Nie daleko pada jabłko od jabłoni

Posted in ■ aktualności, ■ odkłamujemy HISTORIĘ by Maciejewski Kazimierz on 30 stycznia 2013

Oburzenie, strach, wścieklizna, taka jest reakcja saloonu na wyciąganie przeszłości rodziców obecnych gwiazd i gwiazdeczek saloonu II PRL.

Sądzę, że najważniejszym z tych uczuć jest jednak strach.

Tyle lat się udawało, tyle wysiłku poszło i jakby za naciśnięciem jednego guzika wszystko nagle się przewraca, wszystko ulega przewróceniu i wszystko na nic jak psu w dupę.

Dla nich jest to postawienie sprawy na głowie, dla nas przywrócenie stanu realnego, czyli z głowy na nogi.

Olejnikowa – tatuś ubek, Mistewicz – to samo, sędzia Tuleya – to samo, Morozowski – to samo i zdaje się, że coś tam jeszcze.

Warszawski vel Gebert, o, to jest dopiero ciekawa postać. Niby na zapleczu w GW, ale przecież zawsze gdy jest coś istotnego, to właśnie on pisze wstępniak albo inny istotny artykuł.

To tylko kilka przykładowych nazwisk ludzi, którzy są w konflikcie z dużą częścią naszego społeczeństwa. A gdyby ta reszta, która została przez nich intelektualnie uwiedziona też się zorientowała o co tu na prawdę chodzi, to można by użyć zwrotu, że z całym społeczeństwem.

No to teraz pytanie.
Dlaczego tym ludziom wyciąga się zaszłości rodzinne?

Bo nie robi się tego profilaktycznie – zanim dana osoba zajmie jakieś stanowisko (jak w przypadku sędziego Tulei).

Zaczyna się sprawdzać przeszłość rodzinną danej osoby dopiero po fakcie. Po fakcie gdy dana osoba wykona jakiś ruch pozycjonujący ją względem podziału „my” versus „oni”.

Czy gdyby sędzia Tuleya wydał po prostu wyrok i na tym zakończył by sprawę doktora G., to czy ktokolwiek by się interesował jego zaszłościami rodzinnymi.

Odpowiedź jest trywialna i oczywista – oczywiście, że nie. Nikogo by nie obchodziło z jakiej rodziny sędzia pochodzi. Wykonał swoja pracę zgodnie z wymogami procedury – koniec, szlus. Ale nie, sędzia się chciał/musiał wykazać. Wykazać, że jest z „onymi”.

To samo dotyczy innych. Gdyby Olejnikowa uczciwie wykonywała zawód redaktora – bez ewidentnej stronniczości, to nikt by jej tatusia ubeka nie wypominał.

Czy gdyby społeczeństwo znało zaszłości rodzinne żony Komorowskiego, to czy tak chętnie by na niego oddawano głosy – można szczerze wątpić, a jeszcze ta opowieść o teściu, który „pomagał” Komorowskiemu napisać pracę magisterską w 2 tygodnie. Te fakty nie były znane – a brak wiedzy o faktach powoduje, że ludzie podejmują błędne decyzje.

Dosyć lekko podchodzimy do kwestii przeszłości osób publicznych, według mnie zbyt lekko.

Zmierzajmy jednak do puenty.

Dlaczego ludzie zaczynają się interesować i wyciągać na wierzch przeszłość osób publicznych. Nie z jakiejś niezdrowej ciekawości, nie z chęci „babrania się w szambie”, nie z checi upokorzenia tych ludzi.

Powód jest zupełni inny.

Tym powodem jest aktualna działalność osób, którym te rodzinne koneksje się wyciąga. Bo ta działalność tu i teraz świadczy o tym, że są „onymi”, że są przeciwko społeczeństwu, że są jak ciąg dalszy armii okupacyjnej. Jednocześnie się bojąc i pogardzając resztą obywateli.

W MSZ-cie, w służbach, w urzędach skarbowych, w sądownictwie i w wielu innych miejscach pracuje trzecie pokolenie tych, którzy zostali tam rzuceni na front walki ideologicznej tuż po 1945 roku.

Norwegia była podczas II WŚ okupowana przez Niemcy. Po wojnie wydano proste prawo. Nikt, kto rodzinnie był zamieszany w kolaborację z Niemcami nie ma prawa pełnić żadnej funkcji publicznej. Niektórych z kolaborantów stracono, niektórzy poszli do więzienia, większości po prostu zabroniono wykonywać pewnych zawodów. Do tych zastrzeżonych zawodów zaliczono: policjant, zawody prawnicze (sędzia, adwokat, prokurator, notariusz), polityk, wykładowca akademicki, nauczyciel w szkole średniej, dziennikarz. I żeby było śmieszniej to obostrzenie skierowano na 3 pokolenia w dół. Czyli dopiero teraz rodzą się w Norwegii ludzie, których pra – pra – pradziadek mógł być kolaborantem podczas II WŚ i ten nowo narodzony młody człowiek będzie mógł wybierać zawód bez żadnych ograniczeń.

Czy powtórzenie norweskiego modelu rozwiązania tego problemu nie jest godne rozwagi?

Andrzej.A • pulldragontail.blogspot.de
rys. Andrzej Krauze

Reklama

Możliwość komentowania Nie daleko pada jabłko od jabłoni została wyłączona

%d blogerów lubi to: