„JA TYLKO CHCEM PRAWDY”

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ, Zborowski Lech by Maciejewski Kazimierz on 10 września 2012

Bolek

Lech Wałęsa znany szerzej jako Bolek zamieścił w magazynie „Wprost” tekst, w którym deklaruje niepohamowaną tęsknotę za prawdą. To szydercze wyznanie wzbudziło we mnie odruch prawdziwego obrzydzenia. Zastanawiając się czy warto  wypowiadać się po raz nie wiadomo który w temacie tego żałosnego człowieka zapytałem o zdanie jednego z moich przyjaciół. Przyjaciel skłaniał się do opinii, że szkoda czasu i pośród kilku podobnie brzmiących argumentów użył  jeden, który przekonał mnie do całkowicie odwrotnej decyzji. W pewnym momencie naszej rozmowy powiedział: „wiesz, ludzie się już do jego głupoty i arogancji przyzwyczaili”. Ta myśl przestraszyła mnie na poważnie. Bo co to właściwie znaczy? Jeśli się przyzwyczailiśmy to nie zwracamy uwagi i sprawa minie jak drobny ból głowy nie pozostawiający żadnych śladów?

Przecież ten człowiek jest jedną z przyczyn moralnej zarazy zjadającej dziś nasz umęczony kraj. Nie znaczy to wcale, że był w tym wszystkim ważniejszy niż zwyczajny wrzód, który można było bez większych problemów wyciąć. Komuś jednak na zarazie zależało więc rozdrapywał ten wrzód w nieskończoność, aż ten zaczął się paprać i już jako pękający bąbel poczuł, że jest czegoś ważnego przyczyną. Nie istotne czego, byle być ważnym. Zaraza się rozlazła, a bąbel, który w międzyczasie pękł marzy dziś już tylko o tym, aby go pamiętać jako niewinną wysypkę.

W swoim tekście dla „Wprost”, Wałęsa napisał między innymi: „…nie znoszę łgarstwa i obłudy” i dalej „…ja tylko chcę prawdy i poszanowania prawa”. Przyznam, że zatkało mnie całkowicie, bo przecież mówi to człowiek, który nie tylko jest symbolem najbardziej aroganckiego kłamstwa, ale wręcz jego synonimem.

Wałęsa kłamie nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat. W latach siedemdziesiątych okłamywał swoich stoczniowych kolegów by móc sprzedawać ich losy komunistycznej bezpiece. Kiedy pojawił się w Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża jego kłamstwom nie było końca. Kłamał podczas strajku i potem opowiadając o nim. Okłamywał związkowców kiedy jako szef Solidarności paktował za ich plecami z komunistyczna władzą. Okłamał cały naród sprzedając go przy okrągłym stole. Kłamał aby zostać prezydentem, kłamał będąc nim, a teraz kłamie aby te wszystkie kłamstwa pokazać jako …niepohamowaną potrzebę prawdy! Jego kłamstwa przybierały różne formy, od najbardziej typowej arogancji do całkowitego absurdu. W czasach mojej WZZowskiej z nim znajomości, kłamstwa Wałęsy przybierały często formę wręcz karykaturalną.

Wbrew stworzonej propagandowej wizji Wałęsy jako aktywnego działacza on sam rzadko brał udział w działaniach Wolnych Związków. Nie było go z nami podczas jakiejkolwiek większej wspólnej akcji ulotkowej. Przyszły symbol nie mógł by dziś wymienić żadnej takiej akcji, w której brałby udział. Wałęsa obsesyjnie zabiegał jednak aby liderzy go za dzielnego działacza uważali. W tym celu tworzył  historię, z których każda następna była większym klamstwem niż poprzednia. Nasz „bohater” lubił pojawiać się u Anny Walentynowicz lub Gwiazdów pod nieobecność innych kolporterów, aby tam opowiadać o wykonanej właśnie takiej czy innej akcji. Wymyślał przy tym całą masę bohaterskich wyczynów, których miał tam dokonać. Kilkakrotnie skończyło się to solidnym pośmiewiskiem, gdyż w środku takich właśnie opowieści do mieszkania weszli jego koledzy wracający z akcji, o której on właśnie opowiadał i z miejsca wyrzucili mu, że się na tej akcji nie pojawił i musieli obyć się bez jego pomocy. Byłem świadkiem takiej sytuacji. W innym przypadku Wałęsa opowiadał jak zwykle o swej dzielnej postawie podczas kolportowania ulotek wspierających rolników w  jednej ze wsi. Szybko okazało się, że żadna ulotka tam nie dotarła, a Wałęsy nikt tam nigdy nie widział. On sam tłumaczył typowym dla siebie mało zrozumiałym bełkotem, że tak właściwie to on tam nie był, ale miał zamiar to zrobić. Te żałosne kłamstwa w tamtym czasie wychodziły na jaw prędzej czy pózniej i odbierane były jako mało szkodliwe oznaki pospolitej głupoty.

Lech Wałęsa dał się jednak szybko poznać jako patologiczny kłamca mający za nic prawdę. Zauważali to szczególnie młodzi działacze, których kontakt z przyszłą legendą był bardziej konkretny i codzienny niż ten, który mieli z nim liderzy związków. Nie wszystkie jego kłamstwa były jednak tylko wyrazem głupoty czy wybujałych ambicji. Najgorsze były te, które miały rzucać podejrzenia na innych kolegów o rzekomą współpracę z bezpieką. Były esbecki szpicel, nie miał żadnych skrupułów rozpuszczać tych kłamstw, a kiedy spotykał się ze zdecydowaną reakcją kolegów wykręcał się tchórzliwie przy pomocy swej typowej, niezrozumiałej paplaniny, po czym chował sie na jakiś czas, aż do następnej takiej sytuacji.

Nawyk rzucania kłamliwych oskarżeń pozostał mu do dzisiaj. Ten sam Wałęsa, który twierdzi, że jest dziś ofiarą niesłusznych oskarżeń jeszcze niedawno rzucał publicznie najbrudniejsze takie pomówienia w stosunku do Anny Walentynowicz. Oczywiście wiedząc doskonale, że jest to ohydne i perfidne kłamstwo.  W 2008 roku,, jako WZZowscy koledzy Anny Walentynowicz, zaprotestowaliśmy wydanym oświadczeniem na publiczne stwierdzenie Wałęsy: „Walentynowicz służyła bezpiece na podrzuconych papierach”. To kłamstwo jest jednym z najbardziej brudnych i wrednych jakie znam.  Do dzisiaj Wałęsa twierdzi, że Anna Walentynowicz używała przeciwko niemu dokumenty, które bezpieka podrzuciła jej w czasie jej internowania. Sytuacja oczywiście wyglądała zgoła inaczej i Wałęsa powinien był dziękować  pani Ani za jej postawę i roztropność.

Będąc internowaną Anna Walentynowicz została zaprowadzona do pokoju odwiedzin. Powiedziano jej, że na odwiedziny przyjechał jakiś  jej daleki krewny. Pani Ania zastała tam człowieka, którego nigdy wcześniej nie widziała na oczy. Czlowiek ten udawał przed strażnikami krewnego więc pani Ania uznała, że może to być jakiś kontakt z podziemnej Solidarności. Fałszywy krewny dawał pani Ani do zrozumienia, że bombonierka, którą  jej przyniósł zawiera coś więcej niż tylko czekoladki. Pani Ania wzięła upominek do celi gdzie wraz Joanną Gwiazda go rozpakowała.  Znalazła w środku dokument bezpieki obciążający Wałęsę. Niezależnie od tego, że dokument dotyczył spraw znanych już wcześniej pani Ani, ona sama natychmiast zorientowała się, że jest to esbecka prowokacja i natychmiast z pomocą Joanny papier zniszczyła. Trzeba pamiętać, ze w warunkach więziennych całkowite zniszczenie dokumentu tak aby nie został po nim ślad wcale nie było sprawą prostą. Obie kobiety zrobiły to jednak skutecznie i niemal w ostatnim momencie gdyż bezpieka wkrótce wpadła do celi i zrobiła wyjątkowo długie i szczegółowe przeszukanie. Dzisiaj wiadomo, że cała prowokacja miała posłużyć  zdyskredytowaniu Anny Walentynowicz. Mimo, że dzięki uczciwości i mądrości pani Ani prowokacja się nie udała, sam Wałęsa do dziś publicznie powtarza swoje łajdackie kłamstwo.

W opublikowanym we „Wprost” tekście Wałęsa zarzuca również kłamstwo Krzysztofowi Wyszkowskiemu, którego od lat ciąga po wszelkich możliwych sądach, które dwoją się i troją aby wbrew oczywistym dowodom nie uznać  Wałęsy za donosiciela bezpieki, sprzedającego losy swych stoczniowych kolegów. Wałęsa ma czelność  stwierdzać: „…ja tylko chcę prawdy i poszanowania prawa”. Co jest najbardziej nieprawdopodobną bezczelnością tego ohydnego człowieka, to fakt, że pisząc o potrzebie prawdy najzwyczajniej łże jak przysłowiowy pies!

Wałęsa stwierdza: „…chcę tylko wykonania prawomocnego wyroku sądu, który mówi prosto: przeproś za kłamstwa, które od lat bez dowodów powtarzasz”. Prawda jest taka, że sąd nie stwierdził, że oskarżenie  Krzysztofa Wyszkowskiego iż Wałęsa był agentem bezpieki  o pseudonimie „Bolek” było kłamstwem, gdyż jak podano w orzeczeniu sąd nie podejmuje się wyjaśnienia tego faktu. W dodatku sąd uznał, że Krzysztof Wyszkowski dochował dziennikarskiej rzetelności przeprowadzając badania i dochodząc do takiego wniosku. Niestety, sąd próbował wydać iście salomonowy (czytaj: polityczny) wyrok i stwierdził  jednocześnie, że Wałęsa jako osoba publiczna ma prawo się obrazić i zasądził konieczność  przeprosin.

Tak więc jesteśmy dziś świadkami paranoicznej sytuacji, w której patologiczny kłamca, którego życiorys jest jednym wielkim wymysłem propagandy, deklaruje swe przywiązanie do prawdy,  łżąc niemiłosiernie niemal każdego dnia od wielu lat, zarzuca nieuczciwość  wszystkim, którzy mają czelność mu to jego kłamstwo wytknąć.

Na koniec swojej zamieszczonej we „Wprost”deklaracji umiłowania prawdy, Wałęsa ogłasza również miłość do Solidarności. Zastanawiam się czy chodzi o tą samą Solidarność, którą chciał jeszcze tak niedawno osobiście pałować?

Naszego narodowego kłamcę boli również  to, że jego prawdziwy wizerunek został  już zauważony poza granicami kraju. Zwracając się do szefa związku lamentuje: „Pierzmy te brudy u siebie. Na zewnątrz jesteśmy jedną Polską i jedną Solidarnością”.

Dobrze, że Wałęsa zauważył wreszcie, że jego postawa to brudy. Nie mniej powiem jasno, że ja sam nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę jedną Polską i jedną Solidarnością z Wałęsa, Bolkiem czy jakkolwiek chce się on nazywać. A to z tego prostego powodu, że brzydzę się wszystkim co ten „miłujący prawdę” patologiczny kłamca reprezentuje.

Lech Zborowski

Możliwość komentowania „JA TYLKO CHCEM PRAWDY” została wyłączona