W obronie Romaszewskiego

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 20 stycznia 2013

Wbrew temu, co mówi dziś Lech Wałęsa, Romaszewski nie był nigdy pieszczochem nowej władzy 

Pisząc te słowa, znajduję się zarazem w łatwej i trudnej sytuacji. Trudnej dlatego, że współpracując i przyjaźniąc się od wielu lat z rodziną Państwa Romaszewskich mogę wydawać się osobą nieobiektywną i przez to mało wiarygodną dla części czytelników. Z drugiej strony, słowa obrony Zbigniewa Romaszewskiego piszę z łatwością, bo uważam że jest poddawany niesprawiedliwej nagonce, przede wszystkim ze strony ludzi, którzy ani w czasach komunizmu, ani wolnej Polski nie mieli ani jego odwagi, ani pracowitości.

Podstawowy argument, suflowany społeczeństwu przez środowisko dawnej Unii Demokratycznej, lub jak kto woli przez tzw. salon, to że „240.000 złotych to mnóstwo pieniędzy”. Argument tyleż chwytliwy, co głupi.

Po pierwsze, Zbigniew Romaszewski przez 23 lata podziemnej działalności był jedną z najważniejszych postaci polskiej opozycji i spotykał się proporcjonalnymi do swojej aktywności i odwagi represjami ze strony reżimu.Warto dodać, że represje dotyczyły całej jego rodziny i miały wymierny aspekt materialny, który w sposób w miarę obiektywny oszacował sąd. Nie widzę powodu, dla którego opozycjoniści mieliby dziś mieć mniejsze prawa przed sądami, niż ich komunistyczni oprawcy. Co więcej, sądzę że w przypadku represji czy zbrodni sądowych PRL, Państwo Polskie powinno podejmować zadośćuczynienie automatycznie, w sposób systemowy. Winą za to, że tak nie jest do dziś, obciążyć należy przede wszystkim właśnie środowisko Unii Demokratycznej, które po 1989 r. starało się zawęzić pojęcie solidarnościowego etosu do własnego grona.

Wbrew temu, co mówi dziś Lech Wałęsa, Zbigniew Romaszewski nie był nigdy pieszczochem nowej władzy, na stanowisko senatora wybierany był przez swoich wyborców przez 7 kolejnych kadencji.

W kolejnych wyborach uzyskiwał w Warszawie wielokrotnie więcej głosów, niż Lech Wałęsa w całym kraju w wyborach prezydenckich w 2000 r. Prawdopodobnie gdyby nie dość zagadkowa zmiana granic okręgów wyborczych tuż przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi, byłby senatorem RP do dziś. Przez 22 lata Zbigniew Romaszewski był jednym z najbardziej obowiązkowych i pracowitych parlamentarzystów III RP, a jego biuro podejmowało interwencje w od kilkudziesięciu do kilkuset spraw rocznie zgłaszanych przez obywateli. Znam wielu aktualnych luminarzy życia politycznego, którzy nie zapracowali nawet na trzecią część swoich parlamentarnych uposażeń. Zbigniew Romaszewski nigdy do takich nie należał.

Jestem także przekonany, że poza niezależnością opinii ważnymi przyczynami zawiści Lecha Wałęsy i udeckiego salonu wobec Zbigniewa Romaszewskiego jest to, że pomimo represji nie podjął nigdy współpracy z peerelowską służbą bezpieczeństwa, jak i pozostaje jednym z niewielu polskich opozycjonistów szeroko rozpoznawanych za granicą, zapraszanych na rozmaite międzynarodowe wydarzenia i wyróżnianych za działania na rzecz demokracji i praw człowieka.

Jak już napisałem, etosowcy za niezależną konkurencją nigdy nie przepadali. Nie dziwi mnie więc, że od lat wykorzystują każdą nadarzającą się okazję, by dać upust żółci.

W całej paskudnej nagonce na Zbigniewa Romaszewskiego pocieszam się tylko tym, że trafiła ona na osobę, dla której to nie pierwszyzna. Całe życie zachowywał niezależność i przywykł za nią słono płacić. Żałuję, że w polskiej polityce nie ma więcej osobowości takiego formatu.

Tomasz Pisula • niezalezna.pl
Socjolog. Prezes fundacji Wolność i Demokracja. Od 1998 r. zaangażowany w projekty demokratyzacyjne w krajach postsowieckich.

Reklama

Możliwość komentowania W obronie Romaszewskiego została wyłączona

%d blogerów lubi to: