Zadżumieni?

Posted in ■ aktualności, ■ różne by Maciejewski Kazimierz on 8 stycznia 2013

Powieści Srokowskiego mają swój niepowtarzalny język, klimat i narrację. 

Lepiej jest dwom niż jednemu,
gdyż mają dobry zysk ze swej pracy.
Bo gdy upadną, jeden podniesie drugiego.
Lecz samotnemu biada, gdy upadnie,
a nie ma drugiego, który by go podniósł.

Powieści Srokowskiego mają swój niepowtarzalny język, klimat i narrację. Tym razem przenosimy się do Wrocławia. Miasto, ludzie to pewien punkt odniesienia dla spraw ogólnopolskich.

W tej powieści Srokowskiego doszukano się wpływów Gogola, Czechowa. Moje skojarzenia poszły raczej w kierunku ksiąg Hioba, Koheleta i uparcie pojawiali się „Nędznicy”.

Czy zrobienie z bezdomnych (choć u nas częściej takich ludzi nazywa się po prostu żulami) bohaterami książki o zabarwieniu historyczno-politycznym nie jest zabiegiem odważnym, żeby nie powiedzieć szalonym?

Główny bohater, Maks Kolba, drukarz w czasach PRL, obecnie na aucie, na dnie. Ten pisarz, erudyta, który prowadzi długie dysputy w oparach alkoholu. Jego słuchacze to znajomi z lat wspólnej walki z systemem komunistycznym. Kiedyś współpracowali pod sztandarem „Żelaznej Pięści”, dziś zapomniani dogorywają na rynku wrocławskim. Schorowani, brudni, niemal wiecznie pijani.

A jednak ci nędznicy, jako nieliczni trafnie odczytują znaki czasu. Oburzają się na głupotę władz, która instaluje na terenie miasta szpetne gnomy (krasnale), a nie potrafią w ten choćby skromny sposób docenić ludzi ważnych dla Wrocławia. I aż trudno uwierzyć, że Tymoteusz Karpowicz, Rafał Wojaczek, Hugo Steinhaus i wielu innych przegrywa rywalizację z gnomem Prezentusiem czy Trąbibrzuchem. Daleko nie trzeba szukać, w ostatnich dnia ubiegłego roku na jednym z portali pojawiła się taka informacja:

Przy ulicy św. Antoniego 2/4 zagościli dwaj nowi mieszkańcy miasta – krasnal w dreadach z bębnami oraz saksofonista. Miasto ogłosiło konkurs na imiona dla nowych skrzatów.

W trakcie oficjalnego odsłonięcia nowych krasnali pojawił się prezydent miasta, Rafał Dutkiewicz. Wspólnie z muzykiem Jose Torresem zagrał na bębnach. Dwóch nowych mieszkańców Wrocławia ufundował Urząd Miejski – w sumie kosztowały około 6 tysięcy złotych, a wykonane zostały według pomysłu Jose Torresa.

Krasnale te mają być dowodem na to, że Wrocław jest otwarty na inne kultury. Nowi mieszkańcy znajdują się w pasażu Pokoyhofa (św. Antoniego 2/4, po wejściu w podwórka), gdzie mieści się szkoła tańca Jose Torresa i który leży przy Dzielnicy Czterech Wyznań, zwanej również Dzielnicą Tolerancji.

Wkrótce zostanie ogłoszony konkurs na imiona dla nowych wrocławian.

Nowi wrocławianie się pojawiają, starzy Wrocławianie odchodzą. Tak jak wspomniana tu ferajna byłych opozycjonistów, którym z różnych powodów w życiu się nie udało. I dochodzimy do sedna sprawy.

Stanisław Srokowski przygotował bowiem akt oskarżenia. Akt oskarżenia skierowany przeciwko elitom solidarnościowym, które nie tylko zaprzedały się, ale i zostawiły na pastwę losu dawnych przyjaciół. Po roku 1989 dawny aktyw partyjny ma się znakomicie, to byłym opozycjonistom pozostały żebry na Starówce.

Paradoks, nie złamał ich komunizm, nocne przesłuchania, pobicia, ale rzeczywistość wolnej Polski. Tylko, czy ona jest do końca wolna? Zdaniem bohaterów nie. Jest to niejako przedłużenie komunizmu, pakt z diabłem, pod którym podpisała się część opozycji. I trzeba dodać, że także społeczeństwa.

Oskarżonymi są więc nie tylko ci, którzy dogadali się z byłym przeciwnikami i zapewnili im bezkarność, ale przede wszystkim Ci, który po 1989r. zrealizowali swoje marzenia, spełnili się zawodowo i osiągnęli sukces, lecz zapomnieli o swoich korzeniach. Pasą brzuchy na stanowiskach dyrektorskich, a koledzy klepią biedą.

Odniesienia do obecnej rzeczywistości są oczywiste, wiadomo kim jest Rudy Lis, szef partii Kariera i Sukces, a kim prezydent Upiorny Lach. Znajdziemy też spiskujących przedstawicieli mediów głównego nurtu. Pozytywnych bohaterów zastępuje jako całość mit, który z czasem się kruszy, Solidarności Walczącej.

