„Forbes”: Nietykalni – jak działa układ trójmiejski

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 27 listopada 2012

„Na horyzoncie Zatoki Gdańskiej pojawiła się zupełnie nowa i nieopisana jeszcze  „grupa Weberów”, której działalność można porównać do wyrafinowanej mieszanki patentów Marcina P., gangu „Nikosia” i pomysłodawców słynnej afery w gdańskim wydawnictwie Stella Maris.

Wspólnym mianownikiem dla tych przedsięwzięć jest parasol ochronny roztaczany nad nimi przez służby państwowe” – czytamy w tekście „Rekiny z Zatoki Gdańskiej”.

Od czasu wybuchu afery Amber Gold w miesięczniku „Forbes” ukazują się teksty Wojciecha Surmacza opisujące, w jaki sposób możliwe były interesy 28-letniego Marcina P. W ostatnim numerze pojawił się teksty, który dotyka problemu nie tylko Amber Gold czy OLT ale w ogóle biznesu, służb specjalnych, polityki i świata przestępczego na Wybrzeżu.

„Na horyzoncie Zatoki Gdańskiej pojawiła się bowiem zupełnie nowa i nieopisana jeszcze  „grupa Weberów”, której działalność można porównać do wyrafinowanej mieszanki patentów Marcina P., gangu „Nikosia” i pomysłodawców słynnej afery w gdańskim wydawnictwie Stella Maris. Wspólnym mianownikiem dla tych przedsięwzięć jest parasol ochronny roztaczany nad nimi przez służby państwowe” – czytamy w tekście „Rekiny z Zatoki Gdańskiej”.

Do redakcji „Forbesa” zgłosił się człowiek, który opowiedział o działalności zorganizowanej grupy posługującej się m.in. majątkiem Mariusa Olecha.  „Ludzi wciągano w dość specyficzną formę „wealth management”, narażając na straty stosunkowo dużych pieniędzy (w porównaniu z klientami Amber Gold). Wszystko działo się w czasie, gdy złota organizacja Marcina P. rosła w siłę. Bezpieczeństwo osób znajdujących się w organizacji także zapewniały powiązania towarzyskie, obstawa prawników, przychylność urzędników i – co najgorsze – śledczych” – wyjaśnia Wojciech Surmacz.

Chodzi o działania „grupy Weberów”. Jak czytamy w miesięczniku, to grupa co najmniej kilkunastu osób skupionych wokół Tomasz Webera, spółek powiązanych z nim personalnie oraz finansowo (PRO Eurofinance, Orcan Software, Progress Consutling, STW Finanse) oraz jego byłej żony Agnieszki Weber (PPHU Progress).

Grupa Webera w działaniu

Mechanizm działania „grupy Webera” magazyn opisuje na przykładzie współwłaściciela spółki informatycznej Oke. Weber zaręczył się z siostra Pytlasińskiego, długo pozyskiwał jej zaufanie. Potem namówił biznesmena na kilka kredytów na ponad 1,2 mln zł. Miał je zainwestować na rynku nieruchomości i podzielić się zyskami. „W ramach gwarancji Weber przedstawiał Pytlasińskiemu np. wypis z rejestru gruntów nieruchomości Mariusa Olecha, którą – jak twierdził – dysponował” – czytamy.

Finału można się domyślać. Mimo licznych zabezpieczeń tych pożyczek ze strony Pytlasińskiego, do dziś nie odzyskał pieniędzy. Nie wie też, na co zostały przeznaczone. Co na to Weber? Twierdzi, że nie ma tych pieniędzy. A miesięcznikowi „Forbes” powiedział tylko jedno słowo: „Pomyłka”.

Kto obsługuje grupę Webera

Z tekstu dowiadujemy się, że Prokurator Generalny zarządził kontrole w gdańskim wymiarze sprawiedliwości, ale przez kontrolerami trudna droga do wykazania nieprawidłowości. „Tomasz Weber wykorzystywał do obsługi swoich przedsięwzięć najlepszych prawników z Gdańska. Wśród nich znajduje się notariusz Izabela Fal, prawdziwa gwiazda w trójmiejskiej branży nieruchomościowej. Duży prestiż zyskała, obsługując na przykład największego dewelopera w Trójmieście Doraco z Hass Holding, spółkę prawa cypryjskiego, której właścicielami są Andrzej Hass z żoną” – napisał „Forbes”.

Hass (nazywany przez „Gazetę Wyborczą” „szarą eminencją pomorskiej lewicy”) obraca się w towarzystwie m.in. prof. Jerzego Zajadły i Wojciecha Kurowskiego. Obaj zasłynęli m.in. jako twórcy firmy ubezpieczeniowej Hestia.

Co ciekawe, sądy w sprawach cywilnych orzekają na korzyść pokrzywdzonych. Z tym, że praktycznie nie mogą oni wyegzekwować swoich należności, bo „grupa Weberów” udzielała najczęściej fikcyjnych zabezpieczeń. „Z drugiej strony gdańskie prokuratury rejonowe działają wobec poszkodowanych obstrukcyjnie i robią wszystko, żeby Weberom włos z głowy nie spadł, oddalając taśmowo zawiadomienia o popełnieniu  przestępstwa” – wskazuje „Forbes”.

Mechanizm uwikłania

Z jednej strony są stosunkowo młodzi ludzie, jak Marcin P., którzy najprawdopodobniej wykorzystywani byli do prania brudnych pieniędzy. Jeśli byli zdolni i mnożyli zyski, mogli stać się i stawali się w miarę samodzielnymi przedsiębiorcami. Grupy przestępcze nadal miały jednak do nich łatwy dostęp i łatwą możliwość oddziaływania na nich.

Do tego – jak napisał Wojciech Surmacz – dochodzą służby specjalne, które nie eliminowały takich związków czy takich biznesmenów z życia publicznego, bo wolały ich mieć jako tajnych współpracowników. Wówczas według miesięcznika pojawił się problem parasoli ochronnych i sygnałów służb do prokuratury, że pewni ludzie są w pewien sposób nietykalni. „Forbes” przypomina, że podobny mechanizm służby III RP przejęły do Służby Bezpieczeństwa, która zawsze celowała w trójmiejskie „grube ryby”.

forbes.pl, rebelya.pl
fot. Adam Warżawa/PAP

Reklamy

Możliwość komentowania „Forbes”: Nietykalni – jak działa układ trójmiejski została wyłączona