NEOKOMUNIZM. WIDMO TERAŹNIEJSZOŚCI (II)

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 28 stycznia 2013

Związek Sowiecki podobnie jak komunizm upadł w 1991 r. Pustą przestrzeń po nim wypełniła m.in. Rosja, powracająca na stare, wypróbowane tory polityki imperialnej.

Ta właśnie „Rosja” jest dziś naszym zagrożeniem. Wyciąga ku nam swoje macki pragnąc uczynić nasz kraj swoim dominium, a docelowo podjąć być może nawet kolejną próbę rusyfikacji. To dominująca narracja środowisk patriotycznych. Przeciw takiej właśnie „polityce rosyjskiej” zagrzewają nas do boju Ci, dla których niepodległa Polska stanowi nadal ogromną wartość. Czy mają rację? Czy naszym wschodnim, niebezpiecznym dla nas sąsiadem jest właśnie „ imperialna Rosja”?

Na to pytanie odpowiedział już dawno temu Józef Mackiewicz. Według autora „Drogi donikąd” Rosja została zamordowana w 1917 r. w wyniku działalności międzynarodowej szajki przestępców z Leninem i Trockim na czele. Podjęli oni skuteczną walkę z tym wszystkim co o starej, carskiej Rosji stanowiło. Wymordowali jej elity, zadusili jej kulturę. To co powołali do życia w jej miejsce nie było Rosją tylko zupełnie nowym tworem z nową elitą (łże – elitą), kulturą (właściwie antykulturą) i z nowym celem, nową misją, która mu przyświecała, a którą było wywołanie międzynarodowej rewolucji. Opinia Mackiewicza nie przypadła do gustu elit umysłowych II RP. Lecz nie był jedyny ani pierwszy w swych analizach. Jednym z nielicznych Polaków, który na bieżąco obserwował rozwój wypadków w porewolucyjnej Rosji i próbował nadać im właściwe znaczenie był Leon Kozłowski. Postać równie zapomniana jak jego imiennik, premier Leon Kozłowski, którego jeśli już wyciągnie się z niebytu to tylko w charakterze „złego luda” odpowiedzialnego za utworzenie obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej. Gorszą prasę ma chyba tylko „wynosiciel gówienka dla ojczyzny” (według słów Piłsudskiego) płk Wacław Kostek – Biernacki.

Wróćmy jednak do osoby Leona Kozłowskiego urodzonego w Charkowie w 1879 r. Jako student prawa na tamtejszym uniwersytecie, związał się z ruchem socjalistycznym. Aresztowany w 1901 r. za uprawianie socjalistycznej agitacji, wywieziony został do Petersburga, gdzie odsiedział w więzieniu prewencyjnym 14 miesięcy. Nie mogąc dokończyć studiów po wyjściu z więzienia, wyjechał kilka lat później do Paryża, gdzie kontynuował naukę oraz rozwijał swoje lewicowe zainteresowania. W latach I wojny światowej był członkiem organizacji polskich w Moskwie, w 1918 r. powołany został do Przedstawicielstwa Polskiej Rady Regencyjnej. W lipcu 1919 r. aresztowany przez bolszewików, był przez pół roku trzymany przez nich w charakterze zakładnika. Do Warszawy wrócił w styczniu 1920 r., obejmując niedługo funkcję redaktora „Tygodnika Polskiego”. Po zamknięciu pisma w 1923 r. został dziennikarzem „Kuriera Porannego”. W swojej publicystyce, którą uprawiał od swego powrotu z komunistycznego piekła, ważne miejsce zajęło opisywanie i demaskowanie wojującego bolszewizmu. Bolszewizmu, którego w Polsce doświadczonej jego krwiożerczym najazdem nie rozumiano. Bolszewizmu, którego nie dobito gdy sprzyjały ku temu warunki. Którego wreszcie legitymizowano, dając mu status partnera do rozmów i negocjacji i traktując jako kolejną odsłonę rosyjskiego imperializmu. Albowiem dzisiejsza narracja w „kwestii rosyjskiej” jest tylko przedłużeniem tego, co o Rosji bolszewickiej pisano i mówiono przed wybuchem II wojny światowej, a nad czym ubolewał bardzo jeden z nielicznych konsekwentnych antybolszewickich szermierzy – zmarły 3 września 1927 r. Leon Kozłowski. Człowiek, w którym, jak zauważył inny antybolszewicki szermierz prof. Marian Zdziechowski (w przedmowie do wyboru pism Kozłowskiego wydanych w 1930 r.): „od powrotu do kraju odbywała się […] ewolucja od socjalistycznego radykalizmu ku religii i katolicyzmowi. Socjalistą był od młodu, z pobudek idealnych; wierzył – pisze P. Ryss – w misję klasy robotniczej, ale krwawe i dzikie rządy bolszewickie przekonały go, że wszelki mesjanizm klasowy jest rzeczą występną w samym korzeniu swoim”.

Dla Leona Kozłowskiego, podobnie jak dla Józefa Mackiewicza, Rosja i Rosjanie stali się pierwszą ofiarą szajki bolszewików. „Dwie zdruzgotane monarchie różnoplemienne złożyły się na to, aby wytworzyć rząd międzynarodowy w Moskwie. Z chwilą rewolucji bolszewickiej tłumy jeńców, wyzwolonych z obozów koncentracyjnych, napłynęły do Moskwy i razem z tłumami uchodźców, którzy nie mogli wrócić do kraju, odcięci kordonem niemieckim, tak zaleli Moskwę, że straciła ona zupełnie swój dawny rosyjski charakter. Na każdym kroku spotykało się cudzoziemskie twarze i słyszało się mowę niemiecką, żydowską, polską, łotewską, węgierską i rumuńską. Z tego to obfitego rezerwuaru czerpała swe siły komunistyczna międzynarodówka. Poszli służyć jej ideowi komuniści, wynarodowieni fanatycy rewolucji wszechświatowej, a obok nich awanturnicy i hultaje wszelkiego rodzaju, których nęciła nie praca we własnym kraju, a władza i łatwa kariera pod maską komunizmu w tym fantastycznym Kremlu czerwonym. Płynęły tu męty społeczne rosyjskie i obcoplemienne, bandyci i zbiry wszelkich narodowości ofiarowywali swoje usługi dla katowskiej roboty czerezwyczajek”. Rosjanin stał się według Kozłowskiego niewolnikiem tego internacjonalistycznego konglomeratu. Co ciekawe redaktor „Tygodnika Polskiego” słusznie zauważał, że uczucia narodowe są obce zapatrzonym w światową rewolucję bolszewikom, którzy jednakże potrafią wykorzystać je w wewnętrznych rozgrywkach, w walce o zdobycie i utrzymanie swej władzy na terytorium rosyjskim. „Nie podlega żadnej wątpliwości, że Żydzi mszczą się za pogromy, Łotysze za ekspedycje karne i sądy doraźne w Łotwie, Chińczycy za gwałty rosyjskich wojsk w Mandżurii w czasie wojny japońskiej. A kiedy pułki czerwone z Madziarów złożone z taką ochotą rzucały się na rosyjskie oficerskie oddziały i paliły wsie rosyjskie, tłumiąc powstanie włościan przeciw władzy sowieckiej, to była tu bez wątpienia zemsta za r. 1849, za stłumienie powstania węgierskiego. Za zbrodnie caratu odpowiadał teraz naród rosyjski, który, po zawaleniu się gmachu imperium rosyjskiego, ze wszystkich ludów temu imperium podległych upadł najniżej, a w państwie komunistycznym, które na gruzach imperium powstało, zajął, nie zważając na swoją liczebną przewagę, ostatnie miejsce”.

A zatem Rosja w optyce Leona Kozłowskiego stała się pierwszą ofiarą „składaną na ołtarzu rewolucji międzynarodowej”. Nie o interes rosyjski dbają bolszewicy tylko o kwestie swej władzy potrzebnej im do wywołania ogólnoświatowego przewrotu, lub choćby zachowania władzy po prostu. „Cała polityka wewnętrzna i zewnętrzna bolszewicka jest podporządkowywaną interesom międzynarodówki, a bynajmniej nie narodu rosyjskiego. Komuniści doskonale teraz rozumieją, że sprawa komunizmu w Rosji została przegraną z kretesem, że Rosja nie dorosła do komunizmu. Jeżeli, nie zważając na to, za wszelką cenę starają się utrzymać rządy komunistyczne, to dlatego, że mają nadzieję dotrwać do nowego wybuchu rewolucji społecznej na Zachodzie, lub chociażby na Wschodzie, w Azji”. Kozłowski, podobnie jak Mackiewicz, polemizuje swych artykułach z poglądem jakoby naród rosyjski był predestynowany do życia w niewoli, dla którego knut bolszewicki jest prostą kontynuacją knuta carskiego, a którego misją dziejową jest ciemiężenie innych narodów. Rosjanie to, według niego, „tylko naród, który później od innych narodów europejskich rozpoczął swe życie polityczne i dlatego dopiero teraz, w 20-m wieku przechodzi przez rewolucję, przez jaką dawno już przeszły narody Zachodu”. Chłoszcze przy okazji emigrantów rosyjskich, którzy „wciąż przed oczyma mają nie naród rosyjski i przyszłe narodowe państwo, ale dawne imperium wszechrosyjskie, które chcieliby tylko przekształcić, zastąpiwszy carat przez konstytuantę wszechrosyjską […] Gmach imperium Piotra W. runął – stwierdza dalej Kozłowski – i runął w ten sposób, że całym swym ciężarem zwalił się na znajdujący się w środku naród rosyjski; inne ludy, które znajdowały się na krańcach gmachu, wydobyły się z pod gruzów i zaczęły już nowe domy sobie budować, naród zaś rosyjski, skaleczony i okrwawiony, leży pod gruzami, nie mogąc powstać o własnych siłach. I oto w takiej chwili emigranci, patrioci rosyjscy, zamiast tego, aby wołać o ratunek dla narodu, mówią o odbudowie Wszechrosji. Żyją w świetle złudzeń, zapatrzeni w wielkość przeszłości i nie widzą drogi, która wyprowadziłaby z nędzy dzisiejszej”.

Kozłowski zabiera także głos w sprawie tzw. żydokomuny. Pogląd na komunizm jako spisek żydowski, środek do zapanowania przez Żydów nad światem jest do dziś niezwykle popularny w kręgach „prawicowych”. Dla redaktora „Tygodnika Polskiego” jest to kolejny szkodliwy przesąd, zaciemniający istotę bolszewizmu. „Fantazją jest na niczym nie opartą,
że żydzi w celach swej polityki narodowej opanowali Rosję pod flagą bolszewizmu i świadomie ku zgubie ją pchają. Żydzi, którzy stoją u steru władzy w republice sowieckiej, są to żydzi wynarodowieni, kosmopolici, nie poczuwający się do solidarności narodowej ze światem żydowskim. Kiedy gmina żydowska w Moskwie posłała delegację do żydowskich przywódców bolszewizmu, aby wyperswedować im, że narażają naród żydowski na straszne niebezpieczeństwo w Rosji, że masy żydowskie zapłacą za czyny Trockich i Zinowjewych pogromami, to Trocki i inni, wzruszywszy ramionami, odpowiedzieli, że sprawy żydów ich, jako internacjonalistów, wcale nie obchodzą”…

„Półksiężyc i gwiazda czerwona. Wybór pism Leona Kozłowskiego”, Wilno 1930

CZŁOWIEK SZALONY • blogpowiernika.blogspot.de
graf. g.blox.pl

przeczytaj: NEOKOMUNIZM. WIDMO TERAŹNIEJSZOŚCI (I)

Reklama

Możliwość komentowania NEOKOMUNIZM. WIDMO TERAŹNIEJSZOŚCI (II) została wyłączona

%d blogerów lubi to: