Agenci w lesie i w domu

Posted in ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 27 marca 2012

Dzięki IPN – instytucji tak znienawidzonej przez czerwonych i różowych – dowiadujemy się coraz więcej nie tylko o mechanizmach totalitarnego państwa, o bohaterach walki z komuną, ale o zdrajcach, którzy donosili na żołnierzy niepodległościowego podziemia, opozycjonistów, pisarzy. Także o kapowaniu na swoich najbliższych.

IPN ujawnił niedawno nazwiska ludzi winnych śmierci mjr. Józefa Kurasia. „Ognia”, legendy antykomunistycznego oporu na Podhalu. Zdradziły go trzy osoby związane wcześniej z oddziałami „Ognia”- Stanisław Byrdak, Antoni Twaróg i Stefania Kruk. Decydującą rolę – jak się przypuszcza – odegrała ta ostatnia – łączniczka i matka jednego ze złapanych i maltretowanych przez bezpiekę „ogniowców”. Dzięki donosom KBW osaczył Kurasia w lutym 1947 r. w Ostrowsku.

„ZAPORĘ” WYDAŁ „OPAL”

Przykładów jest więcej. O tym, kto wydał Hieronima Dekutowskiego „Zaporę”, dowiedzieliśmy się dopiero niedawno. W książkach wydawanych w ostatnich latach na temat tego dowódcy WiN z Lubelszczyzny osoba ta pojawia się bardzo często. Zawsze jednak w pozytywnym świetle, jako bohaterski przyboczny „Zapory”. Tak o Stanisławie Wnuku „Opalu” pisze Henryk Pająk w książce „Zaporowcy przed sądem UB” czy Ewa Kurek w „Zaporczykach”. Szczególnie w tej ostatniej pozycji jest przedstawiany jako wzór patrioty i przyjaciel Hieronima Dekutowskiego.

Tymczasem rzeczony „Opal” był agentem UB. Spośród aż 63 konfidentów bezpieki, którzy działali w otoczeniu „Zapory” po wojnie, okazał się najskuteczniejszy.
Stanisław Wnuk współpracował z resortem – bagatela – ponad 40 lat – od 1946 r. do 1989 r. To on właśnie odegrał kluczową rolę w akcji rozpracowania i aresztowania Dekutowskiego. Chęć wydania swojego dowódcy zadeklarował już w 1946 r. Ostatecznie „Zapora”, razem ze swoimi żołnierzami, wpadł we wrześniu 1947 r.

Historycy oceniają, że „Opal” przyczynił się do aresztowania również innych żołnierzy niepodległościowego podziemia. Aż do śmierci kilka lat temu bardzo aktywnie działał w gronie kombatantów środowiska „Zaporczyków”. Chętnie przedstawiał swoje heroiczne czyny. Zmarł niedługo przed ujawnieniem dokumentów na swój temat, które odnalazły się w IPN.

PIĘĆ TYSIĘCY ZA „LALKA”

Podobnie rzecz się miała z innym bohaterem antysowieckiego podziemia – Józefem Franczakiem „Lalkiem”. 21 października 1963 r. ten ostatni partyzant II RP zginął w obławie przeprowadzonej przez SB, KBW i milicję w Majdanie Kozic Górnych, wiosce nieopodal Piask na Lubelszczyźnie.
Przez lata utrzymywała się wersja, że zadenuncjował go sąsiad – Wacław Beć, u którego ukrywał się feralnego dnia. Tak myślała rodzina i okoliczna ludność. To oskarżenie powtórzył i utrwalił na kolejne kilka lat Henryk Pająk, m.in. w książce „Uskok kontra UB”. Tymczasem obciążony został niewinny człowiek. Jak wynika z akt znajdujących się w IPN SB wydał bezpiece TW „Michał” – Stanisław Mazur – stryjeczny brat Danuty Mazur (narzeczonej „Lalka” i matki jego syna).

Pozostawał poza podejrzeniami właśnie dzięki opinii mieszkańców podlubelskich miejscowości, dla których zdrajcą był Wacław Beć. Nie zmienił tego fakt, że 12 czerwca 1964 r. Sąd Wojewódzki w Lublinie skazał Becia na 5 lat więzienia za współpracę z „Lalkiem”.
Z bezpieką Stanisław Mazur współpracował jeszcze długo po śmierci „Lalka”. Trwała ona od przełomu 1962/63 r. do 11 maja 1967 r. TW „Michał” przekazywał m.in. informacje o nastrojach ludności wsi, w których wcześniej ukrywał się Franczak i rozpracowywał jego najbliższych współpracowników. To prawdopodobnie na podstawie donosów Mazura aresztowano i osądzono Wacława Becia. Za kapowanie dostał w sumie 12.050 zł, z tego prawie połowę – ok. 5000 zł za ustalenie miejsca pobytu „Lalka”.

ŻONY W SŁUŻBIE BEZPIEKI

Częste były przypadki donoszenia na bliskich. We wrześniu 2006 r. Peter Raina – opozycjonista związany z KOR, współpracownik paryskiej „Kultury” – otrzymał z IPN status pokrzywdzonego. Po zapoznaniu się z zawartością swojej teczki napisał książkę „Bliski szpieg”, w której ujawnił, że agentem bezpieki była jego żona Barbara Wereszczyńska. Donosiła na niego przez 14 lat małżeństwa, aż do nagłej śmierci w 1982 r., w wieku 40 lat.

Znane są już inne tego rodzaju dramaty – na Pawła Jasienicę (właściwie Leona Lecha Beynara), po wojnie żołnierza „Łupaszki”, a później wybitnego popularyzatora polskiej historii, też kapowała jego żona, z tą różnicą, że agentką UB była jeszcze przed ich poznaniem.

Ostatnio w księgarniach można znaleźć nowe wydania sztandarowych książek Jasienicy – „Polski Piastów” i „Polski Jagiellonów”. Do druku przygotowywane są kolejne prace. Wznowienia są możliwe, ponieważ po wieloletnim procesie, w grudniu 2006 r. zakończył się spór o prawa autorskie do prac Jasienicy. Sąd przyznał je w całości córce z pierwszego małżeństwa – Ewie Beynar-Czeczott, procesującej się z synem z drugiego małżeństwa – Markiem O’Bretenny. Wcześniej ośmiu adwokatów odmówiło jej reprezentowania, a dwukrotnie przegrała sprawę, ze względu na przedawnienie roszczeń, które należało wnieść do trzech lat po śmierci Jasienicy.

Kiedy w 2002 r. córka pisarza przejrzała w IPN jego teczkę, doszła do wniosku, że Marek O’Bretenny nie ma moralnego prawa do dziedziczenia po jej ojcu. Okazało się bowiem, że druga żona autora, Nena O’Bretenny była agentką bezpieki. Donosiła nie tylko na Jasienicę, ale i jego przyjaciół i znajomych, m.in.: Kisielewskich, Wańkowiczów, Bartoszewskich, Grochowiaka, Słonimskiego czy kardynała Stefana Wyszyńskiego. Ostatni donos na męża opisywał pogrzeb Jasienicy.

Z dokumentów IPN wynika, że Nena O’Bretenny (TW „Ewa”) „zlecenie na Jasienicę” dostała jeszcze w latach 60. Po ślubie z owdowiałym pisarzem zmieniła pseudonim na TW „Max”. Do swojej śmierci w 1997 r. nie przyznała się do współpracy z bezpieką. Historię tę opisała Joanna Siedlecka w jednym z rozdziałów wydanej w 2005 r. książki „Obława. Losy pisarzy represjonowanych”. Pod koniec 2006 r. ukazał się zbiór wspomnień Ewy Beynar-Czeczott, „Mój ojciec Paweł Jasienica”. W maju 2007 r. wybitny pisarz został pośmiertnie odznaczony przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

Niewiele brakowało, aby w 1980 r. z agentką bezpieki Matyldą Sobieską połączył się węzłem małżeńskim lider Ruchu Młodej Polski – Aleksander Hall. Materiały na ten temat opracował historyk IPN Sławomir Cenckiewicz. Do ślubu ostatecznie nie doszło, ale Matylda, ps. „Andrzej” zdążyła przekazać SB szereg informacji o Hallu, środowisku RMP (Arkadiuszu Rybickim, Jacku Bartyzelu, Marianie Piłce, Januszu Majewskim) i Konfederacji Polski Niepodległej (przyjaźniła się z rodziną Leszka Moczulskiego). Za każdy pisemny donos Sobieska otrzymywała 1500 zł.

OJCOWIE I SYNOWIE

Donosili też synowie na ojców. I tak jeden z autorytetów moralnych lewicy, znany pisarz i publicysta Andrzej Szczypiorski kapował na swojego ojca – też Andrzeja (działacza PPS), pomagając bezpiece w zakończonej sukcesem akcji sprowadzenia go do kraju z Anglii, gdzie pozostał po wojnie na emigracji. Szczypiorski junior TW został już w latach 50. (pseudo „Miglanc”, potem „Marek”). Miał za sobą udział w Powstaniu Warszawskim w szeregach AL. i roczny pobyt w Sachsenhausen. W „wolnej” Polsce został aktywistą ZMP, potem PZPR. Jako współpracownik Departamentu I Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego wyjechał na placówkę dyplomatyczną do Danii. Z bezpieką utrzymywał kontakty w latach 60., a niewykluczone, że i później, kiedy związał się z opozycją. Napisał kilka książek. Zmarł w 2000 r.

Tradycje kapowania w rodzinie Szczypiorskiego były bardzo mocne – dla bezpieki pracowało siedem osób, w tym bracia i siostry jego ojca. Żona brata jeszcze przed wojną była członkiem Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej i Komunistycznej Partii Polski. W styczniu 1942 r. wstąpiła do PPR, była łączniczką i sekretarką Pawła Findera i Marcelego Nowotki. Po wojnie pracowała w milicji. To tych tradycji nawiązał też syn Andrzeja Szczypiorskiego juniora, który donosił na ojca za pieniądze jako TW „Gaweł”.

„Od chwili upadku PRL należałem do zwolenników ujawnienia wszystkich tajnych dokumentów wyprodukowanych w ciągu półwiecza władzy komunistycznego reżimu. Nie przypuszczałem, że tym samym domagam się ujawnienia rodzinnej tajemnicy. Po trzech latach mojej pracy w Instytucie Pamięci Narodowej, po siedemnastu latach od śmierci mojego Ojca, w lipcu 2003 roku otworzyłem teczkę tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa, używającego pseudonimu »Lachowicz«. Dowiedziałem się z niej, że mój Ojciec przez ponad trzydzieści lat współpracował z UB i SB, dostarczając zamówione raporty i donosy oraz – przez większą część tego okresu – pobierając za to wynagrodzenie”. Tak napisał kilka lat temu w artykule w „Rzeczpospolitej” „Lachowicz, mój ojciec” Ryszard Terlecki z krakowskiego IPN o współpracy Olgierda Terleckiego – pisarza historycznego (autor m.in. monografii o generale Władysławie Sikorskimi popularnej historii II wojny światowej) z bezpieką. Agent „Lachowicz” (wcześniej „Rudnicki”) donosił głównie na środowisko paryskiej „Kultury” i londyńskiej emigracji.

W miarę ujawniania dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej będą z pewnością wychodziły na jaw nowe historie, również o ludzkich dramatach. Ale jeśli chcemy żyć w normalnym kraju, musimy poznać nawet najbardziej bolesną prawdę o swojej historii.

Tadeusz M. Płużański • asme.pl

Reklamy

Możliwość komentowania Agenci w lesie i w domu została wyłączona