2012 – rok wyczerpania, rok opadania masek

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 30 grudnia 2012

Nie musiałem długo szukać słowa odpowiedniego do krótkiego podsumowania roku 2012. Tym słowem jest „wyczerpanie”. 

Czy był to rok znaczący, czy przełomowy, czy może kolejny zwykły rok marazmu tuskowej małej stabilizacji – niech ocenią ci, którzy spojrzą na dzisiejsze czasy z odleglejszej perspektywy, za dekadę lub dwie. Słowa „wyczerpanie” mogę jednak użyć bez wahania już teraz, bo jak żadne inne pasuje do zjawisk charakterystycznych dla minionych dwunastu miesięcy.

Wyczerpuje się bowiem dotychczasowy model platformerskiej propagandy sukcesu, wyczerpują się możliwości rozgrywania wojny polsko-polskiej dotychczasowymi metodami, wyczerpała się też chyba ostatecznie wiara w to, że da się prowadzić normalny dyskurs medialny w ramach istniejącego dziś w Polsce systemu.

Byle do Euro 2012

Byłoby to niesłychanie zabawne, gdyby nie było jednocześnie przerażające – chodzi o skwapliwość, z jaką politycy PO różnego szczebla zachwalali mistrzostwa Europy w piłce nożnej jako najważniejsze wydarzenie w dziejach. Sądząc z ich wypowiedzi, przydarzyło się nam coś pomiędzy ponownym chrztem Polski (ale lepszym, bo dostępnym dla większej liczby kibiców), odzyskaniem niepodległości (ale fajniejszym, bo bardziej kolorowym) a wyborem Polaka na papieża (tu też Euro wygrywa, bo Jan Paweł II pielgrzymował solowo, a piłkarze z całej Europy zaszczycili nas pielgrzymką zbiorową).

Żeby było jasne – to bardzo dobrze, że Euro 2012 Polsce się przydarzyło. Jeszcze lepiej, że mimo słabych wyników sportowych polskiej reprezentacji impreza okazała się udana. Setki tysięcy kibiców z całego świata przyjechały, zabawiły się, odkryły że po polskich ulicach nie chodzą białe niedźwiedzie i zadowolone wróciły do domu. Jednak bezgraniczne nadymanie się rządowej propagandy, piramidalne bzdury plecione przez partyjnych funkcjonariuszy i okrutne zadęcie medialnych Ochotniczych Rezerw Platformy Obywatelskiej pokazują, jak straszliwą myślową pustkę próbowano zasłonić tym cyrkiem.

Partia, która miała Polskę modernizować, prowadzić ku Europie, sprowadzić z powrotem miliony szczęśliwych emigrantów, naprawić system opieki zdrowotnej i edukacji skończyła w najgorszym gierkowskim stylu. Jedynym jej celem okazało się dotrwanie do wielkiego festynu, który przedstawiano jako „wielki impuls modernizacyjny” czy wręcz „skok cywilizacyjny”. Po Euro 2012 zostały niedokończone autostrady, koszmarnie drogie stadiony, których utrzymanie przekracza nasze możliwości i na których niczego nie opłaca się organizować, zdewastowana kolej (jej modernizacja jakoś nie objęła) oraz Himalaje propagandy na temat „wreszcie radosnych Polaków”.

Ten numer drugi raz nie przejdzie – bajdurzenie o zimowych igrzyskach olimpijskich albo nawet futbolowych mistrzostwach świata nosi znamiona gaworzenia w malignie. Festyn się skończył, a wraz z nim wyczerpały się „gierkowskie” możliwości propagandy sukcesu. Nastała więc epoka obniżania oczekiwań społecznych i straszenia nadchodzącym kryzysem. Wajchę trzeba przestawić.

Wojna w nowej odsłonie

Inżynieria strachu to podstawowy instrument działań PO nie tylko od wyborów roku 2007, ale już od roku 2005, kiedy partia Tuska niespodziewanie dla samej siebie znalazła się w opozycji. Rozpalanie i podtrzymywanie lęku przed PiS było i jest tej inżynierii strachu elementem głównym. Jednak wydarzenia ostatniego roku pokazują, że i tutaj dotychczasowa narracja się wyczerpała, trzeba ją więc zastąpić nową, ulepszoną.

Okazało się bowiem, że przedstawianie głównej partii opozycyjnej jako szkodników, nieudaczników, sekty smoleńskiej i straszliwych zamordystów (odwołania do „dusznej atmosfery” i „zbrodni” IV RP) jest bronią o ograniczonej sile działania. PiS przetrwał bombardowanie, Jarosław Kaczyński nie zniknął we mgle, kolejne wspierane przez media próby rozłamu skończyły się źle dla rozłamowców. Nowe fakty w sprawie śledztwa smoleńskiego, doniesienia niezależnych naukowców, skandal z zamienionymi ciałami ofiar tragedii, kolejne dowody na nieudolność, głupotę i złą wolę rządu – wszystko to scementowało elektorat PiS. Partia Kaczyńskiego po raz pierwszy od dawna zaczęła zyskiwać w sondażach.

Propagandyści Platformy pracowicie zaczęli więc przygotowywać nowy scenariusz wojenny, w którym PiS nie jest już tylko partią szkodników i sekciarzy, ale prawdziwą, fizyczną groźbą dla spokoju społecznego w Polsce. Narrację tworzą następujące wydarzenia: bitwa rosyjskich i polskich chuliganów w dniu meczu Polska–Rosja (wiadomo, kibole, czyli „bojówki PiS‑u”), sprowokowane przez policję zamieszki podczas Marszu Niepodległości („czy widzią państwo, że grozi nam rozlew krwi na ulicach”), hodowanie przez ABW „polskiego Breivika”, czyli agrobombera Brunona K. oraz doprawianie radykalnym opozycjonistom (jak Grzegorz Braun) gęby „podżegaczy do mordów”.

Innym efektem wyczerpywania się tradycyjnej formuły straszenia PiS‑em jest pomysł na osłabienie opozycji poprzez jej podmienienie na opozycję koncesjonowaną. To operacja przeprowadzana równolegle z operacją „Przemoc” – podczas gdy spindoktorzy PO i zaprzyjaźnione media pracują ciężko nad przyklejeniem Prawu i Sprawiedliwości etykiety partii zadymiarzy, masowych morderców i zamachowców, trwają jednocześnie próby wykreowania nowej, „lepszej” prawicy, której mógłby patronować na przykład prezydent Bronisław Komorowski. Kalkulacja jest taka – im bardziej krwawy będzie obraz PiS, tym łatwiej będzie przekonać niezdecydowanych lub lękliwych, by poszli za wąsatym Wujkiem Narodu składać kwiaty pod pomnikiem Romana Dmowskiego w towarzystwie „dobrych endeków”, takich jak Roman Giertych czy Michał Kamiński.

Jak zauważyła prof. Jadwiga Staniszkis, powierzenie takiej koncesjonowanej prawicy przejętego tygodnika „Uważam Rze” może być zwiastunem tego, że w role dobrych prawicowców będą wcielać się zwolennicy Jarosława Gowina, Radosława Sikorskiego i wspomnianego Romana Giertycha. Może będzie z tego nowa partia, a może „rozsądna prawica” w ramach Polskiej Zjednoczonej Platformy Obywatelskiej.

Media posłuszne – albo żadne

I tu dochodzimy do kolejnej kwestii, w której wydarzenia roku 2012 oznaczają ważną cezurę. Oto czystka polityczna w Presspublice, doprowadzająca do osłabienia „Rzeczpospolitej” i de facto likwidacji „Uważam Rze” w dotychczasowej formule. Oto uporczywe ignorowanie przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji starań telewizji Trwam o miejsce na cyfrowym multipleksie, wspieranych dwiema gigantycznymi manifestacjami – wiosną w obronie wolności słowa manifestowało prawie 100 tys. osób, a jesienią już grubo ponad 100 tys. Oto ponawiające się próby wprowadzenia kar za głoszenie nieprawomyślnych poglądów (projekt ustawy o „mowie nienawiści”). Oto kolejne podejścia do cenzurowania i kontrolowania internetu.

W Polsce roku 2012 wyczerpały się ostatecznie możliwości stworzenia normalnego dyskursu medialnego w ramach istniejącego systemu. Władza nie zamierza tolerować żadnych nieprzychylnych jej ośrodków medialnych. „Rz” i „Uważam Rze” zostały spacyfikowane. Telewizja Trwam i Radio Maryja za chwilę zostaną dobite wielomilionowymi opłatami za koncesje (nawet jeśli miejsce na multipleksie nagle się znajdzie, to nie wiadomo, czy toruńską stację będzie na nie stać). Dziś nikt już nie ma wątpliwości, że system medialny domyka się tak szczelnie, że jedynym wyjściem jest budowanie mediów całkowicie omijających ten monopol. Gwarantem ich niezależności musi być także niezależność właścicielska. Istnieją silne wolne media w internecie, powstają nowe inicjatywy prasowe, do których rad nadzorczych rząd nie będzie miał dostępu. Być może jedynym sposobem na powstanie wolnej telewizji okaże się zbudowanie kanału satelitarnego nadawanego spoza terytorium Polski. Tak czy inaczej – maski opadły. Zamiast marszu ku Europie, mamy dyskretne zbaczanie ku putinowskiej Rosji albo Białorusi.
Jakie owoce w długiej perspektywie przyniesie ten rok wyczerpania, smutny i duszny rok 2012, w którym władza nie przegapiła żadnej okazji, by zaznaczyć swoją niechęć i pogardę dla inaczej myślących? Być może odpowiedź przyniesie rok 2013, a może dopiero lata kolejne. Wszystko zależy od tego, kiedy do wszystkich opisanych przeze mnie fenomenów wyczerpania dołączy ten najważniejszy – wyczerpanie się cierpliwości okłamywanych, okradanych, pogardzanych i manipulowanych obywateli III RP. Prędzej czy później nastąpi. Niestety – nikt nie jest dziś w stanie przewidzieć, w jakiej formie się przejawi.

Piotr Gociek • Gazeta Polska
fot. petyr; na podstawie Bartek Kosiński/Gazeta Polska oraz Andrzej Lipecki/Gazeta Polska

Reklama

Możliwość komentowania 2012 – rok wyczerpania, rok opadania masek została wyłączona

%d blogerów lubi to: