Komorowski bierze służby

Posted in ■ aktualności by Maciejewski Kazimierz on 10 stycznia 2013

Osłabienie służb cywilnych i wzmocnienie służb wojskowych, które przejdą pod nadzór prezydenta – to główne założenie reformy służb specjalnych.

Z tymi planami jest związana dymisja szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, gen. Krzysztofa Bondaryka, który – według nieoficjalnych informacji – ma wkrótce zostać jednym z najważniejszych urzędników administracji prezydenta.

Krzysztof Bondaryk był najdłużej urzędującym szefem polskich służb specjalnych po 1989 r. Zaczynał w Urzędzie Ochrony Państwa, później był w MSW, a następnie trafił do prywatnego biznesowego imperium Zygmunta Solorza. Zdaniem naszych rozmówców z kręgu służb specjalnych, Bondaryk do dziś pozostaje w zażyłej przyjaźni z właścicielem telewizji Polsat, który od dłuższego czasu jest w kontrze do Donalda Tuska. – Dlatego Zygmunt Solorz postawił na prezydenta, który ostatnio jest częstym gościem Polsat News – mówią.

Dłużnik Bondaryka

7 stycznia wieczorem ukazał się komunikat, że gen. Stanisław Koziej, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, ma spotkać się z gen. Krzysztofem Bondarykiem. Kilka dni wcześniej, już po dymisji szefa ABW, „Gazeta Polska Codziennie” ujawniła, że ma on zostać wiceszefem BBN. Pełniący tę funkcję Zdzisław Lachowski podał się do dymisji 31 grudnia 2012 r. Niewykluczone, że jego odejście ma związek z procesem lustracyjnym – według akt znajdujących się w Instytucie Pamięci Narodowej Lachowski został zarejestrowany jako tajny współpracownik „Zelwer”, o czym jako pierwsza pisała „Gazeta Polska”.

Bronisław Komorowski ma wobec Krzysztofa Bondaryka dług do spłacenia w związku z aferę marszałkową. Chodziło o rzekomą sprzedaż tajnego aneksu z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych spółce Agora – wydawcy „Gazety Wyborczej”.

W listopadzie 2007 r., zaledwie tydzień po tym, jak p.o. szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego został Krzysztof Bondaryk, zadzwonił do niego Paweł Graś.

„ (…) Zaproponował spotkanie na terenie Sejmu w tym samym dniu. (…) Minister Graś poinformował mnie w skrócie, że istnieje potrzeba – prośba ze strony Marszałka Komorowskiego, abym się udał do jego biura poselskiego, ponieważ jest u niego w tym momencie ktoś, kto ma ważne informacje dla bezpieczeństwa kraju. Minister Graś powiedział, że jest to prawdopodobnie oficer, a sprawa dot. korupcji związanej z Komisją Weryfikacyjną. Minister Graś poinformował mnie, że Marszałek tam na mnie oczekuje i żebym tam się udał i osobiście podjął czynności służbowe. (…) ” – czytamy w protokole przesłuchania Krzysztofa Bondaryka z 28 listopada 2008 r.

W dalszej części przesłuchania obecny szef ABW opisuje, że razem z nim do biura marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego pojechało trzech oficerów ABW, którzy – co ciekawe – nie weszli razem z Bondarykiem do biura, ale czekali na zewnątrz. Bez obecności świadków Komorowski poinformował Bondaryka, że jest u niego oficer, który ma dowody na korupcję w Komisji Weryfikacyjnej oraz posiada informacje związane z bezpieczeństwem państwa. Komorowski przedstawił Bondarykowi Leszka Tobiasza, który opowiedział o rzekomej korupcji w Komisji Weryfikacyjnej i zgodził się złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Bondaryk uznał, że biuro marszałka nie jest właściwym miejscem do przesłuchania płk. Tobiasza i osobiście zawiózł go do siedziby ABW.

Po złożeniu przez niego zawiadomienia w ABW, Krzysztof Bondaryk zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Zawiadomienie jest datowane na dzień 27 listopada 2007 r., czyli 11 dni po wizycie Tobiasza u Bronisława Komorowskiego i po zeznaniach w ABW. Nie ma w nim słowa o rozmowie z Pawłem Grasiem ani o spotkaniu w biurze ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego.

Prokuratura i ABW przeciwko członkom Komisji Weryfikacyjnej i jej szefowi Antoniemu Macierewiczowi wytoczyły najcięższe działa: inwigilację, podsłuchy, przeszukania. Mimo nagonki medialnej jedynymi oskarżonymi w sprawie są dziennikarz Wojciech Sumliński i Aleksander L., którzy są oskarżeni o płatną protekcję podczas procesu weryfikacji żołnierzy WSI. Płk Leszek Tobiasz – jedyny świadek oskarżenia i człowiek, od którego zaczęła się cała sprawa – nie żyje.

Bronisław Komorowski od początku kariery politycznej chciał mieć wpływ na służby. To jemu – kiedy był wiceministrem, a później ministrem obrony narodowej, podlegały Wojskowe Służby Informacyjne. Był jedynym posłem PO, który zagłosował przeciw ich rozwiązaniu. Po katastrofie smoleńskiej, gdy jako marszałek Sejmu został p.o. prezydenta, natychmiast wprowadził Stanisława Kozieja do BBN, którego szef, śp. Aleksander Szczygło, zginął w katastrofie. Po wyborze Komorowskiego na urząd prezydenta z BBN zostali zwolnieni niemal wszyscy ludzie, którzy pracowali za czasów prezydentury prof. Lecha Kaczyńskiego. Nowy szef BBN i jego podwładni, podobnie jak obecny prezydent, przyjęli prorosyjski kurs.

Odebranie uprawnień śledczych ABW wpisuje się w ten kurs, ponieważ praktycznie nie będzie służby do zwalczania szpiegostwa. A ponieważ największe zagrożenie w tej dziedzinie wypływa ze strony Rosji, o czym świadczą oficjalne dane, sprawa zostanie ostatecznie załatwiona. W ramach prac nad Strategicznym Przeglądem Bezpieczeństwa Narodowego (SPBN) prowadzone są przez BBN studia dotyczące charakteru i zakresu zagrożeń, z jakimi państwo polskie spotka się w najbliższych dekadach, o czym pisała niedawno „Gazeta Polska”. Nie ma tam ani słowa o zagrożeniach płynących z Rosji. Według ekspertów BBN największe niebezpieczeństwo dla państwowości polskiej pochodzić będzie ze sfery manipulacji informacją, zagrożenia cybernetycznego, zagrożeń związanych z atakami spekulacyjnymi na system ekonomiczny. Wśród podstawowych niebezpieczeństw należy widzieć również te, które bezpośrednio wynikają z rywalizacji o źródła energii, w tym zasoby gazu łupkowego, znajdującego się m.in. na terenie Polski.

Zwalczanie tych zagrożeń wpisuje się w obszar działania ABW i samego Krzysztofa Bondaryka – wystarczy poczytać redagowany w ABW ogólnodostępny „Przegląd Bezpieczeństwa Wewnętrznego”.

Zdemolowanie służb cywilnych

Reforma służb specjalnych, której projekt mają otrzymać do zaopiniowania członkowie sejmowej komisji ds. służb specjalnych, sprowadza się do zniesienia operacyjno-śledczych uprawnień ABW.

Zdaniem większości posłów speckomisji oraz ekspertów zajmujących się tematyką służb specjalnych to próba osłabienia służb i wzmocnienie wpływu na nie ze strony premiera Donalda Tuska. To właśnie powołany przy jego rządzie, specjalny zespół analityczno-studyjny był odpowiedzialny za przygotowanie reformy. Jej projekt oficjalnie widział dotychczas tylko Tusk, jako przewodniczący kolegium ds. służb. Przyznał on podczas zeszłotygodniowej konferencji, że powodem dymisji Bondaryka jest właśnie „inna wizja reformy służb specjalnych”.

Agencja miałaby stracić nie tylko narzędzia, ale także bezpośredniego zwierzchnika, a co za tym idzie – status urzędowy. Dotychczas jako jednak z najważniejszych służb była bezpośrednio podległa premierowi. Teraz weszłaby pod skrzydła ministra spraw wewnętrznych Jacka Cichockiego. – Szalenie ważny jest bezpośredni kontakt szefa ABW z premierem. Zmiana tego trybu stawia Agencję obok takich urzędów jak Urząd Ochrony Konsumenta – tłumaczy poprzedni szef ABW, prokurator Bogdan Święczkowski. Tego samego zdania jest Stanisław Wziątek (SLD), wiceprzewodniczący speckomisji. – To bardzo zły pomysł osłabiający pozycję Agencji – twierdzi. Również zdaniem Marka Opioły (PiS) każdy z ministrów jest za słaby, by samodzielnie kontrolować tak poważną służbę specjalną, jaką jest ABW. – Podporządkowanie jej szefowi MSW to bardzo zły pomysł i powrót do lat 90. Wówczas to służby kontrolowały resorty, a nie na odwrót. Bardzo umiejętnie wykorzystywały to na przykład Wojskowe Służby Informacyjne – mówi wiceprzewodniczący speckomisji.

Jednak osłabienie ABW poprzez odebranie jej szeregu uprawnień śledczych będzie oznaczało odebranie jej tych spraw, w których pojawiają się nazwiska osób z najbliższego otoczenia Donalda Tuska. Chodzi m.in. o postępowanie dotyczące branży energetycznej, w którym przewijają się nazwiska osób z otoczenia premiera, takich jak np. Jan Krzysztof Bielecki, szef Rady Gospodarczej przy premierze, czy Krzysztof Kilian, zaufany człowiek Tuska, szef Polskiej Grupy Energetycznej.

– Obecnej formacji rządzącej, przy jej stopniu uwikłania w różnego typu zależności, także biznesowo-korupcyjne, nie są potrzebne sprawne, niezależne służby – mówi prof. Andrzej Zybertowicz, ekspert ds. służb specjalnych.

Jednak Tusk wcale nie będzie wygranym na skutek realizacji powyższego planu. Istnieje bowiem także prezydencki projekt zmian. I w ramach jego założeń inne jednostki mają zmienić swoją dotychczasową strukturę. Chodzi o Agencję Wywiadu i Służbę Kontrwywiadu Wojskowego. Miałyby zostać połączone i podporządkowane ministrowi obrony narodowej, stając się największą specsłużbą dowodzoną wyłącznie przez wojskowych. Przy jednoczesnym osłabieniu ABW przez otoczenie premiera, nowa formacja zajęłyby jej miejsce. A najważniejszym zwierzchnikiem sił zbrojnych jest… prezydent.

Plany przejęcia kontroli nad służbami przez wojsko i prezydenta powstały w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. I to właśnie tam według naszych informatorów może znaleźć stanowisko zdymisjonowany gen. Krzysztof Bondaryk. Były już szef ABW od dawna był w konflikcie z premierem Donaldem Tuskiem. Dymisji Bondaryka spodziewano się od dawna, konkretnie od czasu, gdy wycinani w pień byli ludzie związani z nim i środowiskiem tzw. PPS, czyli Polskiej Partii Solorza, właściciela Polkomtela, operatora sieci komórkowej. Bondaryk przed zajęciem stanowiska szefa ABW był u Solorza, w Polskiej Telefonii Cyfrowej, pełnomocnikiem ds. informacji niejawnych. W grupie Polkomtela pracował też wcześniej wieloletni funkcjonariusz Urzędu Ochrony Państwa gen. Leszek Elas. Później został komendantem Straży Granicznej. Zdymisjonowano go w kwietniu br. W UOP-ie robił karierę także Jacek Mąka, funkcjonariusz delegatury w Białymstoku, kiedy rządził nią Krzysztof Bondaryk. Mąka został wiceszefem ABW. Odszedł – oficjalnie na własne życzenie – także w kwietniu.

Dzień wcześniej stanowisko opuścił Paweł Białek, drugi wiceszef Agencji. Jest kojarzony z tzw. grupą krakowską, do której zaliczani są m.in. szef Agencji Wywiadu Maciej Hunia, szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Janusz Nosek, poseł PO Konstanty Miodowicz czy były szef WSI Tadeusz Rusak, a także wspomniany Leszek Elas.

Bondaryk jest uznawany za człowieka Grzegorza Schetyny. To właśnie jako szef MSWiA polityk ściągnął Bondaryka do Agencji. Współpraca układała się dobrze w przeciwieństwie do relacji z ówczesnym szefem resortu Jackiem Cichockim.

Niespełniony polityk

Pochodzący z Sokółki Krzysztof Bondaryk, studiował na Uniwersytecie Warszawskim (filia w Białymstoku). Jego ojciec Kazimierz przez wiele lat był instruktorem propagandy Komitetu Powiatowego PZPR. Kazimierz Bondaryk był znanym w tamtym rejonie działaczem partyjnym, sprawował m.in. funkcję I sekretarza Komitetu Gminnego PZPR w Kuźnicy Białostockiej.

Z zachowanych w Instytucie Pamięci Narodowej dokumentów wynika, że Krzysztof Bondaryk pierwszy raz został odnotowany w rejestrach SB w 1980 r. Sprawa zakończyła się latem 1981 r. „z powodu zaniechania wrogiej działalności”. Po wprowadzeniu stanu wojennego, pod koniec kwietnia 1982 r. Krzysztof Bondaryk został razem z kilkunastoma studentami zatrzymany i trafił do aresztu, gdzie przebywał przez pół roku. Został zwolniony ze względu na zły stan zdrowia. Jego sprawę ostatecznie w 1983 r. zakończyła amnestia. Na początku lat 90. jako jeden z pierwszych uzyskał odszkodowanie od skarbu państwa za niesłuszne uwięzienie.

W drugiej połowie lat 80. Krzysztof Bondaryk pracował w Instytucie Historii PAN, gdzie rozpoczął pisanie doktoratu, którego nigdy nie skończył. Po 1989 r. trafił do powstałego w miejsce Służby Bezpieczeństwa – Urzędu Ochrony Państwa – został szefem UOP w Białymstoku. Według nieoficjalnych informacji główny wpływ na jego błyskawiczną karierę miało opracowanie kartoteki rosyjskiej agentury wśród Polaków mieszkających w strefie przygranicznej.

Pod koniec lat 80. Krzysztof Bondaryk poznał Wojciecha Raduchowskiego-Brochwicza, który w Białymstoku pracował jako sekretarz ds. kształcenia ideologicznego i propagandy zarządu wojewódzkiego Związku Socjalistycznego Młodzieży Polskiej. Ze zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej dokumentów wynika, że Brochwicz pojechał do Białegostoku w związku z pracą żony Anny Raduchowskiej-Brochwicz, która pochodziła z Białegostoku, a po ukończeniu krakowskiej Akademii Ekonomicznej pracowała w firmie polonijnej w rodzinnym mieście.

Krzysztof Bondaryk do 1999 r. zajmował się służbami. W atmosferze skandalu odszedł ze stanowiska wiceministra spraw wewnętrznych i administracji. Okazało się wówczas, że w nadzorowanym przez niego Centrum Informacji Kryminalnej były gromadzone nie tylko bazy danych przestępców, ale także akta SB, m.in. z operacji „Hiacynt” dotyczącej homoseksualistów. Gromadzenie akt służb specjalnych PRL było możliwe, ponieważ Bondaryk nadzorował także zespół ds. współpracy z Biurem Rzecznika Interesu Publicznego. Grupa ta przekazywała sędziemu Bogusławowi Nizieńskiemu materiały dotyczące lustrowanych osób. Tuż przed dymisją Bondaryka ze stanowiskiem pożegnał się szef MSWiA Janusz Tomaszewski – okazało się, że według materiałów służb specjalnych PRL został on zarejestrowany jako tajny współpracownik SB ps. „Bogdan”.

Krzysztof Bondaryk miał duże ambicje polityczne – uczestniczył w tworzeniu Platformy Obywatelskiej. W 2001 r. bez powodzenia kandydował z list PO do Sejmu, z hasłem: „Nazywam się Bond. Bondaryk”. Przegrał, ale wszedł do Rady Krajowej PO.