Zakładam, że dla znakomitej większości Czytelników właśnie te narracje będą najciekawsze, ponieważ mamy jedną, historyczną-podziemną, z której coraz lepiej poznajemy legendę „Żelaznej Pięści”; drugą, w której poznajemy ból egzystencjalny Ludu Bożego, czyli tych zwycięzców, a jednak przegranych w nowej rzeczywistości. Jest i trzecia, nadrzeczywista, gdzie pojawiają się różne zjawy, pomagające niektórym postaciom zachować się moralnie. Kto nie skorzysta z ich rad – może tego gorzko żałować.

Jedno z ważniejszych pytań, jakie należy sobie postawić po lekturze tej książki to, czy bohaterowie wszystkie swoje niepowodzenia mogą wpisać w rejestr walk z systemem komunistycznym. Czy bierność przyjaciół, którzy się lepiej urządzili w nowych warunkach miała decydujący wpływ na ich życie?

Kolba jest przekonany, że jego los jest zdeterminowany przez pogmatwaną historię swojej rodziny, stąd wszystkie jego problemy życiowe, rozwalone małżeństwa, alkoholizm. W jego podejściu do życia musi się to przekładać też na postrzeganie spraw publicznych, społecznych. Ten fatalizm w końcu prowadzi go do śmierci samobójczej.

Czy można w tym upatrywać łatwe wytłumaczenie swoich niepowodzeń, złamanego życia, problemów z alkoholem. Niestety, nie wiemy, ile bohaterowie książki zrobili, żeby ich życie wyglądało inaczej, aby podnieść się z upadku. Niezwykle trudno byłoby przypisać ich obecną pozycję spiskowi elit. Każdy człowiek to inna historia, inny dramat. Jednak jeżeli przeniesiemy spojrzenie z jednostki na grupę, to sytuacja będzie bardziej czytelna.

Choćby taki przykład. Porównanie głodowych emerytur byłych opozycjonistów i ich oprawców. Dziejowa sprawiedliwość nakazywałaby jakąś formę wsparcia dla tych zasłużonych ludzi, nierzadko tracących zdrowie dla wolnej Ojczyzny. Jeżeli państwo nie potrafiło im pomóc, mogli to w jakiś sposób zrobić koledzy, którzy mieli więcej szczęścia albo wytrwalej pracowali. Dlaczego tego nie zrobili?

Większość z nich wolała zająć się swoimi sprawami, kooperować z byłymi przeciwnikami, piąć się po szczeblach kariery. Pamięć o dawnych czasach, zasady moralne, to mógł być balast. Inni byli bardziej niż się wydawało skompromitowani, esbeckie kwity trzymały ich w szachu.

Ta mniejszość porządnych w książce występuje jako zapracowani przedsiębiorcy, pamiętający jednak stare czasy, dawnych kolegów, ale spotykający się z nimi przy okazji smutnych wydarzeń, jak pogrzeby. Z opowieści dowiadujemy się, że jednak zatrudniali kolegów, pracowali w ich firmach, redakcjach, ale nie wszyscy. Czy nie było dla nich miejsca? A może nie chcieli sobie pomóc?

Na siłę nikogo nie da się uszczęśliwić – tak można powiedzie o staraniach, które podjęto, żeby pomóc Kolbie. Choć kto wie, gdyby pomoc przyszła kilkanaście lat wcześniej?

Ta książka zresztą dotyka rozmaitych problemów, z którymi borykają się ludzie niezależnie od sympatii i antypatii politycznych. Wyobcowanie, depresje, alkoholizm, narkomania. Mówi o też o zagrożeniach cywilizacyjnych, skutkach politycznej poprawności, postępach postępu.

Na szczęście Srokowski nie zastosował tu tego prostego schematu, bohaterowie mimo zupełnego niepogodzenia się z nową rzeczywistością, to postacie złożone. Ba, nawet trudno mi się z nimi utożsamiać czy sympatyzować. Nie dlatego, że upadli tak nisko, ale dlatego, że są przekonani o niezmienności tej sytuacji. Mają pretensje do wszystkich, ale rzadko kiedy do siebie. Jakże ten duch fatalizmu jest niekatolicki!

Nie widać, żeby chcieli zmienić swoje życie, wolą ucieczkę w alkohol i pijackie rojenia, utyskiwanie na otaczający świat. Jak mogliby zmienić sytuację wokół siebie, jeżeli nie chcą pomóc nawet sobie?

Można postawić sobie pytanie, kto w takim razie ma być wzorem dla tej młodzieży, która ma przeciwstawiać się barbarzyńcom?

Dawni towarzysze partyjni? Byli konfidenci? Ludzie solidarności? Tylko którzy?

Bohaterowie trawieni chorobami, żyjący w brudzie i pogardzie otoczenia? W pijackich dyskusjach przerzucający się cytatami ze starożytnych filozofów?

Na to już każdy z nas musi sam sobie odpowiedzieć.

Wojciech-Maltan • prawica.net


Autor: Stanisław Srokowski
Tytuł: Barbarzyńcy u bram
Wydanie: I, 2012
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Arcana

Reklama

Możliwość komentowania Zadżumieni? została wyłączona

%d blogerów lubi to: