Głupota, szaleństwo, a może jednak geniusz?

Posted in ■ satyra by Maciejewski Kazimierz on 5 czerwca 2012

Tak się często zdarza, że jak rządzący poczują swoją niczym nie ograniczoną „wyjątkowość” i „wielkość”, to zaczyna im parować „pod sufitem”, czyli mówiąc kolokwialnie – po prostu im „odbija”.

Rozmiar tego „odbicia” jest niekiedy jedynym dowodem świadczącym o tej ich wielkości i niepowtarzalności. Rzadko, ale zdarza się, że po wielu latach, czy wiekach okazuje się, że to, co wtedy świadczyło o chorobie umysłowej władcy – z perspektywy czasu już takie szalone nie jest.

Ot choćby pierwszy z brzegu przykład – król Ludwik II Bawarski, któremu historia nadała przydomek „Szalony”. Król podobno szczęśliwy w życiu nie był. Rządził Bawarią uciekając od otaczającej go rzeczywistości w wymyślony świat baśni i iluzji. Życie traktował w pewnym sensie jak teatr zadłużając się co niemiara na budowę wspaniałych zamków, które miały stanowić oprawę do odgrywanych spektakli scenicznych. Pieniędzy niestety zabrakło, kredytujących jego pomysły – również. Nie był wybitnym politykiem – za jego panowania Bawaria straciła niepodległość i została włączona do Rzeszy Niemieckiej. I choć swój plac budowy ograniczył tylko do kilku zamków, których budowy nie zdołał całkowicie ukończyć, to i tak uznano go za niepoczytalnego, pozbawiono go władzy i uwięziono. Współcześnie to „szaleństwo” króla wygląda może nieco inaczej. Bawaria to dzisiaj kwitnący gospodarczo region Niemiec, a zbudowane przez Ludwika Bawarskiego zamki, to magnes przyciągający do Bawarii miliony turystów i jedno z kół napędowych dobrobytu tego niemieckiego „landu”. Tak więc rodzi się pytanie – szaleństwo, czy może nierozpoznany geniusz?

Polska obecnie, jak głosi Pan Premier Tusk, to największy w Europie plac budowy. Wydano wielkie pieniądze na stadiony i na razie nieprzejezdne autostrady. Polityka to jeden wielki teatr, rosną długi, a kredytodawców też może wkrótce zabraknąć. Trudno zrozumieć, dlaczego nasz premier, mimo, że historię powinien znać, podąża uparcie drogą Ludwika Szalonego. Może dlatego, że nie każdy może zostać Kazimierzem Wielkim?

Polska, mimo obietnic, nie została drugą Japonią, tygrysem Europy, czy drugą Irlandią. Czy premier ma nadzieję, że kiedyś zostanie drugą Bawarią? Przez długi, i szeroki plac budowy do dobrobytu? Niezrozumiany Geniusz, czy jeszcze nierozpoznane szaleństwo?

Albo jeszcze jeden przykład. Jak głoszą źródła historyczne, rzymski cesarz Kaligula zrównał z patrycjuszami rzymskimi i uczynił senatorem swojego umiłowanego konia Incitatusa. Na pierwszy rzut oka – nieźle musiała mu „odbić szajba”. Jednak, jak się tak nad tym głębiej zastanowić i odnieść to do dzisiejszych realiów – trudno jednoznacznie stwierdzić, czy był to objaw szaleństwa, czy przebłysk politycznego geniuszu. Wyobraźmy sobie na przykład taki – polski senat utworzony przez same klaczki i ogiery (oczywiście z wyłączeniem „kutzów” i „kutzyków”). W końcu jest precedens historyczny i to nie na jakimś „zadupiu”, ale w centrum cywilizacji ówczesnego świata. Wtedy prawdopodobnie najsilniejszym, najbardziej nowoczesnym i światłym państwie.

Wracając więc do współczesności, czy taki skład senatu byłby w stanie „zepsuć” cokolwiek w stanowionym u nas prawie lub doprowadzić do tego, że w kraju coś będzie dziać się gorzej? Czy „koński” senat byłyby w stanie zakłócić w jakikolwiek sposób nasz proces legislacyjny? Pomyślmy. Sejm uchwala ustawę, na przykład o podniesieniu wieku emerytalnego, wędruje ona do senatu, koniom podsypuje się owsa i wszystkie rżą z zadowoleniem bez jednego parsknięcia sprzeciwu. Ustawa wędruje bez poprawek do prezydenta, ten podpisuje ją bez zbędnej zwłoki i już. Czy widzicie tu jakąś różnicę?

Popatrzcie, chociaż pomysł (może jeszcze w nieco nieśmiałej formie) powstał już w starożytności – jakie to jest genialne w swej prostocie? Takie – dobrej rasy konie nie piją alkoholu, nie ćpają i nie da się zaprzeczyć, że noszą się godniej niż niektórzy senatorowie. Nie potrzebują pijarowców, mają świetną prezencję, godne pozazdroszczenia, niezafałszowane rodowody i budzą ogólny podziw, szczególnie za granicą. Zrozumieją polecenie wypowiedziane w każdym języku i w żadnym języku swą odpowiedzią się nie skompromitują, a rżeć potrafią znacznie bardziej profesjonalnie niż nawet najlepsi w tej dyscyplinie parlamentarzyści. A widzicie te oszczędności? Zamiast wyborów do senatu – wielka ogólnokrajowa gonitwa, takie „senat-derby”, czy „wielka-senatorska”. Dużo przy tym zabawy, a zamiast wydatków – dodatkowe wpływy do kasy państwa.

Idźmy dalej. Przecież utrzymanie nawet najbardziej nowoczesnej stajni nie może kosztować więcej niż senatu. I te wycieczki, które za spore pieniądze będą przyjeżdżać do Polski, by zobaczyć posiedzenia jedynej takiej końskiej izby. Czy naprawdę będą się z nas bardziej śmiać, niż śmieją się teraz? A jeszcze można to wszystko opatentować. A w odpowiednim czasie można sprzedać najbardziej znane i popularne „senatoro-konie” na jakiejś końskiej aukcji. Chyba jednak geniusz.

Jak się tak zastanawiam, to takie rozwiązanie nie ma słabych punktów. No może jeden. Mogło by nam faktycznie brakować tych do głębi przemyślanych i niezwykle mądrych wpisów na facebooku, czy salonie 24. Niestety, w tym naszych senatorów konie nie są w stanie zastąpić. Żaden koń czegoś takiego nie wymyśli, a jeszcze musiałby to kopytami wystukać na klawiaturze.

Początkowo myślałem, czy u nas w kraju jakiś dobrze prezentujący się koń nie potrafiłby się wywiązać również z prezydenckich obowiązków, ale przeważyło to, że jednak każdą ustawę prezydent musi aktualnie podpisać. Najlepiej bezzwłocznie. I to niestety burzy tę piękną koncepcję. W Polsce bowiem prezydentem nie może zostać byle kto i byle co nie może prezydenta zastąpić. U nas prezydent musi przecież umieć samodzielnie się podpisać, a czasem nawet i wpisać się do kondolencyjnej księgi.

Recenzent JM • niepoprawni.pl
rys. Andrzej Krauze

Możliwość komentowania Głupota, szaleństwo, a może jednak geniusz? została wyłączona