Po raz kolejny o Bondaryku zrobiło się głośno przed wyborami prezydenckimi w 2005 r. Okazało się, że razem z Wojciechem Brochwiczem wziął udział w operacji „Anna Jarucka”: pośredniczył m.in. w przyprowadzeniu przed sejmową komisję śledczą w sprawie PKN Orlen byłej asystentki Anny Jaruckiej, która oskarżyła Cimoszewicza o sfałszowanie dokumentów MSZ. Ostatecznie Cimoszewicz wycofał się ze startu w wyborach prezydenckich i wyjechał do swojego siedliska w Puszczy Białowieskiej. Co ciekawe, w trakcie trwania afery gazety opublikowały zdjęcia z siedliska, na których widać Cimoszewicza razem z Jarucką. Afera z Jarucką odbiła się na partyjnej karierze Bondaryka, który odszedł z Zarządu Krajowego PO.

Po wygranych przez PO wyborach Krzysztof Bondaryk został pełniącym obowiązki szefa ABW. Prezydent RP prof. Lech Kaczyński nie podpisał mu kontrasygnaty z uwagi na jego rozliczne uwikłania. Według doniesień medialnych, Bondaryk był m.in. współwłaścicielem i prezesem handlującej biżuterią spółki EMAS, miał udziały w doradczej firmie TI Consultants, był szefem rady nadzorczej spółki Gazstal, sprzedającej wyroby hutnicze, oraz udziałowcem spółki oskarżanej o to, że posłużyła do wyprowadzania majątku z państwowego Cefarmu (dystrybutora leków). Przed pracą w ABW Bondaryk pracował w Polskiej Telefonii Cyfrowej – operatorze sieci Era. Był tam odpowiedzialny za bezpieczeństwo tajnych danych. W 2005 r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła przeciwko niemu śledztwo, w którym oskarżany był przez wiceszefa PTC o nielegalne kopiowanie i wynoszenie danych. Mimo iż śledztwo było w toku, Tusk powołał go na szefa ABW. Umorzono je już w styczniu 2008 r.

Mimo sprzeciwu prezydenta Kaczyńskiego premier Donald Tusk bez podpisu głowy państwa mianował Bondaryka szefem cywilnych tajnych służb. Centralne Biuro Antykorupcyjne, gdy kierował nim Mariusz Kamiński, ujawniło, że Bondaryk po opuszczeniu firmy PTC odbierał z niej odprawę na łączną sumę 1,5 mln zł, co miał zataić przed organami państwa. Także to nie stało się powodem dymisji Bondaryka.

Kolejną aferą dotyczącą szefa ABW był zakup służbowego auta należącego do PTC, którego wycena miała zostać sfałszowana. Dzięki temu wartość samochodu mogła być według biegłych zaniżona o 90 tys. zł. Także wtedy premier Tusk nie zdymisjonował Bondaryka. Za to w maju 2011 r. prokurator zajmujący się sprawą auta z PTC został odsunięty od prowadzenia wszystkich swoich spraw.

Natomiast kilka miesięcy później Bondaryk został awansowany na stopień generała. Po przyjściu do ABW Bondaryk ściągnął tam aparatczyków dawnej władzy, m.in. związanego z Waldemarem Pawlakiem Zdzisława Skorżę, który pracował w kontrwywiadzie SB. Zastępcą szefa ABW uczynił także innego b. esbeka Janusza Fryłowa. Wśród doradców Bondaryka znaleźli się m.in. Andrzej Barcikowski, w latach 80. wiceszef Wydziału Ideologicznego KC PZPR, szef ABW w rządzie Leszka Millera. Ostatnio do ABW trafił płk Ryszard Lonca, który pracując w WSI na początku lat 90., był odpowiedzialny za inwigilację polityków, m.in. Radosława Sikorskiego, co wynika z jego teczki o kryptonimie „Szpak”.

Na zakończenie kariery Bondaryka w ABW wpływa miało ujawnienie afery Amber Gold, w której pojawiło się nazwisko syna premiera Michała Tuska. Wówczas to premier zapowiedział reformę ABW, która ma zajmować się głównie analityką. Nie pomogła obrona Agencji przez krakowskich prokuratorów, którzy po aresztowaniu „terrorysty” Brunona K. publicznie mówili, że działalność operacyjno-śledcza ABW jest niezbędna dla bezpieczeństwa państwa.

Katarzyna Pawlak, Dorota Kania • GAZETA POLSKA

Reklama

Możliwość komentowania Komorowski bierze służby została wyłączona

%d blogerów lubi to: