Andrzej Bulc: Poznałem sobowtóra Wałęsy

Posted in ■ historia, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, ■ wywiady, Bulc Andrzej by Maciejewski Kazimierz on 29 lutego 2012

Sobowóra to on ma. Jest trochę niższy od Wałęsy, ale poza tym zupełnie podobny. Gdzieś mam w dokumentach wizytówkę tego „sobowtóra” Wałęsy… Kiedyś go poznałem. Nie podejrzewam jednak, że na łodzi, o której mówimy był „sobowtór” – opowiada w rozmowie z Rebelya.pl Andrzej Bulc*, były działacz Wolnych Związków Zawodowych i Solidarności.

Od kilku dni, po publikacjach „Uważam Rze” i „Naszego Dziennika”, znów trwa dyskusja na temat agenturalnego uwikłania Lecha Wałęsy. Miał Pan w planie kilka rozmów z  Wałęsą przed kamerą i spytanie go o mity, które pojawiły się wokół niego. Udało się to zrealizować?

– Ponieważ znałem opozycjonistów grudnia ‘70. jeździłem razem z operatorem i dokumentowałem ich wspomnienia. Gdy mieliśmy już ponagrywane te wywiady, pomysłodawca całego cyklu powiedział, że przecież nie mamy nagranej rozmowy z Wałęsą. Odpowiedziałem, że nie bardzo mogę pojechać do Wałęsy, bo jakiś rok wcześniej w Sejmie RP nazwałem go „zdrajcą tysiąclecia” (było to 27 sierpnia 2005 r. podczas uroczystości 25-lecia Sierpnia ‘80 w Sali Kolumnowej Sejmu, zorganizowanej przez Antoniego Macierewicza i Jana Olszewskiego. – dop. Rebelya.pl). Ale on nalegał mówiąc, „zadzwoń, co Ci zależy, najwyżej odłoży słuchawkę”. Odebrała sekretarka, poprosiłem o rozmowę z prezydentem Lechem Wałęsą. Za moment odzywa się Lechu, pyta co słychać i dlaczego tyle się nie odzywałem. Odpowiedziałem, że właśnie się odzywam i chciałbym z nim nagrać rozmowę. A właściwie trzy wywiady: o grudniu ‘70, Wolnych Związkach Zawodowych i trzeci o „Solidarności” i prezydenturze. O dziwo, zgodził się. Udało się odbyć tylko jedną rozmowę, tę na temat grudnia ‘70.

O czym Panowie konkretnie rozmawiali?

– Wałęsa był trochę spięty. Było to świeżo po wizycie u niego Grzegorza Brauna przygotowującego materiał do „Plusy dodatnie, plusy ujemne”, kiedy to podarł dokumenty podsunięte do oceny. Nie do końca wiedział, o czym ja z nim chcę rozmawiać, w dodatku nie był do końca zdrowy i zaaplikowałem mu mieszankę pół herbaty, pół koniaku. Gdy operator rozstawiał sprzęt pogadaliśmy luźno o dzieciach, wymieniliśmy się informacjami, co u nas słychać i tak napięcie jakoś minęło. Interesowało mnie to, co Wałęsa napisał w swojej książce „Droga nadziei” – no, wiadomo, że nie on ją napisał, ale rozmawiał z autorami, miał wpływ na kształt książki.

Przed rozmową, jeszcze raz przeczytałem, co w „Drodze nadziei” napisane jest na temat grudnia 1970. Ten opis, to słowo w słowo spisane nagranie, które ja nagrywałem w mieszkaniu Gwiazdów w 1979 roku. W trakcie tego spotkania wspominaliśmy stłumiony strajk. Opis z książki to słowo w słowo jego wypowiedź nagrana wtedy na taśmie, ale bez końcówki. Interesowała mnie ta, niby drobna, rozbieżność.

Bez jakiej końcówki?

– Swoje losy i wrażenia z grudnia ‘70. opowiadał też Wałęsa. Na koniec opowieści, nie wiem czy nie przemyślał, zagalopował się, i mówi, że go wezwali na bezpiekę. Joanna Gwiazda pyta, ile razy, Wałęsa odpowiada, że raz go wezwali na komendę i raz przyjechali do niego do domu. Dalej Joanna Gwiazda pyta: „co ty tam robiłeś?”, a Lechu na to, że pokazywali zdjęcia, nagrania ze strajku z ‘70. roku i miał rozpoznawać, kto tam był i szedł. Gwiazda na to, że „kablował swoich kolegów”, a Wałęsa odpowiadał, że „był młody i nie zdawał sobie sprawy, jakie ma to w ogóle ma znaczenie”.

Ma Pan to nagranie?

– Nie mam. Nie wiadomo, co się z nim stało. Wyprowadzałem się z Warszawy. Przekazałem taśmę Bogdanowi Borusewiczowi. Było to jeszcze przed powstaniem „Solidarności”, gdzieś w marcu 1980 roku. Później pytałem go o to nagranie. Borusewicz mówił do mnie: „Andrzej, ty mi dałeś to nagranie bez tej końcówki. Może to ci się po prostu nie zmieściło”. Nie mam jednak przecież amnezji, wiem co nagrałem. Co ciekawe, ta relacja Wałęsy była mówiona jakby nie jego słowami, jakby po prostu nauczył się na pamięć, a przed spotkaniem u Gwiazdów, albo sobie to napisał, albo ktoś mu to napisał. Gdy rozmawiałem z Wałęsą, pytałem go, dlaczego usunął końcówkę. Nie wypierał się usunięcia końcowego fragmentu. Powiedział, „że to nie takie ważne”.

„Nasz Dziennik” przypomniał wątek motorówki Marynarki Wojennej, która miała przywieźć Lecha Wałęsę na strajk w 1980 r. Ta sprawa wypłynęła na początku lat 90., brzmi sensacyjnie, ale nie mamy pewności, czy to prawda.

– W szczegółach nie znam tej historii. Kilkakrotnie słyszałem, że tak miało być od śp. Anny Walentynowicz. Wiem, że ona słyszała o tym bezpośrednio od dowódcy Marynarki Wojennej admirała Ludwika Janczyszyna.

W oświadczeniu „Zgłaszam do prokuratury i nie tylko” Lech Wałęsa napisał m.in. „Przysięgam na wszystkie świętości , że ja w tym nie uczestniczyłem. Więc sobowtór . Jeśli taki scenariusz był realizowany przez służby, są dowody i świadkowie to BYŁ WYROK ŚMIERCI NA MNIE”.

– (Śmiech) Sobowtóra to on ma. Jest trochę niższy od Wałęsy, ale poza tym zupełnie podobny. Nie wiedział Pan o tym? Gdzieś mam w dokumentach wizytówkę tego „sobowtóra” Wałęsy… Kiedyś go poznałem. Nie podejrzewam jednak, żeby na łodzi, o której mówimy był „sobowtór”. To oczywiste.

Mariusz Majewski • rebelya.pl

*Andrzej Bulc, ur. 1951 w Przasnyszu, od 1978 roku jeden z najbardziej aktywnych działaczy WZZ, pracował wówczas jako technik-elektryk w gdańskim Elmorze. W maju 1980 przeniósł się do Warszawy. Od 30 VI 1978 był rozpracowywany przez Wydział III A KW MO w Gdańsku w ramach Sprawy Operacyjnego Rozpracowania „Żak”. Po powstaniu Solidarności był działaczem Regionu Mazowsze NSZZ Solidarność. W stanie wojennym internowany w Białołęce, pod koniec lat 80. wyjechał do USA. Powrócił do Polski w 2005 roku.

Advertisements

Możliwość komentowania Andrzej Bulc: Poznałem sobowtóra Wałęsy została wyłączona