie „Welt am Sonntag” zaprzestania poruszania tematu jego stosunku do przyrodniej siostry. Kolejna afera wybuchła już w lutym 2012: media doniosły, że Wulff wraz z żoną od połowy do końca 2011 korzystali z bezpłatnie udostępnionego przez koncern Volkswagen, przedseryjnego modelu Audi Q3, który prezydentowi przekazany został „w celach promocyjnych”.

Od początku roku niemiecka media nie zostawiały na prezydencie suchej nitki, rosło też poparcie społeczne dla jego dymisji i postawienia przed sądem. Choć Wulff jeszcze miesiąc temu potwierdzał, że chce doczekać końca pięcioletniej kadencji, teraz sam podał się do dymisji. Teraz w ciągu 30 dni musi zostać wybrany przez deputowanych Bundestagu i wszystkich regionalnych Landtagów nowy prezydent. A Wulffowi – teoretycznie, bo prawo do decydującego głosu będzie należało zapewne do kanclerz Merkel – przysługuje roczna pensja dla byłych prezydentów RFN w wysokości 200 tysięcy Euro – czyli prawie miliona złotych.

Co z całej tej historii wynika dla Polski? Przede wszystkim daje ona przykład i nadzieję na przyszłość, że nawet po kilku latach możliwe jest dojście do prawdy i rozliczenie z grzechów przeszłości nawet czołowych przedstawicieli władzy państwowej. Że wyjdą na jaw manipulacje, układy, geszefty, konszachty. I zostaną z tego wyciągnięte wnioski, a winni poniosą konsekwencje (bo pozbawiony urzędu i immunitetu Wulff teraz zapewne zostanie postawiony przed sądy i trybunały). Pod jednym jednakże warunkiem – musi być zagwarantowane przynajmniej minimum przyzwoitości, odpowiedzialności za słowa i czyny i honoru po stronie władzy. Bo suma sumarum Wulff sam odszedł, choć na upartego stołka mógł się jeszcze trzymać. Niestety jednak, pod względem kultury politycznej Polskę od Niemiec dzielą przepaści (ukazało to już ustąpienie ostatniego prezydenta RFN, który swą niespodziewaną dymisję uzasadniał niemożliwością pogodzenia medialnej nagonki na niego z autorytetem urzędu). Jeden z prawicowych publicystów napisał niedawno, że elity polityczne III RP właśnie dlatego będą za wszelką cenę trzymać się władzy, za wszelką cenę i wszelkimi dostępnymi metodami będą starały się nie dopuścić do swojej przegranej w wyborach, bo maja świadomość, że gdy wygra opozycja, nie unikną postawienia przed sądem, nie unikną prawdy, sprawiedliwości i słusznej kary. I taka jest różnica pomiędzy polską a niemiecką „demokracją”.

Michał Soska • sol.myslpolska.pl
fot. dpa/Hannibal

Możliwość komentowania Prezydenckie afery Wulffa została wyłączona

%d blogerów lubi to: